Jacek Nawrocki nie może być jak Vital Heynen. Ale musi mieć więcej odwagi [Pięć rzeczy po pięciu setach]

Nie było przyjęcia, nie było pomocy od zmienniczek, zbyt często nie było twardego grania serwisem. I choć Belgijki nie mogły przebić polskiej ściany, to wykorzystały nasze liczne słabości. Po porażce 2:3 (25:20, 25:27, 25:20, 21:25, 15:17) Polki mają w mistrzostwach Europy 2019 trzy wygrane i jedną przegraną. W czwartek, na koniec fazy grupowej, zagramy z wicemistrzem świata, Włochami. Mecz o godz. 20.30, relacja na żywo na Sport.pl.
Zobacz wideo

1. Nawrocki nie może być Heynenem

Agnieszka Kąkolewska, Magdalena Stysiak, Zuzanna Efimienko-Młotkowska, Joanna Wołosz, Natalia Mędrzyk, Malwina Smarzek-Godek oraz Maria Stenzel i Paulina Maj-Erwardt - Jacek Nawrocki na mecz z Belgią wystawił dokładnie taki sam skład, jaki wybrał dwa dni wcześniej na spotkanie z Ukrainą. Po tamtym meczu pytaliśmy trenera czy to podstawowa "szóstka", a on zapewniał, że takiej nie ma, że grać musi "dwunastką", a nawet całą "czternastką", którą ma do dyspozycji.

To były słowa typowe raczej dla prowadzącego naszą męską kadrę Vitala Heynena. Oczywiście Nawrocki też zmienia, on też coraz chętniej rotuje, bo w tym sezonie wreszcie może to robić w większym zakresie. Trener pracuje z kadrą tak, że na pewno ma w niej już nie kilka, a kilkanaście niezłych zawodniczek. Ale też już pierwszy set meczu z Belgią pokazał, że jednak siatkarki "pierwszóstkowe" wciąż dają wyraźnie więcej. Wtedy wszędzie była Kąkolewska (3/5 w ataku, dwa punkty blokiem i jeden as), Smarzek-Godek trzymała dobrą, 50-procentową skuteczność ataku (7/14), a Stysiak pokazywała moc w szczególnie trudnych momentach. Cały zespół błyszczał w bloku (cztery punkty), na który żadnego pomysłu nie miala Kaja Grobelna. Atakująca Belgii skończyła wówczas zaledwie jeden z 11 ataków.

Niestety, gdy w drugim secie Belgijki podniosły poziom swojej gry, szczególnie na zagrywce, to trener szukał dobrych zmian i takich nie znalazł. W czwartej partii próbował szukać jeszcze głębiej (po raz pierwszym w meczu na boisko weszły nawet Marlena Kowalewska i Klaudia Alagierska), ale znów bez powodzenia.

2. Trudno grać bez przyjęcia. I bez odwagi

W pierwszym secie Polki miały ładną serię punktów, która ze stanu 14:14 pozwolila im wyjść na 19:14. W drugiej partii nasze siatkarki zanotowały serię jeszcze ładniejszą - 14:16 zamieniły na 20:16.

Podopieczne Nawrockiego można było chwalić za siłę spokoju. Niestety, do czasu. One przegrały seta, mimo że prowadziły już 24:21. Wszystko stało się przez przyjęcie. Mędrzyk po dwóch setach była już cztery razy ustrzelona zagrywką, a w sumie Belgijki miały po tych dwóch partiach sześć asów przy naszym zaledwie jednym.

Szkoda, że trener uparł się, by do końca ze Stenzel piłki przyjmowały Mędrzyk i Grajber. Skoro obie słabo wspierały libero, to chyba warto było zaryzykować i wpuścić Stysiak (we wcześniejszej fazie seta grała i skończyła trzy z czterech ataków). Ona przyjmuje najgorzej, ale za to w ofensywie potrafi zrobić użytek z najtrudniejszych piłek. A kiedy ważyły się losy drugiego seta, Joanna Wołosz przez złe dogrania wystawiała wyłącznie takie piłki. I niemal wyłącznie do Smarzek, na co rywalki były więcej niż gotowe (Malwina w tej partii miała zapis 4/15).

