Przygotowała specjalną przemowę i zmotywowała Polki do zwycięstwa. "Mam szalone pomysły"

- Miałam nawet układ choreograficzny, ale nie pokażę wam, bo to żenujące - żartuje Paulina Maj-Erwardt, libero kadry siatkarek. Po zwycięstwie nad Włochami 3:2 zawodniczki opowiadały, że doświadczona koleżanka z drużyny trafiła do nich specjalną przemową w szatni. Ale nie chciały zdradzić treści wystąpienia brązowej medalistki mistrzostw Europy z 2009 roku. Co Maj-Erwardt powiedziała drużynie?
Zobacz wideo

W czwartek w Łodzi na zakończenie fazy grupowej mistrzostw Europy polskie siatkarki odniosły wspaniałe zwycięstwo nad zespołem wicemistrzyń świata. Dzięki wygranej z Włochami 3:2 (25:14, 19:25, 13:25, 25:21, 15:12) Polki zajęły drugie miejsce w grupie B i w niedzielę w 1/8 finału zagrają z Hiszpankami. Jeśli wygrają, to w ćwierćfinale zmierzą się ze zwycięzcą meczu Niemcy - Słowenia.

Łukasz Jachimiak: Co się znalazło w mowie motywacyjnej, którą wygłosiłaś w szatni przed meczem z Włoszkami?

Paulina Maj-Erwardt: Kto wam o tym powiedział?

Wszystkie dziewczyny. Twierdzą, że do nich trafiłaś.

- Miałam nawet układ choreograficzny (śmiech). Ale nie pokażę wam, bo to żenujące.

Dobrze, ale powiedz.

- Powiedziałam, że mamy wyjść i niezależnie od wyniku dobrze się bawić. Że mamy zrobić show dla tych wszystkich kibiców, którzy nas wspierają. I że mamy zagrać tak, żeby później każda z nas mogła stanąć przed lustrem i mogła sobie powiedzieć, że zrobiła wszystko, co mogła.

Kiedy wpadłaś na pomysł wygłoszenia takiej przemowy?

- Ja co chwilę mam szalone pomysły. To był moment.

Czujesz odpowiedzialność za drużynę jako najbardziej doświadczona zawodniczka, medalistka ME 2009?

- Nie, tu po prostu zadziałało to, co widziałam po meczu z Belgią. Przez porażkę zeszło z nas powietrze. Chciałam, żebyśmy zapomniały. Przecież gorzej, niż z trzeciego miejsca, już i tak z grupy byśmy nie wyszły, co by się z Włoszkami nie stało. Chodziło to, żeby sobie i kibicom pokazać, że potrafimy więcej. Myślałam też, że będzie szansa być w grupie wyżej i mieć troszeczkę łatwiejszą drogę. Chociaż z tym to do końca nie było wiadomo.

Drogę będziecie miały znacznie łatwiejszą. Wychodząc z drugiego miejsca w 1/8 finału trafiacie na Hiszpanię, a nie na Rosję. A w ewentualnym ćwierćfinale zagracie z Niemcami albo Słowenią.

- Tak wypada? Dobrze. Ale taka jest prawda, że jak chcemy zagrać w Ankarze, to z każdym po drodze musimy wygrać. Pokonując Włoszki, pokazałyśmy, że jesteśmy w stanie z każdym powalczyć. One grały bardzo dobrze. Czasami widząc jak serwują aż sobie myślałam "Naprawdę ta piłka może tak polecieć?" Mają wielką siłę rażenia. Bardzo mnie cieszy, że wygrałyśmy. I to zaraz po podłamaniu się porażką z Belgijkami.

Otwiera Wam się szansa na medal, a skoro tak, to wracają twoje wspomnienia z Łodzi z mistrzostw Europy sprzed 10 lat?

- Cały czas wracają. Szczególnie kiedy śpiewam hymn razem z tłumem kibiców.

Wtedy też grałyście z Hiszpanią i wygrałyście 3:2. Chyba teraz ona was nie zaskoczy?

- Teraz musimy zresetować głowy. Mieć chwilę dla siebie. Tu się bardzo dużo dzieje, cały czas jest wokół nas mnóstwo ludzi. Potrzebujemy troszeczkę wolnego, bo za nami faza grupowa, która była sinusoidą. Ale obserwuję dziewczyny i widzę, że są coraz silniejsze i coraz bardziej pewne siebie. Mają cały czas podniesioną głowę, zawsze walczą. To cieszy.

Więcej o: