Vital Heynen: Leon i Śliwka są przyjmującymi. Wolałbym, by tak pozostało

- Myślę, że na zgrupowaniu w Zakopanem spędzimy kilka tygodni do samych kwalifikacji - mówi w Sport.pl selekcjoner polskiej kadry siatkarzy, Vital Heynen.

Przed polską kadra ostatni weekend fazy interkontynentalnej Siatkarskiej Ligi Narodów. Zespół zagra w Lipsku z Niemcami, Japonią i Portugalią. Mistrzowie świata są na 6. miejscu w klasyfikacji rozgrywek, czyli są blisko awansu do Final Six imprezy w Chicago.

Zobacz wideo

Jednocześnie w Spale do kolejnych zmagań w sezonie przygotowuje się 12-osobowa grupa siatkarzy z Michałem Kubiakiem, Wilfredo Leonem, Pawłem Zatorskim i Dawidem Konarskim na czele.

We Włoszech żartował pan, że chciałby zagrać całe 15 setów – czyli każdy mecz zakończyć po tie-breaku. To niewinny żart czy faktyczne przygotowanie publiczności i zespołu do takiego rozwiązania po uwzględnieniu formy drużyny?

Vital Heynen: - To był zarówno żart, jak i rzeczywistość. Z czego wynika to drugie? Z faktu, że w Mediolanie mieliśmy trzy zespoły, które przyjechały z połową dotychczas podstawowego składu – Polskę, Serbię i Włochy. Tylko Argentyna dotarła w najmocniejszym zestawieniu. Ta wiedza pozwalała ocenić, że trudno będzie wyłonić zdecydowanego faworyta do wygrania poszczególnych starć. Wydawało mi się, że będzie to weekend pełen długich meczów i się nie pomyliłem. To był żart, ale pokazał, że moje przewidywania, że równie dobrze, jak wygrać trzy mecze, możemy je przegrać, były słuszne. Byliśmy tego blisko w przypadku dwóch z trzech spotkań.

Pana zespół grał prawie bez treningu i ze sporymi rotacjami w składzie, a mimo to jest o krok od awansu na Final Six Ligi Narodów. Co może osiągnąć przy pracy w normalnych warunkach?

- To są normalne warunki - właściwa gra i treningi. Jeśli mamy szansę, to ćwiczymy. Kiedy tylko możemy grać, to gramy. Zawsze trzeba mieć na uwadze to, na co w danym momencie nas stać. Jak na te warunki, moi gracze grają dobrze. W zeszłym roku zawodnicy w pewnym momencie byli ledwo żywi i zdarzył nam się straszny czwarty weekend Ligi Narodów z trzema porażkami, a tym razem był świetny – z trzema wygranymi. Wykonaliśmy sporą pracę. Nie wiem, czy granie podstawowym i najsilniejszym składem przełożyłoby się na lepsze rezultaty w ostatnim tygodniu – wydaje mi się, że miałoby to przełożenie wyłącznie na pierwszy lub drugi turniej Ligi Narodów.

W skali 1-10 na ile oceniłby pan szansę awansu polskiego zespołu do Final Six jeszcze przed startem rozgrywek?

- Rzecz jasna na bardzo niewielkie. Osiągnięte przez nas rezultaty są zdecydowanie powyżej oczekiwań, ponieważ zdawałem sobie sprawę z liczby rotacji, która miała nastąpić w zespole. Zawodnicy udowodnili jednak, że potrafią grać razem i zrobili kilka ważnych kroków. Na pewno można zauważyć, że nie jesteśmy złą drużyną, jeśli chodzi o blok – i chyba każdy z chłopaków to zobaczył. Poza tym mimo kryzysów nie poddawaliśmy się i graliśmy dalej. To już jest o wiele więcej niż sądziliśmy, że wykształcimy na tym etapie.

W Mediolanie trenowaliście, jak to powiedział Artur Szalpuk, w „balonie” bez klimatyzacji, a do hali mieliście 45 minut drogi w jedną stronę. Inne drużyny we Włoszech również mierzyły się z takimi trudnościami?

- W Mediolanie trenowaliśmy w innej hali niż graliśmy, więc podróże trochę trwały. Myślę, że jesteśmy drużyną, która niezależnie od warunków pójdzie razem na każdą „wojnę” czy walkę, niezależnie od tego czy będziemy musieli jechać 45 minut czy nie. Nie wiem, jak było u innych drużyn, ponieważ interesuję się wyłącznie naszą.

W najważniejszych momentach zeszłego sezonu Bartosz Kwolek nie odgrywał roli podstawowego, szóstkowego gracza. Czy świetną postawą w Lidze Narodów udowodnił panu, że jest gotowy na większą odpowiedzialność?

- Gra niesamowicie. Powiem głośno, że jego postawa jest dowodem na to, że naprawdę opłaca się inwestować w młodych graczy. To, co teraz się z nim dzieje, jest owocem zeszłorocznego pobytu w kadrze. Zawodników rozwija się poprzez grę. W 2018 roku tacy gracze, jak Bartosz Kwolek czy Aleksander Śliwka, rywalizowali w kadrze po raz pierwszy. Teraz pokazują się już z innej strony, choć już wcześniej wykazywali się jakością. Bardzo się z tego cieszę.

Nazwał pan Aleksandra Śliwkę kadrowym „strażakiem”. Czy w związku z tym ma większe szanse na wystąpienie w ataku niż Wilfredo Leon, który wyraził do tego chęć?

- Nie mam pojęcia. Obaj są przyjmującymi, a ja wolałbym, by tak pozostało. Może coś zmienimy, ale wydaje mi się, że jest zdecydowanie zbyt wcześnie, by podejmować takie decyzje. Mamy wyjątkowych graczy, którzy są gotowi błyszczeć formą – jak na przykład Dawid Konarski. Poza tym są też inni wyróżniający się atakujący, więc mamy swoje opcje.

Kto przygotowuje się w Spale poza Michałem Kubiakiem i Wilfredo Leonem?

- W sumie dwunastu graczy. W tym tygodniu każdy z kadry trenuje - czas wakacji się zakończył.

Obóz przygotowawczy w Zakopanem przed kwalifikacjami olimpijskimi zaczniecie 3 lipca. Ile czasu tam spędzicie?

- Myślę, że kilka tygodni do samych kwalifikacji. Jeszcze nie wiem, ilu graczy zaproszę na to zgrupowanie – muszę to przedyskutować ze sztabem szkoleniowym i zawodnikami. Moim celem jest to, by każdy czuł się dobrze z decyzjami, które zapadną.