Siatkówka. "Wiem, że to szalone. Ale chcę zostać selekcjonerem Polaków". Jak Vital Heynen szedł po mistrzostwo świata, rozdając czekoladki

Nie wszyscy mu wierzyli, nie wszyscy lubili, niektórzy nazywali wariatem. Dla niego ważne było tylko, żeby siatkarze ufali. W niedzielę zespół Vitala Heynena został mistrzem świata.

30 września 2018 roku, chwila po 23.00. Polacy są mistrzami świata. Vital Heynen po krótkim pogratulowaniu zespołowi złotego medalu oddala się od grupy. Patrzy na trybuny, sprząta część swoich rzeczy, samotnie obserwuje euforycznie cieszących się Polaków, którzy obrzucają się złotymi serpentynami. Podchodzi do dziennikarzy, do niektórych zagaduje, ale tylko na chwilę. Staje z boku. Przez większość czasu milczy. Ustawia się do kilku zdjęć i obserwuje radość zespołu ze wzruszeniem. Nadal niewiele mówi.

Nie wiesz jak to jest, mieć tyle kobiet w domu

Wrzesień 2014 roku. - Panie trenerze, czy mogę zrobić z panem dłuższy wywiad? - pytam podczas fazy grupowej mistrzostw świata 2014. Reprezentacja Niemiec pod kierownictwem Vitala Heynena stacjonowała wtedy cały czas – aż do meczów o medale – w Katowicach. - O czym możemy dłużej porozmawiać? - pyta się belgijski szkoleniowiec. Mimo że ma opinię gaduły i wydawałoby się, że będzie chciał opowiedzieć nieco o swoich metodach szkoleniowych, to nie robi tego od razu. Wtedy nie był jeszcze trenerem, który wygrał coś liczącego się na reprezentacyjnej arenie międzynarodowej. Na wywiad zgadza się po kilku dniach. Siadamy w małej salce konferencyjnej katowickiego Spodka. Uprzedza mnie, że ma tylko 40 minut, bo przyjechała do niego rodzina – żona i trzy córki. Pokazuje zdjęcie. Trzy uśmiechnięte dziewczyny, najmłodsza nie może mieć więcej niż 10 lat. - Nie wiesz, jak to jest mieć tyle kobiet w domu. Wszyscy śmieją się ze mnie, że strasznie dużo gadam. W domu jestem cichy, one nie dają mi dość do głosu. Siadamy przy dużym stole, jemy posiłek, a one mówią. To są piękne chwile - opowiada. Rozmowa trwa trochę dłużej niż 40 minut. Pytam, czy chce autoryzacji tekstu. - Spokojnie, jeśli coś przekręcisz, to na pewno to do mnie dotrze – mówi na odchodne. Podczas tego turnieju reprezentacja Niemiec sensacyjnie zdobędzie brązowy medal mundialu.

Policjanci mnie uwielbiają. Każdy mandat przyjmuję z uśmiechem

Październik 2014 roku. Heynen jest trenerem Transferu Bydgoszcz, Przejął drużynę w poprzedniej edycji PlusLigi (2013/2014), kiedy znajdowała się na granicy kryzysu (grudzień 2013). Mimo początkowych porażek, rozgrywki zakończyła na 9. miejscu. 18 października bydgoszczanie grają z MKS-em Będzin, czyli zespołem, który za nieco ponad dwa miesiące przejmie asystent Vitala Heynena w kadrze Niemiec, Roberto Santilli. Zanim jednak to nastąpi, przed siatkarzami z Zagłębia porażka 1:3 z Transferem. Dzień przed meczem umawiamy się z Vitalem Heynenem na późny obiad. Przyjeżdża do Katowic własnym autem. O 15.00 kończył trening, o 18.30 jest już w stolicy Śląska. - Jeżdżę jak wariat. Nawet nie patrzę już na to, czy dostaję mandat, czy nie. W domu została moja żona, co chwilę słyszę od niej, że przyszedł jakiś mandat, że wycenili to co zrobiłem na tyle i tyle – mówi na wstępie (cztery lata później może być jeszcze gorzej – Vital ma szybsze auto). - Policjanci mnie uwielbiają. Każdy mandat przyjmuję z uśmiechem – dodaje. Belg przynosi ze sobą belgijskie czekoladki. - Mam do nich słabość. Rozdaję je każdemu, kto nie jest z Belgii, by mógł spróbować, jak smakuje prawdziwa czekolada. Do żadnej innej rzeczy nie mam takich skłonności - zdradza Heynen. Siatkarze czasem rywalizują u niego na treningach o czekoladki lub paczkę chipsów.

