Polski wicemistrz świata: "Michał Kubiak zbudowany jak Bartosz Kurek przed MŚ"

- Potrafimy wejść na poziom, wobec którego bardzo dobra przecież Francja jest bezradna. To pokazuje siłę naszej drużyny i zmysł Vitala Heynena - mówi Daniel Pliński, wicemistrz świata z 2006 roku i mistrz Europy z 2009 roku. Ekspert telewizji nc+ jest przekonany, że w niedzielnym meczu ze Słowenią reprezentacja Polski siatkarzy zapewni sobie awans na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio. Początek meczu w Gdańsku o godzinie 15.00, relacja na żywo na Sport.pl

Łukasz Jachimiak: Polska - Francja 3:0 po naszym koncercie gry - po takim meczu chyba przyjemnie być ekspertem?

Daniel Pliński: Właściwie można powiedzieć, że nasi wyszli na boisko i zrobili, co do nich należało. A kluczową postacią był Michał Kubiak. Jego serie na zagrywce sprawiły, że mieliśmy spotkanie pod kontrolą. Całe spotkanie, w każdym secie od początku do końca.

Wiesz, że mówisz trochę jak Kubiak? On na pytanie jak to zrobili odpowiedział: "Po prostu dobrze zagraliśmy w siatkówkę".

- Dokładnie tak było. Oni zagrali bardzo dobrą siatkówkę. Wszyscy. Wilfredo Leon był bardzo dobry w ataku, Michał Kubiak we wszystkich elementach spisywał się bardzo dobrze. Nasze lewe skrzydło było kluczowe.

I chyba środek. Piotr Nowakowski i Mateusz Bieniek zanotowali po cztery punktowe bloki, ogólnie bardzo mocno pokazali swoją wyższość nad środkowymi z Francji.

- Tak, ale akurat tego można się było spodziewać. My na środku mamy wielkie pole manewru, mamy potęgę. Bardzo wielu środkowych aspiruje do tego, żeby być w reprezentacji. O środek możemy być absolutnie spokojni w każdym spotkaniu, z kim byśmy nie grali. O skrzydła przeciw Francji mogliśmy się obawiać. Jeszcze raz podkreślam, że kluczowa była gra Michała Kubiaka. A rewelacyjny był zwłaszcza na zagrywce. Już z Tunezją - chociaż zagrał tylko w pierwszym secie - pokazał, że w tym elemencie czuje się bardzo dobrze. Zresztą, w przyjęciu też. Zobacz, jak świetnie u nas wszyscy przyjmowali. Francuzi praktycznie nie zagrozili nam zagrywką.

Damian Wojtaszek miał 73 proc. pozytywnego przyjęcia, Michał Kubiak 74, a Paweł Zatorski - aż 90 proc. To są liczby nie jak z meczu z Francją, tylko na przykład z Tunezją.

- Tak, to jest kosmos. Chwała za to naszym chłopakom.

Wspomniałeś serię dobrych zagrywek Kubiaka z Tunezją. Było ich sześć,w tym dwa asy serwisowe. A zaraz po nich skończył się set i Vital Heynen już nie dał więcej pograć kapitanowi. Nie byłeś zdziwiony, że nie potrzymał go na boisku dłużej?

- Nie, bo on ściągnął Michała w takim momencie, w którym ten się zbudował.

Sytuacja trochę podobna do tej z Bartoszem Kurkiem sprzed roku?

- Dokładnie! Bo myślisz o świetnym meczu Bartka z Rosją w Final Six Ligi Narodów?

Tak.

- To było świetne posunięcie. Z Rosją Bartek spisał się kapitalnie [zdobył 23 punkty, skończył aż 22 z 32 ataków], a następnego dnia nie zagrał z USA. Vital sprawdził wtedy kogoś innego, a Bartkowi pozwolił na dłuższy czas zostać z przekonaniem, że jest na dobrej drodze do zbudowania superformy na mistrzostwa świata. Teraz z Tunezją serią zagrywek Michał pokazał, że się czuje dobrze, więc Vital uznał, że z takim poczuciem warto go wpuścić dopiero na Francję, a w meczu z Tunezją już nie. I zobacz, Michał od pierwszych akcji zagrał świetnie. Bardzo szybko złapał pojedynczym blokiem Boyera. To napędza.

