Siatkówka. Vital Heynen: Nie ma we mnie obaw czy strachu odnośnie do kwalifikacji

- Niektórzy gracze mają wyjątkową zdolność do pójścia naprzód w kwestii dyspozycji w najważniejszych momentach. To tak zwani "gracze wielkich meczów". Nie boję się więc o nich, bo jeśli raz coś takiego zrobili, to zrobią to ponownie - mówi w Sport.pl trener polskiej kadry, Vital Heynen. Kolejnym wyzwaniem jego podopiecznych będzie turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich (Gdańsk, 9-11 sierpnia).

Jak dużo jest w panu obaw przed turniejem kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich?

Vital Heynen: - Jest rano, 8:20, stoję na lotnisku, czekając na samolot do Belgii i nie czuję lęku. Myślę, że w Gdańsku pojawi się ekscytacja. Nie ma we mnie obaw czy strachu odnośnie do kwalifikacji. Czuję, że ten ważny moment nadchodzi.

Heynen: Żeby drużyna mnie posłuchała, potrzebuję kryzysu

Zobacz wideo

Dlaczego po Memoriale Wagnera dał pan dwa dni wolnego swoim graczom?

- Musiał być przynajmniej jeden dzień wolnego, by dać im dojść do siebie po wszystkich ostatnich wysiłkach. Nie było problemu, by siatkarze dostali i drugi dzień, aby przejechać całą Polskę, dojechać do Gdańska i znów być "na świeżo". Musiałem zatroszczyć się o to, by nie byli zmęczeni zarówno fizycznie, jak i psychicznie po tym, jak ostatnie dwa tygodnie spędzali bez przerwy w swoim towarzystwie. Dlatego właśnie dobrze dać dwa dni wolnego.

Po meczu z Brazylią mówił pan, że chce poprawić atak. Przez dwa dni wolnego zostają wam 3 treningi. Jak chce pan to zrobić w tak krótkim czasie?

- Nie da się wiele zmienić w tak krótkim czasie. Jedyne co poprawimy, to małe szczegóły. Przed nami kilka rozmów na linii atakujący - rozgrywający i kilka indywidualnych wskazówek do poszczególnych graczy. W tym czasie można ulepszyć małe rzeczy i tak też się stanie.

Jak duży to będzie progres?

- W tym czasie można zrobić go kilka procent. Kolejnego małego kroku dokonaliśmy w miniony weekend w obszarze blok-obrona. To mnie cieszy. Jeśli dokonamy jeszcze kilku następnych, będziemy w formie, której się spodziewałem.

W czasie Memoriału Wagnera testowaliście grę na dwóch libero - Damian Wojtaszek przyjmował mocną zagrywkę, Paweł Zatorski floaty. Jakie wyciągnęliście z tego wnioski?

- System libero zadziałał świetnie. Dobrze radzili sobie razem i podbijali wiele piłek w obronie. Jestem zadowolony z tego testu.

Czy nie obawia się pan tego, że forma Michała Kubiaka w meczu z Brazylią wynikała z tego, że nie grał w to lato za dużo?

- Nie wypowiadam się na temat poszczególnych graczy indywidualnie. Towarzyszy mi jednak bardzo duże przekonanie, że niektórzy gracze mają wyjątkową zdolność do pójścia naprzód w kwestii dyspozycji w najważniejszych momentach. To tak zwani "gracze wielkich meczów". Nie boję się więc o nich, bo jeśli raz coś takiego zrobili, to zrobią to ponownie. Na tę chwilę odczuwam większą satysfakcję, że nieco mniej doświadczeni zawodnicy zagrali bardzo dobry Memoriał Wagnera.

Jak gracze zareagowali na tymczasową eliminację z drużyny Bartosza Bednorza i Jakuba Kochanowskiego?

- Sport biegnie bardzo szybko. To było już jakiś czas temu. Drużyna prosiła o wyjaśnienie sytuacji i ostatecznie po wyborze odczuła ulgę mimo że oznaczało to, że dwóch zawodników z nią nie było. Mogliśmy skupić się na czternastce, która jedzie do Gdańska. To był jeden z pierwszych kroków do budowy zespołu. Dziesięć dni do kwalifikacji to jednak zbyt krótki czas, by mówić o procesie budowania drużyny.

Powtarzał pan w wywiadach, że w kontekście tworzenia drużyny nie wierzy w słuszność decyzji, które trzeba podjąć, bo goni termin. Woli pan, gdy kolejne kroki i droga, którą zespół ma iść, pojawiają się naturalnie. Tak też było w przypadku czasowej rezygnacji z usług tych dwóch konkretnych graczy?

- To był naturalny proces. Pojawiają się rzeczy, które pociągają za sobą pewne konsekwencje. Tak było w przypadku Kochanowskiego, który miał problem z barkiem i miał zbyt mało czasu na powrót. To naturalne, że musiał chwilę poczekać. Wierzę w to, że podobne sytuacje prowadzą w stronę rozwiązania.