MŚ Siatkówka 2018. Wideo z reakcji Michała Kubiaka robi furorę w Internecie

Kiedyś szukałem dziewczyny dla mojego siatkarza. Do dziś są razem

W wegetariańskiej restauracji nawet nie patrzy w menu. - Zazwyczaj proszę po prostu, żeby przynieśli mi to, co mają najlepszego. I jeszcze nigdy się nie zawiodłem – mówi. Rozmawiamy o zawodnikach. - To ważne, by mieli do kogo wracać, dlatego też lubię im pomagać. Kiedyś szukałem dziewczyny dla mojego gracza. Powiedziałem mu, żeby zagadał i ten w końcu zagadał. Do dziś są razem – dodaje. - Sam przez lata byłem zawodnikiem i wiem, jak ważna jest stabilizacja, rodzina. Dla niej właśnie zostałem w Maaseik tak długo – mówi trener. Swoją żonę poznał w wieku 19 lat. Ona też zajmowała się siatkówką, zresztą tak się poznali. Obecnie jest pielęgniarką. To właśnie dla niej całe zawodowe życie gracza spędził w Noliko jako rozgrywający. W tym klubie rozpoczął również trenerską karierę. Prowadził zespół 7 lat (2005-2012). - Dzięki temu mogłem być przy narodzinach córek. Olbrzymie wrażenie zrobiło na mnie przyjście na świat Laury (najstarsza córka, obecnie 23 lata – przyp.red.). Później już wszystko szybciej wracało do normy – mówi. - Obiecałem sobie jedno: kiedy będę trenerem, to zacznę podróżowanie. Dlatego właśnie nie odmówiłem reprezentacji Niemiec, Ziraatowi Bankasi Ankara czy Transferowi – dodaje. - Marzę, by kiedyś pojechać gdzieś dalej – przyznaje.

Trzeba wykorzystać każdą minutę, by komuś pomóc. To wraca, naprawdę

Styczeń 2015 roku Godzina przed meczem BBTS Bielsko-Biała – Transfer Bydgoszcz. Po wejściu do hali pierwsze co rzuca się w oczy, to Vital Heynen uczący chłopców od podawania piłek poprawnej techniki odbić. Staje za ich plecami, obserwuje, poprawia ręce, klepie po plecach, kiedy komuś uda się wykonać zagranie perfekcyjnie. - Powinno się wykorzystywać absolutnie każdą chwilę do tego, by komuś pomóc. Jeśli mogę to zrobić, to nie waham się ani minuty. Mam dobry kontakt z zawodnikami, z którymi współpracowałem nawet wiele lat temu. Ostatnio jeden z nich miał problem ze znalezieniem klubu, zrobiłem więc co mogłem, by pomóc mu wyjść z trudnej sytuacji – przyznaje Belg. - To wraca, naprawdę – dodaje. Po spotkaniu przedstawia Nikodema Wolańskiego. - To jest zawodnik, który wiedział o mnie więcej, niż ja sam, kiedy przyjechałem do Bydgoszczy. Uwielbiam taką dociekliwość u graczy, bo sam ją mam w stosunku do moich podopiecznych. Lubię z nimi rozmawiać, ale potrafię też słuchać. Czasami poświęcam na to długie godziny – dodaje.

