Serbia zrobiła bum-bum i zagra o trzecie złoto z rzędu

Mistrzynie świata lepsze od wicemistrzyń, a MVP mundialu lepsza od drugiej największej gwiazdy. W pierwszym półfinale ME 2019 w Ankarze Serbia wygrała z Włochami 3:1 (25:22, 25:21, 21:25, 25:20) i w niedzielę zagra o tytuł z Polską albo z Turcją. Półfinał z udziałem naszej drużyny w sobotę o godzinie 18.30. Relacja na żywo na Sport.pl.
Zobacz wideo

Serbki to aktualne mistrzynie świata i Europy oraz wicemistrzynie olimpijskie. Włoszki aż taką potęgą w ostatnich latach nie są. Spotkały się z Serbkami w finale ubiegłorocznych MŚ i przegrały po zaciętej walce 2:3. Ale rok wcześniej na mistrzostwach Europy były tylko ćwierćfinalistkami, a na igrzyskach w Rio w 2016 roku nie wyszły nawet z grupy.

Ich zwycięstwo w Ankarze byłoby niespodzianką. Zapewne kibice z Italii w taką uwierzyli, gdy drużyna Davide Mazzantiego prowadziła w pierwszej partii 14:10. Ale zawodniczki Zorana Terzicia szybko odebrały im złudzenia.

- Serbia jest lepsza od wszystkich. To taka drużyna, z którą grasz równo, a nagle robi bum-bum, zdobywa jeden punkt, drugi, trzeci i jest po wszystkim - mówił nam kilka dni temu w Łodzi trener Niemek Felix Koslowski.

Polska przekonała się o tym miesiąc temu we Wrocławiu, gdy przegrała w kwalifikacjach olimpijskich 1:3, choć wydawało się, że doprowadzi do tie-breaka, bo w czwartym secie prowadziła 23:17.

W partii otwarcia pierwszego półfinału "bum-bum" robiła przede wszystkim Tijana Bosković. MVP ubiegłorocznych mistrzostw świata skończyła wtedy sześć z dziewięciu ataków. Paola Egonu, bodaj druga największa na świecie gwiazda siatkówki, też zaczęła od dobrego zapisu: 6/11.

W drugiej partii Egonu miała moment wielkiego wzlotu, gdy seriami zagrywek wyprowadziła swój zespół na 18:17, mimo że chwilę wcześniej Włoszki przegrywały 12:16. Ale w najważniejszych momentach włoska bombardierka zawodziła. W końcówce kolejno: strzeliła w aut, przekroczyła w ataku linię trzeciego metra i na wyczyszczonej siatce (czyli bez żadnej blokującej) trafiła w antenkę. W efekcie z 20:20 zrobiło się 23:20 dla Serbii. Partię numer dwa Egonu skończyła - kolejnym atakiem w aut.

Egonu nie miała wybitnego dnia, a Włoszki nie miały nikogo innego, w kim mogłyby pokładać nadzieje na odwrócenie obrazu półfinału. Owszem walczyły, czwartego seta nawet wygrały, bo akurat wtedy ich atakująca miała 55 proc. skuteczności. Ale patrząc na cały mecz, po serbskiej stronie pewną Bosković na zmianę wspierały Brankica Mihajlović, Mina Popović czy Stefana Veljković i ostatecznie mistrzynie znów dowiodły swej klasy.

Serbki pokazały, że są absolutnie gotowe, by wygrać trzeci z rzędu wielki turniej. Świetnie byłoby się przekonać czy Polki są gotowe podjąć z nimi jeszcze bardziej wyrównaną walkę niż miesiąc temu.