Polki zaczęły jak w koszmarze. W pierwszych meczach zrobiły jednak to, co musiały [Cztery rzeczy po czterech setach]

Zaczęły jak w koszmarze, ale na szczęście się obudziły. Polskie siatkarki wygrały z Ukrainą 3:1 (20:25, 25:11, 25:22, 25:15) w swoim trzecim meczu mistrzostw Europy 2019. Podopieczne Jacka Nawrockiego mają komplet zwycięstw i są już pewne awansu do 1/8 finału. Teraz zaczną grać o ważniejsze rzeczy.

Heynen: Żeby drużyna mnie posłuchała, potrzebuję kryzysu

Zobacz wideo

1. Zaczęły się mistrzostwa

Piękny atak Magdaleny Stysiak z drugiej linii na 5:2, blok Zuzanny Efimienko-Młotkowskiej na 6:2 i już wtedy czas na żądanie trenera rywalek - tak się zaczynał mecz Polska - Ukraina.

Jacek Nawrocki pierwszy raz w turnieju postawił na skład uznawany za optymalny. Przeciw Słowenii i Portugalii oszczędzał część podstawowych zawodniczek, a tu od razu postawił sprawę jasno - spodziewał się twardszej walki. Na środku grały więc Agnieszka Kąkolewska i wspomniana już Eifiemnko-Młotkowska, na przyjęciu ze Stysiak wystawiona została Natalia Mędrzyk, na ataku oczywiście Malwina Smarzek-Godek, na rozegraniu rzecz jasna Joanna Wołosz i na libero Maria Stenzel oraz Paulina Maj-Erwardt.

Ta galowa Polska grała sobie ładnie. Ale szkoda, że tylko przez chwilę. Od stanu 8:3 zaczęło się dziać źle. Trener wprowadzał Martyną Grajber za Stysiak, próbował powierzać atak Katarzynie Zaroślińskiej Król a rozegranie Marlenie Kowalewskiej, ale było jeszcze gorzej, więc szybko wracał do Smarzek-Godek i do Wołosz. Niestety, wszystko na nic. Jak już Ukrainki rozhulały się w polu serwisowym, to biły do końca seta. A Polki - niestety - bezradnie patrzyły.

2. Polki wzięły prysznic

Na szczęście zimny prysznic obudził nasze siatkarki. W drugim secie od razu sygnał do ataku dała Stysiak. Znów wyszliśmy na wysokie prowadzenie (7:1), ale tym razem przewagi nie roztrwoniliśmy, tylko ją powiększaliśmy. Był taki moment, że Kąkolewska wyrzuciła w aut przechodzącą piłkę i zamiast 10:2 zrobiło się 9:3. Po chwili asa zaserwowała Julia Gerasimowa i przy 9:4 dla nas można było się bać powtórki z pierwszej partii.

Ale powtórki nie było. Kąkolewska odkupiła swoje winy, posyłając asa na 11:4. To był nasz pierwszy as w meczu. I od tej chwili zagrywka już naprawdę stała się naszym atutem. Brylowała w niej Stysiak. W samym drugim secie zaserwowała siedem razy. A cały ukraiński zespół - który w secie otwarcia tak nękał nas zagrywką - miał okazję zaserwować tylko 11-krotnie. I tylko 11 punktów Ukrainki zdobyły w secie, w którym Polki - dzięki Bogu - zarządziły pobudkę.

3. Magda Stysiak rośnie

Magda Stysiak jest wielka. W sensie ścisłym - ma 202 cm wzrostu. W grudniu ta dziewczyna skończyła 18 lat. Kilka miesięcy później zaczął się sezon reprezentacyjny i ona zaczęła pokazywać, że szybko może dojrzeć jako siatkarka wysokiej klasy.

Ofensywne atuty Magdy zdążyliśmy już poznać choćby w meczach Ligi Narodów. W kwalifikacjach do igrzysk nasza przyjmująca dzielnie biła się też z Serbkami, mistrzyniami świata, mistrzyniami Europy i wicemistrzyniami olimpijskimi. Magdzie niestraszny żaden rywal. Trener Nawrocki o tym wie. I chyba właśnie dlatego praktycznie nie dał jej pograć w mistrzostwach Europy aż do trzeciego meczu Polek w turnieju.

Stysiak zaczęła spotkanie z Ukrainą efektownie (m.in. wspomnianym "pajpem", a ten wcale nie był jedyny), ale że nie pomagała w przyjęciu (tu jest słabsza, koleżanki chowają ją przed zagrywkami rywalek), to trener szybko wprowadził w jej miejsce Martynę Grajber. Jednak jeszcze szybciej okazało się, że bez Stysiak nasz atak zwyczajnie sobie nie poradzi. Ona ma 202 cm wzrostu, Grajber tylko 180, Mędrzyk - 184. To różnice bardzo istotne. Ukrainki przekonywały się jak bardzo. Oby jeszcze bardziej odczuły to na własnej skórze Belgijki i Włoszki.

4. Jest awans, teraz gra o ważniejsze rzeczy

Na otwarcie turnieju 3:0 ze Słowenią, nazajutrz 3:0 z Portugalią, a później dzień wolny i przygotowania do kolejnego otwarcia turnieju. Bo trener Nawrocki przekonywał, że Ukraina to już będzie rywal naprawdę poważny. Bać się było trudno, skoro i Włoszki, i Belgijki pokonały ten zespół łatwo, po 3:0. Ale faktycznie, trochę trudniej Polkom było. Mniejsza już o to czy za sprawą klasy rywala, czy przez własne niedostatki obnażone w pierwszym secie. Najważniejsze, że do meczów już bezsprzecznie trudnych Polki dotarły z takim dorobkiem, z jakim miały to zrobić.

Jest komplet dziewięciu punktów, jest już pewny awans do 1/8 finału, teraz gramy o miejsce w grupie. A jeszcze bardziej gramy o pewność siebie, o wzmocnienie własnego przekonania, że to dobry sezon, że to ten czas, gdy po ponad czterech latach pracy pod wodzą Nawrockiego wreszcie można coś wywalczyć.

We wtorek Polki mają wolne. W środę o 17.30 zmierzą się z Belgijkami, w czwartek o 20.30 - z Włoszkami.