MŚ siatkówka. Robert Lewandowski zadrwił z Rafinhi po meczu Polska - Brazylia

Mam świra na punkcie siatkówki. Muszę ją oglądać cały czas

Kwiecień 2015 roku. Ostatni mecz ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i Transferu Bydgoszcz. Zespół prowadzony przez Vitala Heynena jest bliski sprawienia sporej niespodzianki i zajęcia 5. miejsca w PlusLidze. W pierwszym spotkaniu tej pary zespół z województwa opolskiego wygrał 3:1. To oznacza, że drużyna znad Brdy musi pokonać go w „regularny sposób”, a następnie wygrać złoty set. To jej się udaje. - Wierzyłem, że uda nam się awansować do czwórki, choć dla wielu było to szaleństwem. Kilka razy w sezonie przegraliśmy jednak z zespołem z Gdańska, więc po odpadnięciu w ćwierćfinale musieliśmy się skupić na kolejnym „maksie”, który nam pozostał. Było nim 5. miejsce. To jest klucz – zawsze szukać największego celu i robić co się da, by go zrealizować. Ale przede wszystkim należy wierzyć w jego realizację – mówi Vital Heynen. Tuż przed spotkaniem Belg ogłosił, że w kolejnych rozgrywkach nie poprowadzi Transferu. Na pożegnanie rozdał wszystkim przybyłym do bydgoskiej hali dziennikarzom czekoladki. - Tak, abyście mnie dobrze zapamiętali – mówi z uśmiechem. Towarzyszyła mu jego najmłodsza córka, Bente, nieco onieśmielona zainteresowaniem, które towarzyszyło jej ojcu. Nie odstępuje go na krok. Wtedy też poprosiłam Vitala o pomoc w zdobyciu strojów meczowych na aukcję charytatywną. Poznał mnie z Robertem Kaźmierczakiem, statystykiem swojego zespołu. Nasza znajomość rozpoczęła się od tego, że chyłkiem wynosiliśmy z szatni bluzę Pawła Woickiego. Kilkanaście godzin później wysiadam na stacji SKM przy Ergo Arenie. Za chwilę w półfinale Pucharu Polski rywalizować będą drużyny Lotosu Trefla Gdańsk, PGE Skry Bełchatów, Asseco Resovii Rzeszów i Jastrzębskiego Węgla. Po trofeum sięgną podopieczni Andrei Anastasiego, jednak zanim się o tym dowiem na parkingu obok hali czuję, że ktoś klepie mnie po plecach. - Nie świętowałeś sukcesu swojego zespołu? - pytam Vitala Heynena. - Przecież nie mogłem przegapić pucharowych meczów! Wsiadłem w auto i przyjechałem do Gdańska. Mam świra na punkcie siatkówki, muszę ją oglądać cały czas, dlatego tu jestem – mówi trener.

Będzie nowy system kwalifikacji do igrzysk olimpijskich. Polacy mogą zapewnić sobie awans już w pierwszym turnieju

Wiem, że to szalone. Ale chcę zostać selekcjonerem Polaków

Wrzesień 2017 roku Vital Heynen nie jest już szkoleniowcem Niemiec. Na rozgrywane w Polsce mistrzostwa Europy przyjechał jako selekcjoner belgijskiej kadry. Szybko osiągnął z nią jeden z największych sukcesów w historii reprezentacji – awansował do półfinału. Przegrał go z Rosją 0:3, a o brązowy medal jego zespół miał zagrać z Serbami. Na kilkadziesiąt minut przed meczem Belga można było zobaczyć spacerującego po hali i zagadującego znajomych (i nieznanych mu bliżej) dziennikarzy. - W ogóle się nie denerwuję! Za to jeśli milczę - wiedz, że coś się dzieje. Dziś jest spokojnie. Stanęliśmy przed wielką szansą, przed którą tej reprezentacji jeszcze nie było dane stać. Już wygraliśmy, ale nadal chcę tego medalu – opowiada przed meczem. Ostatecznie Belgia zajmuje 4. miejsce w turnieju. Ponoć w kadrze nie wszystko się układa. Kilka tygodni później dostaję maila. - Wiem, że to szalone, ale chcę zostać trenerem polskiej kadry – czytam. Przyznaję, że nie wierzę. Polski Związek Piłki Siatkowej głośno mówi o tym, że po zwolnieniu Ferdinando De Giorgiego chce zatrudnić Polaka. Pomysł Vitala można więc nazwać wariackim.