Zobacz wideo

Bardzo szybko też pięknie oszukał Ngapetha, chowając mu ręce w bloku.

- Tak, to była świetna akcja. Takich rzeczy nie widać w statystykach, a to są decydujące sytuacje. Człowiek atakuje, ty mu schowasz ręce, on walnie w aut - nie ma siły, żeby się później nie zastanawiał, co się stanie, żeby się nie wahał, nie tracił pewności.

Myślisz, że nasi siatkarze są teraz na tyle pewni, mocni mentalnie, że gdy przychodzi tak trudny mecz o tak dużą stawkę jak ten z Francją, to oni zamiast się denerwować czują się szczególnie dobrze?

- Jestem przekonany, że się denerwowali. I to mocno. Przed spotkaniem musieli być spięci. Kwalifikacje olimpijskie w siatkówce to duży stres. A zwłaszcza kiedy gra się o wszystko z bardzo trudnym rywalem. Ale Francuzi też się stresowali. I jestem święcie przekonany o tym, że nasza drużyna to wszystko lepiej wytrzymała.

Stawiasz ten mecz obok naszego popisu z USA w półinale ubiegłorocznych mistrzostw świata? To był podobny poziom naszego grania?

- W tym roku to był na pewno nasz najlepszy mecz. Ale różnica między Francją w Gdańsku a USA w półfinale w Turynie jest taka, że Amerykanie zagrali świetnie, a Francuzi nie. Oni na pewno nie byli na takim poziomie jak wtedy USA. Amerykanom musieliśmy zwycięstwo wydrzeć, tamten mecz oba zespoły grały na kapitalnym poziomie. A w Gdańsku tylko Polska zagrała na kapitalnym poziomie.

Czyli zamiast bitwy tytanów zobaczyliśmy tytanów tylko po naszej stronie siatki?

- To jest dobre podsumowanie, nasza dominacja była bezapelacyjna. I myślę, że takie zwycięstwa jak to z mundialu nad USA, budują naszą reprezentację. Bo największą sztuką jest wygrywać takie boje, jak ten z Turynu. Później takie zwycięstwa bardzo procentują. Mając taką bazę potrafimy wejść na poziom, wobec którego bardzo dobra przecież Francja jest bezradna. No bo zobacz, jaką ścianę mieliśmy na siatce. U nich Ngapeth i Boyer mieli po 30 proc. skuteczności ataku, a u nas i Kubiak, i Leon, i Muzaj po ponad 50 procent. To pokazuje siłę naszej reprezentacji. I zmysł Heynena. Bo on znowu zaskoczył. Kto się spodziewał, że w podstawowym składzie wyjdzie Muzaj? W tak ważnym meczu? Nikt. A Maciek dał radę. Warto zwrócić uwagę nie tylko na jego atak, ale i na to, że bardzo dużo serwował, nic nie zepsuł i okazało się, że atakujący, który doskakuje do piłki na wysokości 3,80 m, może być pożyteczny na zagrywce, mimo że będzie serwował nie z wyskoku, tylko floata.

Czy cokolwiek złego może nam się stać w niedzielnym meczu ze Słowenią? Nasi siatkarze są chyba za dobrzy i zbyt doświadczeni, żeby się rozprężyli i zmarnowali wielką szansę?

- Nie ma takiej możliwości, żeby nam się coś stało. Słowenia jest niebezpieczną drużyną. Musimy też sobie zdać sprawę z tego, że przy zwycięstwie nad Polską 3:0 mogłoby się okazać, że to oni jadą na igrzyska do Tokio. Czyli ten mecz będzie miał jakiś ciężar gatunkowy. Ale jesteśmy za mądrą drużyną i za dobrze gramy, żeby nam się stało coś złego. Już na 99 procent jesteśmy na igrzyskach olimpijskich, a w niedzielę postawimy kropkę nad i.

Więcej o: