Michał Kubiak: Rozmawianie o tym, że brakuje Kurka, trochę deprecjonuje innych graczy na jego pozycji

- Rozmawianie o tym, że go brakuje, trochę deprecjonuje innych graczy na pozycji atakującego. Bartek jest świetnym siatkarzem, ale musimy się pogodzić z tym, że go z nami nie ma, a im szybciej to zrobimy, tym lepiej - mówi o nieobecności w kadrze Bartosza Kurka kapitan polskiej reprezentacji, Michał Kubiak.

W Zakopanem niewątpliwie jest pięknie. W zeszłym roku nawet chodziliście w góry. Spokoju chyba jednak macie tu mniej niż w Spale.

Michał Kubiak: - Jestem w Zakopanem kilka dni, a jeszcze nie wyszedłem z ośrodka. Przyjechałem tu w jednym celu - pracy - a nie krajoznawczo-turystycznym, by chodzić po Krupówkach. Wieczory mamy wolne, więc każdy może robić, co chce. Najważniejsza jest jednak praca.

Zobacz wideo

Jak ona w tej chwili wygląda? Jesteście w ciekawym momencie - część z was zostaje w stolicy Tatr, a część jedzie do Chicago. Jak inne jest w tej chwili trenowanie w stosunku do przygotowań przed jednym, konkretnym turniejem?

- Trener jest na tyle inteligentnym gościem, że wie, jak to wszystko połączyć. My staramy się wykonywać swoją robotę jak najlepiej. Rzeczy odnoszące się do wyjazdów, tego, kto zostaje, a kto nie, nie są naszym zmartwieniem - to decyzja Vitala. Każdy musi ją zaakceptować. Niezależnie od tego, jak liczna będzie trenująca grupa, każdy musi patrzeć na siebie, by wykonać pracę jak najlepiej.

Rok temu powstała nowa drużyna. Dziś pracujecie już na jej szkielecie z mistrzostw świata 2018, więc w teorii jest łatwiej. Tym razem do drużyny wchodzi nowy gracz - Wilfredo Leon. Jak się gra?

- Ciężko powiedzieć, bo to, co robimy, trudno nazwać graniem. Na razie trenujemy czysto fizycznie - więcej jest przygotowania motorycznego i siłowego niż techniki i taktyki. Na tym etapie dajemy z siebie dużo i poznajemy się. Na zgranie będzie jeszcze czas. Myślę, że ani Wilfredo, ani nam nie będzie trudno dostosować się do siebie.

Brakuje w zespole Bartosza Kurka?

- Choć wszyscy życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia, to uważam, że nie będzie go na turnieju kwalifikacyjnym. Może go zabraknąć nawet do końca sezonu. Rozmawianie o tym, że go brakuje, trochę deprecjonuje innych graczy na pozycji atakującego. Bartek jest świetnym siatkarzem, ale musimy się pogodzić z tym, że go z nami nie ma, a im szybciej to zrobimy, tym lepiej. Mamy trzech atakujących, którzy są w stanie go zastąpić i kibicujmy im, a nie myślmy co by było, gdyby.

Ile miał pan przerwy?

- Trzy pełne tygodnie. Wystarczająco dużo.

Jak je pan spędził?

- W gronie rodzinnym. Razem z żoną i córkami nie wyjechaliśmy na zagraniczny wyjazd, ponieważ chcieliśmy pobyć trochę w domu, z bliskimi. Zresztą cały sezon jesteśmy za granicą, z dala od kraju. Chciałem też odpocząć od siatkówki.

Pytam o to, bo zastanawiało mnie, czy śledził pan poczynania pańskich kolegów w tegorocznej edycji Ligi Narodów,

- Oczywiście, że śledziłem wyniki. Mecze były rozgrywane o różnych porach, więc jeśli spotkanie było o przystępnej godzinie, to starałem się je obejrzeć. Nie ukrywam jednak, że przede wszystkim chciałem poświęcić czas moim córkom i żonie, ponieważ jest go na co dzień bardzo mało. Poza tym zdawałem sobie sprawę z tego, że po trzech tygodniach wakacji nastanie moment, w którym będę chciał w pełni skupić się na grze w kadrze. Odpocząłem więc od siatkówki i nie oglądałem jej za dużo.

Oglądał pan spotkanie z Iranem?

- Nie, nie oglądałem żadnego meczu naszej drużyny w Iranie. Nie było tak, że mnie one nie interesowały, ale po prostu miałem inne rzeczy do roboty.

Co pan poczuł, kiedy usłyszał o tym, że irańscy kibice po meczu zatrzymali polski autokar?

- Nic nie czułem, bo nic nie mogłem w tej sprawie zrobić. Sami zawodnicy powinni odpowiedzieć sobie na pytanie, czy było faktycznie tak niebezpiecznie, jak opisywali. Wydaje mi się, że udzielony przeze mnie wywiad ani nie spotęgował podobnych zachowań, ani ich nie zminimalizował. Uważam, że w Iranie tak po prostu jest i nie było się czemu dziwić.

Przestraszyła pana reakcja fanów siatkówki z Iranu, którzy po pańskich słowach zaczęli masowo komentować negatywnie profile pana kolegów w mediach społecznościowych?

- Nie mam mediów społecznościowych, ale wiem, że takie sytuacje miały miejsce nie tylko po moich ostatnich słowach, ale także przed nimi. To działo się od wielu lat! Moja rodzina była nieustannie obrażana.

Zostajecie w Zakopanem do 19 lipca. Pana rodzina dojeżdża do pana? Słyszałam, że jest taka możliwość.

- Mam 700 km do domu i gdyby żona miała przyjechać z dwiema córkami, to byłaby dla nich męczarnia. Ja sam jechałem tu przez dziewięć godzin. Wydaje mi się, że dzieciaki zamiast jechać, wolałyby pobawić się w domu. Poza tym chcę skoncentrować się i przygotować, jak najlepiej potrafię. Choć to brzydko zabrzmi, to wolę teraz skupić się na treningu, niż myślami być przy tym, by zabrać córkę po obiedzie na lody, choć uwielbiam to robić. To jest okres pracy, a okres wakacji już za mną.