Wygranie mistrzostw świata? Raczej utopia

Styczeń 2018 roku. Kampania marketingowo-wyborcza Vitala Heynena trwa. Szkoleniowiec przyjeżdża na Puchar Polski we Wrocławiu tramwajem, co oczywiście wyłapują telewizyjne kamery. Belg rozmawia z licznymi dziennikarzami, przedstawicielami PZPS-u, obiecuje naukę języka polskiego. Widocznym zaangażowaniem zyskuje przewagę nad pozostałymi kandydatami.

Luty 2018 roku. Vital Heynen zostaje selekcjonerem polskiej kadry. W rywalizacji o to stanowisko pokonał m.in. Andrzeja Kowala i Piotra Gruszkę. By zająć się biało-czerwonymi, musiał zrezygnować z kontraktu z belgijską federacją. - Jak istotna jest dla trenera lojalność? - pytam Vitala Heynena w wywiadzie. - Bardzo ważna. Nigdy nie patrzę na czas. Kiedy dochodzi do podpisania kontraktu, to zazwyczaj określa się w nim, na jak długo ma obowiązywać. Zawsze zaznaczam jednak, że piszę się głównie na wspólne działanie i dążenie do celu, a nie na czas. Nigdy dotąd nie złamałem umowy. Jestem lojalny w stosunku do wyniku, który chcę osiągnąć z daną drużyną. Co to oznacza w praktyce? To, że jeśli dobrze pracuje się z drużyną i idzie wspólnie do sukcesu, to nie ma przeciwwskazań, by to kontynuować – odpowiada Belg. - Ostatnim razem, gdy szkoleniowiec przejmował polską kadrę przed mistrzostwami świata, wywalczył na nich złoty medal. Wierzy trener w to, że historia lubi się powtarzać? - pytam. - Złoty medal to bardzo optymistyczny scenariusz. Pamiętajmy, że polskiej kadry nie można porównywać już do zespołu z 2014 roku, ale tego z 2017. Zaczynamy na poziomie wyniku poprzednich mistrzostw Europy, na którym biało-czerwoni zajęli niską jak na siebie pozycję. Wygranie mistrzostw świata to raczej myślenie utopijne. Powinniśmy cieszyć się tym, że zespół zagra dobrze, więc stawianie bardzo wysokich celów nie jest najlepszym rozwiązaniem– kończy Vital Heynen.

Jak to jest gdy marzenie staje się rzeczywistością? Jakbym odkręcił kran. I teraz nie mogę osuszyć podłogi

Maj 2018 roku. Pierwszy sparing polskiej kadry pod wodzą Vitala Heynena. Biało-czerwoni przegrali z Kanadą 1:3 w katowickim Spodku. - Co czuje trener w momencie, kiedy wymarzone wyzwanie o prowadzeniu Polaków w końcu stało się rzeczywistością? - pytam po spotkaniu. - Czuję się tak, jakbym odkręcił kran i starał się osuszyć podłogę. Można osuszyć jedną część, ale na drugiej jest znów pełno wody – odpowiada.

Wrzesień 2018 roku. Warna. Przez kilka pierwszych dni mistrzostw świata trener Heynen jest w swoim żywiole – rozmawia z dziennikarzami, przychodzi na wcześniejsze mecze (Polacy głównie grają drugie spotkania), dowcipkuje, uczy dzieci od podawania piłek poprawnej formy odbić. Pierwszą fazę biało-czerwoni kończą z kompletem 5 zwycięstw. Schody zaczynają się w drugiej części zmagań. Nieobecność w zespole Michała Kubiaka (choroba) połączona z porażką z Argentyną 2:3 powoduje, że atmosfera wokół kadry robi się coraz bardziej napięta.

22 września, 18.40, Warna. 2 godziny przed spotkaniem Polska – Francja, stoisko z parasolami Coca-Coli przed halą. - Nigdy czegoś takiego jeszcze nie robiłem. Nie piszcie proszę o tym, co tu będzie miało miejsce przed rozpoczęciem meczu z Francją – mówi na początku nieoficjalnego spotkania z mediami Vital Heynen. - Chcę was prosić o pomoc. Wiem, że Michał Kubiak jest chory i nie wystąpi w spotkaniu z Trójkolorowymi. Dam szansę gry zawodnikom, którzy do tej pory spędzili mniej czasu na boisku. To oznacza, że dzisiejszego spotkania możemy nie wygrać i się z tym liczę, choć mam nadzieję, że zwyciężymy – dodaje. - Wolę dać więcej czasu na odpoczynek kapitanowi i rzucić wszystkie siły na jutrzejszy mecz z Serbami. To wszystko jest moją decyzją, niczyją więcej. Jeśli macie kogoś winić, to nie zawodników, ale mnie. Ja ponoszę odpowiedzialność, mnie pytajcie o wszystko – mówi zgromadzonym reporterom. Polska przegrywa z Francją 1:3.

