Magdalena Stysiak: Niektórzy kibice się nie znają. Udowodniłyśmy im, że umiemy walczyć i dobrze grać

- Niektórzy kibice nie znają się na siatkówce, a w internecie piszą, że lepiej będzie, jak nie wyjdziemy na boisko, bo nie mamy szans i przegramy 0:3. No to proszę, udowodniłyśmy im, że umiemy walczyć i dobrze grać - mów Magdalena Stysiak. 18-latka była jedną z najlepszych polskich siatkarek w dobrym, choć przegranym 1:3 meczu z Serbią o awans na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio.
Zobacz wideo

W niedzielę we Wrocławiu na zakończenie olimpijskich kwalifikacji Polki i Serbki rozegrały mecz, którego stawką był awans na igrzyska. Nasz zespół świetnie zaczął i wygrał pierwszego seta. Później lepiej radziły sobie mistrzynie świata i Europy oraz wicemistrzynie olimpijskie. Przy ich prowadzeniu 2:1 nasza kadra świetnie spisywała się przez większość czwartego seta. Niestety, ostatecznie Polki roztrwoniły dużą przewagę (prowadziły 18:12) i zamiast doprowadzić do tie-breaka, przegrały spotkanie 1:3.

Łukasz Jachimiak: Igrzyska w Tokio na razie wam uciekły, a szkoda, bo były całkiem niedaleko, prawda?

Magdalena Stysiak: Dokładnie tak. Jestem dumna z drużyny. Z naszej postawy, z woli walki. Cała drużyna pokazała, że możemy walczyć z każdym, nawet z najlepszym zespołem na świecie. Z drugiej strony nie bolałoby nas, że przegrałyśmy, gdybyśmy przegrały 0:3 i w każdym secie do 15. Po równej walce, po determinacji, po zaciętych końcówkach ból przez porażkę jest bardzo duży. Szkoda, miałyśmy szansę. Serbia grała, co mogła, my na pewno grałyśmy dobrą siatkówkę, ale niestety, nie wystarczyło. Brawa dla Serbii, a my na pewno jeszcze powalczymy o Tokio w styczniu [w turnieju kontynentalnym z udziałem ośmiu europejskich drużyn - awans uzyska tylko zwycięzca]

Wyszłaś na Serbki w podstawowym składzie. Widać, że trener Jacek Nawrocki coraz bardziej ci ufa.

- Tak, to prawda. Chcę mu bardzo podziękować. Wiem, że muszę dawać od siebie jeszcze więcej, żebym była coraz lepszą zawodniczką, żebym jeszcze więcej pomagała w drużynie. My będziemy coraz lepszą drużyną.

Chcesz się poprawiać w przyjęciu zagrywki czy bardziej myślisz o jeszcze lepszym ataku?

- Z przyjęciem jest u mnie trochę lepiej, ale inne dziewczyny grają na przyjęciu całe życie, a ja od niedawna, więc to normalne, że będą mnie kryły. To się dzieje nawet u Serbek, gdzie Brankica Mihajlović, która całe życie gra na przyjęciu, jest kryta przez koleżanki, bo Brankica jest przeznaczona typowo do ataku. Ona ma wyjść w górę i uderzyć piłkę. Zobaczymy, jak będzie ze mną w przyjęciu. Na razie potrzebuję pomocy od dziewczyn i Mary [Maria] Stenzel mi pomaga, czy Paulina Maj, jak jest na boisku. To jest dla mnie odciążenie.

Za dwa i pół tygodnia zaczną się mistrzostwa Europy. Na co się w nich nastawiacie?

- Na pewno będziemy walczyć. Nie będę mówić, jaki będzie wynik, z kim wygramy, a z kim nie. Na pewno w każdym meczu będziemy walczyć i nie poddamy się. Mamy wielkie ambicje i wolę walki.

Mecz z Serbią, mimo że przegrany, może was podbudować? Upewniłyście się, że z każdym możecie mocno walczyć?

- Tak, na pewno. Jak już mówiłam, gdybyśmy dostały 0:3, nie bolałoby to tak bardzo. Ale porażka po zaciętej walce to dla nas dobra nauka. Przegrałyśmy po dobrej grze z mistrzyniami świata i Europy, z wicemistrzyniami olimpijskimi - nie ma lepszego przeciwnika na świecie, żeby grać dobry mecz, żeby się uczyć.

Mówisz, że 0:3 i w każdym secie 15:25 bolałoby mniej, ale chyba musisz wyraźnie powiedzieć, że dobrze, że tak się nie skończyło? Taki był wynik meczu Polska - Serbia dwa lata temu, w eliminacjach MŚ. Gdyby znów był taki, to trudno byłoby mówić, że Polska zrobiła postęp.

- Niestety, niektórzy kibice nie znają się na siatkówce, a w internecie piszą, że lepiej będzie, jak nie wyjdziemy na boisko, bo nie mamy szans i przegramy 0:3. No to proszę, udowodniłyśmy im, że umiemy walczyć i dobrze grać.