Vital Heynen: Największym zagrożeniem jesteśmy my sami i to, jak radzimy sobie ze zdobytym mistrzostwem świata

- Wielu graczy nie jest jeszcze na drodze, na której bym ich widział. Czerwiec to dla nas moment przede wszystkim na to, by ponownie skupić się na zmianach, które musimy wprowadzić. Jeśli nie uda nam się tego dokonać w tym czasie i ta chwila przyjdzie na przykład w lipcu, to jest po nas - mówi dla Sport.pl po pierwszym weekendzie Ligi Narodów trener polskiej kadry, Vital Heynen.

Pierwszy weekend Siatkarskiej Ligi Narodów za nami. Biało-czerwoni w Katowicach mierzyli się z Australią, USA i Brazylią. Dwa spotkania wygrali, jedno przegrali. Przed nimi wyjazd do Chin, Iranu, Włoch i Niemiec, czyli kolejne etapy rozgrywek. 

Czego nauczył się pan o swojej drużynie przez ostatnie trzy dni?

Vital Heynen: - Że nie jest w dobrej formie. To bardzo prosta odpowiedź na raczej trudne pytanie. Od 10-15 lat przed startem spisuję przewidywany przeze mnie rezultat, który osiągnie drużyna. Spotkałem się z prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej i przedstawiłem mu, czego się spodziewam po weekendzie w Katowicach. Bardzo łatwo jest wyjaśnić daną sytuację, kiedy już się wydarzy. Prawdziwie interesującym przypadkiem jest ten, w którym człowiek potrafi przewidzieć to, co stanie i przedstawić swoje wnioski zanim do czegoś dojdzie. W większości przypadków się nie myliłem - skuteczność określiłbym w ramach 85-90 procent. To, że spodziewałem się podobnego wyniku w Katowicach, świadczy o tym, że wiem, co dzieje się z drużyną. Niestety, potwierdza też, że nie jesteśmy w najlepszej dyspozycji.

Jak zamierza pan to naprawić, skoro przed wami wyjazdy do Chin i Iranu?

- Przez pierwsze tygodnie nie będzie to łatwe. Sezon rozpoczął się 16 maja, a niektórzy gracze mieli przed nim 7 dni wolnego. Za nami ledwie kilka dni wspólnej pracy. W tym czasie nic nie da się naprawić - można jedynie rozeznać sytuację. Czekają nas liczne wyjazdy i jedyne, czego mogę oczekiwać, to to, że poczynimy kilka małych kroków, by było lepiej. Szczerze, nie przewiduję olbrzymiego skoku formy do końca czerwca. To jest praktycznie niemożliwe do osiągnięcia. Jedyne, czego chcę na pewno, to to, by zawodnicy byli gotowi na zmiany, przygotowani do tego, by stać się lepsi i, by zauważyli, że muszą tego dokonać.

Kilka decyzji w Katowicach było kontrowersyjnych. Dlaczego w meczu z Brazylią Bartłomiej Bołądź został sam na pozycji atakującego, a Dawid Konarski był w koszulce libero?

- Nie miałem innej opcji. Dawid Konarski ma lekki uraz, a jeśli którykolwiek z moich zawodników na coś takiego narzeka, nie ma możliwości, by wystąpił w meczu. Bartek Bołądź nie ma dużego doświadczenia kadrowego, ale musiał zagrać ze zmiennikiem w postaci zazwyczaj przyjmującego Aleksandra Śliwki. Można było się spodziewać, że nie wszystko pójdzie po myśli atakującego. Którzy z moich zawodników będących w Spodku nie grali w zeszłym roku? Tomasz Fornal i Bartłomiej Bołądź. To właśnie oni mieli kilka problemów z dyspozycją podczas tego weekendu, co było najzupełniej naturalne.

Ja twierdzę, że to nie jest ich wina. Dlaczego? Bo to błąd polskiej siatkówki, że przez kilka ostatnich lat grała ograniczoną liczbą zawodników. Młodsi nie mieli kiedy zbierać doświadczenia. Aby porównać, ile daje jeden sezon spędzony w kadrze, w którym siatkarz ma możliwość grania, wystarczy spojrzeć na Aleksandra Śliwkę. To zupełnie inny gracz, który nauczył się choćby, jak radzić sobie w piłkach sytuacyjnych. To, czego Bołądź i Fornal dowiedzieli o sobie i o swojej grze przez miniony weekend, niesamowicie zaprocentuje w przyszłości. Nie są jednak gotowi, by na ten moment grać w tym zespole.

Proszę spojrzeć na Brazylię i powiedzieć, ilu młodych zawodników występuje w tym zespole. W ostatnich 10 latach niemalże zawsze grali tym samym składem. Dopiero uczą się przeprowadzania zmian pokoleniowych mimo że zdobyli już tak wiele medali i nowe pokolenie budują bardzo powoli. My robimy to szybko.

Co jest największym niebezpieczeństwem czekającym na pana kadrę po zdobyciu mistrzostwa świata?

- Zawsze największym zagrożeniem jesteśmy my sami i to, jak radzimy sobie ze zdobytym mistrzostwem świata. Kosztuje o wiele więcej energii niż myśleliśmy. Cały czas się to celebruje i doświadcza. Może dla jednych jest to pozytywna rzecz, ale czasami powoduje, że jest się z daleka od drogi, którą powinno się podążać.

Wielu z pana graczy za bardzo koncentruje się na zdobytym złocie?

- Wiem, że wielu nie jest jeszcze na drodze, na której bym ich widział. Dlatego wspomniałem o tym, że zmagania Ligi Narodów i cały okres czerwca to dla nas moment przede wszystkim na to, by ponownie się skupić na zmianach, które musimy wprowadzić. Jeśli nie uda nam się tego dokonać w tym czasie i ta chwila przyjdzie na przykład w lipcu, to jest po nas.

Czy uważa pan, że niektóre trudniejsze sytuacje w ostatnim czasie - na przykład słowa Michała Kubiaka w stosunku do Irańczyków - były spowodowane nadmiernym wzrostem pewności siebie?

- Nie chcę skupiać się na tej konkretniej sprawie, ale to chyba dobrze, że niektóre cięższe sytuacje wychodzą na światło dzienne teraz. Może nam to pomóc wrócić na właściwą drogę. Tak samo może zadziałać ograniczenie wywiadów i spotkań zewnętrznych, a także skupienie się na miejscu, w którym powinniśmy być - na boisku czy siłowni.

Jak bardzo zmieni się kadra w najbliższych tygodniach, jeśli chodzi o skład personalny?

- W Chinach wymienię 7 graczy.

Jest pan spokojny po wynikach minionego weekendu?

- Raczej nie, bo cały czas myślę o tym, co poszło nie tak. Ten turniej kosztował nas wiele energii, więc jedyne, na co mam ochotę, to odpoczynek. A od poniedziałku znów wracam do pracy, ponieważ czekają na nas zmagania w Chinach.

Więcej o: