Polscy siatkarze ośmieszali blokiem największą gwiazdę Francuzów. To nie było starcie tytanów [Trzy rzeczy po trzech setach]

Mówili, że to będzie bitwa tytanów, a to był popis tytanów, którzy zgromadzili się po jednej stronie siatki. Reprezentacja Polski pokonała Francję 3:0 (25:21, 25:19, 25:20) w meczu, który najpewniej zdecyduje o awansie na igrzyska olimpijskie w Tokio. Czarnoksiężnik Vital Heynen znów wyczarował rewelacyjną formę naszej drużyny. W niedzielę Polakom wystarczy wygrać seta ze Słowenią, by zapewnić sobie grę w Tokio.
Zobacz wideo

1. Mecz tytanów

"Battle of titans" - tak mecz Polski z Francją zapowiadała FIVB w mediach społecznościowych. Błąd. To był mecz tytanów, a nie bitwa. Tytani zgromadzili się tylko po jednej stronie siatki.

Będzie dobrze - zdawał się mówić Wilfredo Leon już zbiciem po ciasnym skosie na 3:1. Jak pięknie on minął potrójny blok!

Spokojnie, jesteśmy olbrzymami - przekazywali nam Leon blokiem na Boyerze (5:2) i Nowakowski czapą na Tillie (7:4). Francuzi próbowali się odgryzać. W obronie fruwali tak, że piłki potafili podbić nawet centymetr znad parkietu. Ale co z tego, skoro te piłki w końcu i tak musiały wrócić na stronę naszych olbrzymów, a ci ostatecznie wyrąbywali sobie drogę do sukcesu?

Kubiak z kolegami wściekle bili z zagrywki, Leon atakował tak, jak nie potrafi nikt inny na świecie, a polska ściana ośmieszała Ngapetha próbującego haków i innych sztuczek.

Przy wyniku 1:0 i 21:12 dla nas aż przykro było patrzeć na bezradnie stojącego przy boisku trenera Francuzów. Laurent Tillie wiedział, że na tak grającą Polskę nie ma rady.

2. Uwaga! Zderzenie z polską ścianą boli

Na 21 ataków skończył sześć, zablokowany został aż cztery razy - to statystyki Ngapetha po dwóch setach. Z polską ścianą o każdy punkt walczyć musiał aż tak:

Lider Francuzów w niczym nie przypominał siebie z meczu ze Słowenią. Tam miał 70-procentową skuteczność, skończył aż 14 z 20 zbić. Z Polską on był bezradny i nic do powiedzenia nie mieli jego koledzy. Bo rewelacyjnie grał nasz blok.

Sam Piotr Nowakowski miał cztery punkty w tym elemencie po dwóch setach. Czyli tyle samo, co cały francuski zespół. Po dwóch setach blokiem wygrywaliśmy 11:4. W trzeciej partii trudno było skoncentrować się na liczeniu kolejnych "monster" bloków, bo bardzo szybko trzeba było zacząć opiewać naszą świetną drużynę za całokształt, a nie tylko za blok.

3. Czarnoksiężnik Heynen

Jak on to robi? Nie wiadomo. Ale robi to, w co trudno uwierzyć, nawet pamiętając, że dopiero co dokonywał cudów. Vital Heynen znów perfekcyjnie przygotował zespół, podążając drogą, której nie wybrałby absolutnie żaden inny trener. Źle - on nie wybiera drogi, on ją wymyśla.

Dzień przed meczem z Francją Belg mówił nam, że jest absolutnie spokojny i właściwie jedyne, co planuje, to dobrze się wyspać. Możliwe, że grał. Ale liczy się tylko to, że w trakcie najważniejszego meczu roku on, tak jak jego siatkarze, był w wybornej formie.

Popatrzcie na tę akcję.

Widać, że Kevin Le Roux zaserwował asa, prawda? Heynen poprosił o wideoweryfikację. Ona pokazała to, co musiał wiedzieć - że piłka spadła niemal pół metra od linii końcowej, a nie za linią. Przez Heynena Le Roux nie mógł od razu przygotować się do kolejnej bomby. Za moment już chciał zaserwować, a nasz trener poprosił o czas.

W piątek Francja wygrała 3:0 ze Słowenią, choć w trzecim secie przegrywała aż 19:23. Wtedy trójkolorowych zagrywką uratował Le Roux. Serwował do końca, jego zespół wygrał 25:23. Heynen dokładnie zaplanował sobie tę potyczkę i uzyskał to, co chciał. Chwilę później Polska prowadziła już 16:12, przewagę pewnie dowiozła do końca.

Polska w swoim najważniejszym meczu tego roku pokazała, że jest rewelacyjnie przygotowana do grania wielkich spotkań. Wciąż, jak rok temu na mistrzostwach świata. I to jest najcenniejsze. Z takim kapitałem możemy spokojnie czekać na niedzielny mecz ze Słowenią (wystarczy nam wygrać seta, by zapewnić sobie awans na igrzyska) i na przyszłoroczny turniej olimpijski w Tokio.