Bartosz Kurek z drużyną świętuje zwycięstwo na Instagramie

Napisałem do moich córek: łapcie pierwszy samolot do Turynu. My się tu zapiszemy w historii

23 września, Warna, godzina do meczu Polska – Serbia. Spotkanie ma zadecydować o awansie biało-czerwonych do dalszej fazy mundialu. Porażka oznacza odpadnięcie z turnieju.

Vital praktycznie z nikim nie rozmawia, wymienia tylko kilka uwag ze sztabem swojego zespołu. Nie chce jeść czekolady, na jego twarzy nie gości uśmiech. Jest skupienie połączone z obawą. Godzinę później Polacy wchodzą na parkiet i rozbijają Serbię 3:0. Jadą do Turynu. Tam nie ma czasu na świętowanie czy przesadną radość. Zawodnicy nie udzielają się medialnie przed meczami, które zdecydują o awansie do strefy medalowej. Vital Heynen też raczej nie chce rozmawiać, oddelegowując do tego swoich asystentów - Sebastiana Pawlika i Michała Mieszko Gogola. Biało-czerwoni grają w blokach wieczornych. Cały sztab przychodzi na wcześniejsze spotkania, by obserwować rywali. Polacy pokonują Serbów 3:0, a w meczu z gospodarzami mistrzostw Polska szybko wygrywa brakującego do awansu do półfinału seta.

- W piątek wieczorem, kiedy rozbiliśmy Włochów w pierwszym secie, wszystko stało się jasne. Napisałem do moich córek: "łapcie pierwszy samolot do Turynu, bo zapiszemy się w historii". Nie mogły przylecieć w sobotę, ale udało się w niedzielę. Miałem rację - to, co chłopaki zrobili, jest niesamowite. Zawsze wiedziałem, że to silna drużyna, ale do piątku nie wiedziałem, jak niesamowicie silna – zdradza trener Polaków. Dzień później biało-czerwoni wygrywają mecz z USA 3:2. Polscy zawodnicy w euforii wybiegają na boisko, ciesząc się z finału mistrzostw świata. Vital Heynen początkowo trzyma się z boku i nie rzuca się nikomu w objęcia. Wkrótce podchodzi do graczy i ich uspokaja. Mówi, że jeszcze nic nie wygrali, bo mają do rozegrania jeszcze jeden mecz. Teraz tylko jeść, położyć się spać i w niedzielę odbyć normalny trening. Rozmowy w mix zone są krótkie. - W szatni powiedziałem moim zawodnikom, że ich poziom jest wystarczający, by dorównać USA. Nie mogłem zagwarantować zwycięstwa, ale przekonywałem, że będziemy blisko. Mówiłem tak każdemu i miałem rację – zdradza krótko. Siatkarze potulnie udają się do hotelu.

Dziś można jeść czekoladę. Bo to jest wielki dzień

30 września 2018, 17.00, trwa mecz o brąz. - Dziś zjem czekoladę – mówi do mnie Vital Heynen, odłamując kawałek Milki. - Nie stresuję się w ogóle. Dziś można jeść czekoladę, bo będzie wielki dzień – dodaje odchodząc w kierunku swojego sztabu szkoleniowego. Rozmawia chwilę, po czym skupia się na swoich elektronicznych gadżetach i po raz ostatni sprawdza liczby. Sześć godzin później Polacy kończą zwycięski finał z Brazylijczykami. Są znów mistrzami świata. Vital Heynen gratuluje i oddala się od grupy. Są w życiu takie momenty, w których nawet wielki gaduła z Belgii nie potrzebuje słów.