MŚ siatkówka 2018. Daniel Pliński dla Sport.pl #3: Geniusz Kochanowskiego, kunszt Heynena

- Gdyby nie geniusz Kuby Kochanowskiego, to mogłoby być pięć setów. Ale znów podkreślam kunszt naszego trenera. Widzę, że ma wszystko drobiazgowo zaplanowane przed meczem. Tam nie przypadku - mówi Daniel Pliński, kiedyś wicemistrz świata i mistrz Europy, a obecnie siatkarski ekspert nc+, który w trakcie MŚ jest ekspertem Sport.pl. W poniedziałek w Warnie Polska wygrała z Iranem 3:0 (25:21, 25:20, 25:22) i z kompletem zwycięstw prowadzi w tabeli grupy D. We wtorek, w jej ostatnim meczu, zagramy z Bułgarią. Relacja na żywo w Sport.pl od godziny 19.40

Łukasz Jachimiak: Wychodzi na to, że na siatkówce nie znam się ani ja, ani nie znasz się Ty.

Daniel Pliński: Nie przesadzaj, gdyby nie geniusz Kuby Kochanowskiego, to mogłoby być pięć setów, których się wszyscy spodziewaliśmy.

Aż geniusz?

- No pewnie! Facet wchodzi w takim meczu i pokazuje zarówno wielkie umiejętności, jak i wielką odwagę. To jest właśnie młodość. Kuba będzie z każdym dniem lepszy. Na powtórkach widzę, jak idzie w górę, jaką ma moc. Znów podkreślam kunszt naszego trenera.

Za przygotowanie fizyczne i za manewr z zastąpieniem Bieńka Kochanowskim?

- Bieniek grał naprawdę dobrze. Na pewno wiele osób się zdziwiło, gdy w połowie drugiego seta ustępował miejsca Kochanowskiemu. Mam wrażenie, że od początku taki był plan.

Żeby w pewnym momencie poprawić blok?

- Blok to raz, a dwa to zagrywka. Bieniek raczej szanował zagrywkę, nie bił mocno. A Kuba ryzykował. I trafiał. Plan się ziścił.

Irańczycy mieli gorsze przyjęcie niż my, ale chyba i tak trzeba oddać zasługi Fabianowi Drzyzdze? Przyćmił Maroufa?

- Tak. Trzeba pamiętać, że przez dwa sety Iran był praktycznie bez zagrywki, dzięki czemu Fabian miał bardzo dużo piłek dostarczonych do siatki. Radził z tym sobie wyśmienicie. Znakomicie wybierał, we wszystkich ważnych momentach zachowywał spokój, wiedział, co chce zrobić. I do tego cały czas grał dokładną wystawę.

Chyba dawno nie miał tak dobrego meczu?

- Zgadzam się. Przypomniał o swoim potencjale.

Dlaczego nawet w takiej sytuacji Heynen robił podwójne zmiany, przez co Drzyzgę zastępował Łomacz?

- On naprawdę prowadzi zespół bardzo logicznie. Widać, że już ma swoją pierwszą „szóstkę” i ma ludzi do dużej pomocy. Dał się chłopakom otrzaskać i teraz z nich korzysta. A z tymi podwójnymi zmianami to jest tak, że niektórzy fachowcy narzekają na nie już chyba dla zasady. Wkurza mnie to porównywalnie jak ten frazes, że kiedy się nie wygrywa 3:0, to się przegrywa 2:3. To jest tak utarty slogan, że masakra. Przecież jak ktoś prowadzi 2:0 i przegra następnego seta, to na pewno statystyki pokażą, że częściej wygra 3:1 albo 3:2 niż przegra 2:3. Natomiast z tą podwójną zmianą, to zawsze się mówi, że niepotrzebna, bo przecież nam szło. A ona jest potrzebna, ona nam ostatnio żre.

Chodzi w niej o to, żeby dać chwilę odpocząć zwłaszcza atakującemu?

- Absolutnie nie. Możesz zapytać, każdy zawodnik, który schodzi, nie odpoczywa. To schodzącego wybija z rytmu, człowiek robi się trochę chłodniejszy, traci temperaturę mięśni. Tego schodzący nie lubią. Dlaczego te podwójne robimy? Mamy przez trzy ustawienia trzech atakujących w pierwszej linii, podwyższamy sobie blok. Tym są te zmiany spowodowane. Zobacz, kiedy my robimy podwójną zmianę. Wtedy, gdy Bartek Kurek schodzi z zagrywki. Czyli zmieniamy rozgrywacza w drugiej linii, a atakującego wpuszczamy na pierwszą linię. Zwiększamy siłę ataku i przede wszystkim wzmacniamy blok. Widzę, że trener ma wszystko drobiazgowo zaplanowane przed meczem. Tam nie przypadku. Takie jest moje zdanie. Czasami można się denerwować na jego zachowanie przy linii bocznej, ale jeśli chodzi o przygotowanie taktyczne i zarządzanie drużyną, to naszemu trenerowi nie można nic zarzucić.

Spodziewasz się, że powtórzysz to po wtorkowym meczu z Bułgarią?

- Słyszałem, że Penczew gdzieś mówił, że z Iranem przegrali, bo zupełnie nie serwowali. Nasz mecz z Iranem pokazał, jak ważna jest zagrywka. Bułgaria na pewno wyjdzie na nas chcąc za wszelką cenę odrzucić Polskę od siatki. Ale my jesteśmy mocni w przyjęciu. Kubiak, Zatorski i Szalpuk dobrze przewidują, gdzie spadnie piłka. Źle mówię, nie przewidują, tylko wiedzą. Oni są przygotowani przez sztab, pamiętają ulubione kierunki zagrywki poszczególnych rywali. Naszym chłopakom ciężko strzelić asa. Nie przypominam sobie, żeby na czysto nam as wszedł. Oczywiście zdarza się, że po rękach piłka idzie w aut, ale my świetnie wiemy, gdzie kto zaserwuje.

Na koniec pytanie o spięcie Maroufa z Kubiakiem. Pomogło nam się skoncentrować i jeszcze powalczyć w trzecim secie, mimo stanu 19:22?

- Robotę zrobił Kochanowski. Marouf nie przyjmował zagrywki, to nie on miał problemy z „kopnięciami” Kuby. Ale reakcja Michała była odpowiednia. Tak się powinien zachować kapitan. Dostał czapę, chyba jedną w tym meczu, a Irańczycy fisiowali, jakby go zablokowali nie wiadomo ile razy. Czasami tak jest, że w emocjach jest odruch. Myślę, że Marouf nie miał żadnego wielkiego planu, żeby sprowokować Michała. Nagle coś mu do głowy przyszło, a pewnie później w szatni sobie pomyślał „I po co to było? Niepotrzebnie”.