Jeszcze większa szkoda, że sytuacja powtórzyła się w tie-breaku. Polki prowadziły w nim 14:12, ale nie wykorzystały meczboli, bo nie poradziły sobie w przyjęciu, a przez to i w ataku. Stysiak i tę końcówkę oglądała stojąc w kwadracie dla rezerwowych.

3. Nie wolno bać się serwować

Kiedy seriami zdobywaliśmy punkty w pierwszym i drugim secie, robiliśmy to dzięki bardzo dobrym zagrywkom Efiemnko. Środkowa serwowała po sześć razy w pierwszej i drugiej partii, a w trzeciej - pięć razy. Nie popełniła żadnego błędu. I choć nie zanotowała też asa, to wiele razy sprawiła Belgijkom mnóstwo problemów, dzięki czemu mogliśmy wyprowadzać kontry.

W pierwszym secie poza Eifiemnko w polu serwisowym drużynę pociągnąć potrafiła też Kąkolewska, w trzecim Mędrzyk (cztery dobre piłki, w tym jeden as) i Stysiak (cztery dobre zagrywki, w tym as). A gdy w czwartym Polki znów grały za miękko, to Belgijki przejęły inicjatywę i doprowadziły do tie-breaka. I tego też wygrały dzięki zagrywce.

Trener Nawrocki zapewne bez czekania na specjalne analizy wie, że nie wolno serwować tak zachowawczo. Bez odrzucania rywalek od siatki, bez wywierania na nie presji problemy mieliśmy i z Ukrainą, i z Belgią. A przecież my chcemy walczyć i wygrywać z drużynami lepszymi od obu wymienionych.

4. Polska ściana to za mało

17:7 - prawdopodobnie takim wynikiem polski blok pokonał blok belgijski. A jeśli dodamy do tego niezpisywane w statystykach wybloki, to różnica będzie jeszcze większa.

W wyrównanym meczu, w którym o zwycięstwie decydowały pojedyncze akcje to jest różnica bardzo duża. I powinna być kluczowa.

Trudno nie zgodzić się ze spostrzeżeniem menedżerki reprezentującej m.in. Vitala Heynena. A jeszcze trudniej zrozumieć, jak mimo takiego atutu można nie wygrać.

5. Pospolite ruszenia już niepotrzebne

Małgorzata Glinka wróciła do kadry po ponad trzech latach nieobecności. Została

kapitanem drużyny, w której znalazło się jeszcze kilka innych gwiazd polskiej siatkówki, m.in. Katarzyna Skowrońska-Dolata, Anna Werblińska i Mariola Zenik. Wszystkie wymienione przybyły na ratunek kadrze w styczniu 2014 roku. Ale pospolite ruszenie zwołane na eliminacje do MŚ nie pomogło. Najważniejszy mecz turnieju w Łodzi Belgijki wygrały 3:0. To był ich czas, pół roku wcześniej zdobyły brąz mistrzostw Europy. A czas Polek definitywnie się wtedy skończył. Pięć lat po ostatnim sukcesie - brązie ME 2009 - zrozumieliśmy, że kadrę trzeba wreszcie odmłodzić. I że - niestety - nie mamy kim.

W 2015 roku po Makowskim drużynę narodową przejął Nawrocki. On też dużo przegrywał - nie poszło mu ani w ME 2015, ani ME 2017, odpadł w eliminacjach MŚ 2018 - ale w bieżącym sezonie wreszcie więcej wygrywa. Z Belgijkami mierzyliśmy się w 2019 roku trzeci raz. Przegraliśmy po raz pierwszy. Porażka boli, ale świat się na niej nie kończy. Mimo wszystko widać, że stajemy się lepszym zespołem. Oczywiście trener Nawrocki prosiłby, żeby dopisać tu i trzy razy podkreślić, że Polska nie jest żadnym faworytem. Szkoda, że aż tak się asekuruje, że nie potrafi dodać swoim zawodniczkom wiary. W czwartek, w meczu z Włochami na koniec fazy grupowej, bez niej nie zdziałamy nic.