Polska solidna, znaczy nieosiągalna. Holandia miała sprawiać kłopoty i sprawiała, ale sobie [Trzy rzeczy po trzech setach]

Wilfredo Leon zadebiutował w mistrzostwach Europy w meczu, który miał być dla Polski najtrudniejszy w fazie grupowej, a był męczący nie bardziej niż trening. Nasi siatkarze poćwiczyli chyba nawet mniej niż chcieli i pokonali w Rotterdamie Holandię 3:0 (25:19, 25:18, 25:19). W poniedziałek mecz z Czechami. Relacja na żywo na Sport.pl o godz. 20.

1. Polska solidna, znaczy nieosiągalna

Trzy pierwsze akcje i dwa punktowe bloki, oba Macieja Muzaja - polscy siatkarze błyskawicznie zatrzymali Holendrów. Trzy zero na początku pierwszego seta i trzy zero w meczu, który miał przynieść spore emocje, a przyniósł dominację mistrzów świata. To była biało-czerwona niedziela w Rotterdamie. Najpierw dopisali kibice.


Polacy stanowili zdecydowaną większość z grona 11 tysięcy ludzi obecnych na trybunach. Aż szkoda, że nie zobaczyli siatkówki na wysokim poziomie. Mistrzowie świata zagrali po prostu solidnie i okazało się, że nawet w takim wydaniu są dla Holendrów nieosiągalni.
Pierwszy set: 4:0 dla Polski w bloku, a zespół Roberto Piazzy praktycznie bez atutów (jedyny był Nimir Abdel-Aziz, który w ataku zdobył pięć punktów, mając 100 proc. skuteczności).

2. Potrenowali. Debiutant Leon się rozpędził

Po pewnym wygraniu pierwszego seta w drugim Polacy zaczęli się bawić. Jedyne błędy (trzy) popełnili na zagrywce. A kiedy prowadzili ataki, robili to jak na treningu. Fabian Drzyzga rozgrywa, Piotr Nowakowski wyskakuje do piłki, blok skacze razem z naszym środkowym, a po chwili z drugiej linii potężnie zbija Wilfredo Leon - tę akcję zobaczyliśmy dwa razy w ciągu minuty. Po kolejnej minucie pajpa efewktonie skończył Michał Kubiak.

Przy stanie 14:11 dla Polski bezradny Piazza poprosił o czas. Nic nie wymyślił, po powrocie na boisko nasi zawodnicy dalej robili swoje i wygrali seta do 18. Szczególnie dobrze oglądało się Leona, który w swoim debiucie w mistrzostwach Europy wyraźnie się rozpędzał.

3. Nie mamy godnego rywala. Jeszcze trzy sparingi

Nimir zaserwował dziewięć asów z Czarnogórą i cztery z Ukrainą. W dwóch meczach mistrzostw zdobył tyle punktów bezpośrednio z zagrywki, ile czasem zawodnik uzyskuje w całym turnieju.
Przeciw Polsce Holendrzy mieli serwować jak Nimir we wcześniejszych meczach. Ale podejmować ryzyko nie zawsze znaczy trafiać. A nawet rzadko jedno z drugim idzie w parze. Zwłaszcza gdy ryzykującym brakuje umiejętności. Nimir zaserwował nam jednego asa, ale w sumie Holendrzy zepsuli aż 20 zagrywek. Spisywali się koszmarnie. Generalnie wyglądali jeszcze gorzej niż w lipcowych sparingach z nami w Opolu. Wtedy oficjalnie w barwach Polki debiutował Leon, wówczas nasza kadra szykowała się do kwalifikacji olimpijskich, holenderska również, do swojego turnieju tej rangi. Po gładko wygranych meczach w Opolu narzekaliśmy, bo rywal był tak słaby, że trudno było różne rzeczy w naszej grze posprawdzać. Teraz marnując aż tyle serwisów Holendrzy znów nie dali nam okazji zagrać tylu akcji, ile powinniśmy przeprowadzić w normalnym meczu. Nawet wygranym 3:0.

Niestety, w grupie D mistrzostw Europy nie mamy godnego siebie rywala. Oczywiście komuś może wyjść mecz przeciw nam, może się okazać, że dzięki supermobilizacji ktoś zagra lepiej niż naprawdę potrafi, jak w pierwszej kolejce Estonia, która urwała nam seta. Ale skoro Holandia wygrywa 3:0 z Czarnogórą i 3:0 z Ukrainą, to jakich wyzwań możemy się spodziewać w meczach z tymi rywalami w najbliższych dniach? Zanim zaczniemy prawdziwe granie w tym turnieju, czekają nas jeszcze co najmniej trzy sparingi.