Polska grała z jednym atakującym. Vital Heynen kombinował, ale Śliwka to jeszcze nie Gruszka

Polscy siatkarze przegrali z Brazylią 1:3 (25:22, 15:25, 21:25, 17:25) w meczu, który kończył turniej Ligi Narodów w katowickim Spodku. Mistrzowie świata próbowali pokonać wicemistrzów, mając w składzie tylko jednego atakującego, tak naprawdę dopiero debiutującego w kadrze. Vital Heynen próbował niestandardowych rozwiązań, ale okazało się m.in., że Śliwka to jeszcze nie Gruszka.

Szalpuk i Kwolek przyjęli wyzwanie

Artur Szalpuk i Bartosz Kwolek to mistrzowie świata, zawodnicy już klasowi, a wciąż jeszcze rozwojowi. Ale przy naszych mistrzach Leal i Lucarelli to arcymistrzowie. Prawdopodobnie nie ma na świecie takiej drużyny, która mogąc zatrudnić albo wymienioną dwójkę przyjmujących Polski, abo dwójkę Brazylii, wybrałaby naszą.

Zobacz wideo

Trener Vital Heynen postawił przed Szalpukiem i Kwolkiem duże wyzwanie, opierając na nich nasze przyjęcie. A oni w pierwszym secie odpowiedzieli jak na mistrzów przystało. Gracz Skry Bełchatów i gracz Onico Warszawa w pierwszej partii byli najlepszymi zawodnikami na boisku. Wspólnie zdobyli aż 15 z 25 punktów naszej drużyny. Obaj byli bardzo skuteczni w ataku (Szalpuk 7/9, Kwolek 6/8), obaj imponowali też w innych elementach. Przykład? W pierwszym secie Kwolek, a na początku drugiego Szalpuk, wykonali niemal identyczną akcję, zasadzając się pojedynczym blokiem na Wallace'a. Jeszcze jedn przykład? Po pierwszej partii Kwolek miał 100 procent pozytywnego przyjęcia zagrywki (odebrał cztery). Jeśli chodzi o superprzyjmujących Brazylii, to Lucarelli skończyl pięć z dziewięciu ataków, a Leal dwa z siedmiu. Szkoda, że koncert naszej dwójki nie trwał dłużej. Ale po niezbyt dobrych występach przyjmujących w piątek i w sobotę cenny jest i jeden tak znakomity set.

Libero Konarski, czyli wielkie zadanie dla debiutanta

Bartłomiej Bołądź dostawał swoje szanse z Australią i USA, ale przeciw Brazylii przeżył prawdziwy chrzest w drużynie narodowej. Niedawny debiutant w meczu z wicemistrzem świata był naszym jedynym atakującym. Dawid Konarski został wpisany w protokół meczowy jako drugi libero. Podobno miał delikatny problem z nogą, zastąpił więc Damiana Wojtaszka, któremu trener Heynen dał wolne ze względu na rodzinną uroczystość.

W pierwszym secie Bołądź skończył jeden z czterech ataków, ale to nie był problem, bo ofensywę świetnie prowadzili wtedy Szalpuk z Kwolkiem. Gdy w drugiej partii Brazylijczycy zbudowali sobie pięcio-, sześciopunktową przewagę, Heynen na atak wstawił przyjmującego Śliwkę, by Bołądź mógł odetchnąć i wrócić na parkiet z nową energią. Już w pierwszej akcji po powrocie nie skończył dwóch kolejnych piłek od Łomacza, a po dwóch partiach gracz Friedrichshafen miał tylko 18-procentową skuteczność ataku (2/11), więc Heynen świetnie znający go ze współpracy w niemieckim klubie musiał reagować.

Śliwka jak Gruszka?

Był taki turniej, wart zapamiętania zresztą, w którym w nietypowej dla siebie roli wystąpił Piotr Gruszka. Dziesięć let temu zdziesiątkowana kontuzjami reprezentacja Polski wygrała mistrzostwa Europy. A Gruszka grający nie na przyjęciu, tylko na ataku, został uznany MVP imprezy.

Aleksander Śliwka jest już mistrzem świata, ale musi minąć jeszcze wiele lat, by zdobył takie doświadczenie, jakie wtedy miał "Grucha". W niedzielę w Spodku został doświadczony przez Heynena.

W secie, którego szybko trzeba było spisać na straty Heynen wyraźnie przekonywał Śliwkę, że jego gra w nowej roli może być dobrym pomysłem. Bołądź sobie nie radził, drugiego atakującego nie było, szukanie niestandardowych rozwiązań okazało się konieczne. Heynen w takich sytuacjach umie się odnaleźć. A Śliwka? Starał się, ale nie szło mu aż tak dobrze, by nie zmieniał się z Bołądziem. Generalnie problemu nie rozwiązał, po trzecim secie miał zapis 2/7, ale że Bołądź miał 2/12, trzeba było dalej liczyć, że Śliwka zaskoczy.

Im trudniej tym lepiej?

Śliwka na ataku, a na przyjęciu Kwolek i Michał Kubiak - tak poustawiał swój zespół Heynen na trzeciego seta, gdy został zmuszony do przemeblowania. Dlaczego aż do kontrolowanej przez rywali końcówki nie grał Szalpuk, który po dwóch setach miał 71 procent skuteczności ataku (12/17), a do tego dwa asy i jeden punktowy blok? Czy trener uznał, że warto utrudnić sobie życie jeszcze mocniej i do problemów z atakującym dodać wyłączenie z gry swojego najlepiej punktującego zawodnika? Szalpuk prawie całego trzeciego seta oglądał, podskakując w kwadracie dla rezerwowych. Nie znajdował się pod opieką lekarza, nie wyglądało na to, by doznał choć niewielkiego urazu. Najpewniej Heynen coś testował. Możliwe, że wytrzymałość swoich ludzi na ból. Ból grania wtedy, gdy nie idzie. A może po prostu obawiał się, że Szalpuk nie podoła w defensywie, bo w niej był wyraźnie gorszy od kolegów i miał 40 proc. pozytywnego przyjęcia przy 67 procentach Kubiaka, 79 procentach Zatorskiego i aż 86 Kwolka?

W każdym razie w czwartym secie znów graliśmy ze Śliwką na ataku i z Kubiakiem oraz Kwolkiem na przyjęciu. Brazylijczyków trzymaliśmy się do stanu 9:10, później wicemistrzowie świata zdobyli pięć punktów z rzędu. A wynik 9:15 oznaczał, że powoli musieliśmy się godzić z brakiem w tym meczu choćby punktu dla naszego zespołu.

Polska w Katowicach tych punktów zdobyła pięć na dziewięć możliwych -  trzy za zwycięstwo 3:1 nad Australią i dwa za wygraną z USA 3:2. Najlepsza była Brazylia, która pokonała USA 3:0, Australię 3:2 i Polskę 3:1, zdobywając osiem punktów.

Za tydzień, w drugim turnieju Ligi Narodów 2019 zagramy w Chinach z Francją, Bułgarią i Chinami.