Sport.pl

Siatkówka. Hugh McCutcheon z wizytą w Polsce. "Nie otrzymałem żadnej propozycji współpracy od polskiej federacji"

- Nie sądzę, abym miał wszystkie odpowiedzi, ale jeśli ktoś chce się uczyć, to na pewno mu w tym pomogę - mówi w rozmowie ze Sport.pl ceniony szkoleniowiec i szef FIVB Technical & Coaching Commission, Hugh McCutcheon.

Po zwolnieniu Ferdinando De Giorgiego ze stanowiska selekcjonera polskiej kadry, władze Polskiego Związku Piłki Siatkowej mówiły o tym, że czas na polskiego trenera u sterów krajowej reprezentacji. Ich finalny wybór okazał się inny – posadę dostał ówczesny szkoleniowiec Belgów, Vital Heynen, przed którym spore wyzwanie poprowadzenia reprezentacji w mistrzostwach świata.

Mimo wszystko sytuacja ta miała pozytywny wydźwięk. Zaczęto mówić o tym, w jakim miejscu znajduje się polska myśl szkoleniowa, zastanawiając się, z jakich wzorów zagranicznych może korzystać. Na początku stycznia 2018r. jeden z autorytetów siatkarskich, były trener kadry USA, Doug Beal, wyraził chęć współpracy z polskimi trenerami. - Jeśli PZPS wciąż jest zainteresowany organizacją seminarium na temat wysokiej jakości szkolenia oraz organizacji, dobrego zarządzania, planów długofalowych i strategicznych z łatwością mogę powołać małą grupę ekspertów z USA i innych krajów na 3-4 dniowe warsztaty. Proszę o kontakt, jeśli polscy trenerzy i Związek będą tym zainteresowani – taką informację przekazał amerykański szkoleniowiec.

W Sport.pl swoje zainteresowanie działaniem z polskimi szkoleniowcami potwierdził również Hugh McCutcheon – szkoleniowiec złotych medalistów olimpijskich i przewodniczący FIVB Technical & Coaching Commission.

Co jest podstawą sukcesu dla pana, jako trenera złotych medalistów olimpijskich?

Hugh McCutcheon: - To proste – wystarczy być lepszym od innych, haha. Mówiąc poważnie, przede wszystkim należy być stałym i konsekwentnym w drodze, którą się obrało i starać się utrzymywać na dobrym, wysokim poziomie, ciągle pracując na to, by stać się wybitnym i odnieść sukces.

Jeśli chodzi o polską siatkówkę, to w ostatnim czasie skupiam się na niej nieco mniej. Nie zmienia to faktu, że powinniście być zadowoleni z poziomu rozwoju, który dyscyplina osiągnęła w waszym kraju.

Ale sukcesy zazwyczaj zdobywaliśmy w pierwszym roku pracy szkoleniowców.

- Może to właśnie kwestia umiejętności utrzymania poziomu drużyny?

Niegdyś to Polacy uczyli Włochów siatkówki. Patrząc na to, że polska reprezentacja prowadzona jest przez obcokrajowców, czy można mówić jeszcze o tym, że istnieje coś takiego, jak „polski styl trenowania zespołu”?

- Myślę, że w dobie bardzo płynnego przepływu informacji i przenikania się siatkówki z całego świata, nie można już wskazać odrębnych stylów charakterystycznych dla poszczególnych nacji. Nie wydaje mi się, by można było mówić o polskiej czy amerykańskiej szkole – po prostu każdy chce znaleźć sposób na jak najlepszą grę w siatkówkę.

Co jest podstawą nauczania siatkówki w Ameryce?

- Bardzo często zdarza się, że ludzie, którzy obecnie przekazują wiedzę, robią to w sposób, przez który się sami uczyli. Nie zauważają, że w kwestii efektywności nauczania wiele mogło się zmienić. Tradycja jest aspektem, który bardzo szanujemy, ale nie zawsze jest podstawą tego, by zbudować sukces. A czerpać można z wielu struktur – choćby faktów naukowych, a nie przekazywanych z roku na rok opinii.

Znakiem nowego patrzenia na siatkówkę w Stanach jest fakt, że w końcu macie swoją ligę.

- To jest jeden z najbardziej ekscytujących momentów dla amerykańskiej siatkówki. Liczę na to, że w kolejnych latach liga urośnie do miana w pełni profesjonalnej.

Pytam pana o te wszystkie rzeczy, ponieważ jest pan cenionym szkoleniowcem. Oprócz sukcesów medalowych odniesionych z reprezentacjami, jest pan szefem FIVB Technical & Coaching Commission - komisji, która organizuje kursy na świecie. Czy kiedykolwiek ze strony Polskiego Związku Piłki Siatkowej padła propozycja zorganizowania takiego kursu dla polskich trenerów?

- Pytał mnie o to Andrzej Grzyb i odpowiedziałem pozytywnie. Nie przypominam sobie takiej sytuacji ze strony PZPS. Kiedyś przyglądałem się polskim zawodnikom, ale od polskiej federacji nie otrzymałem żadnej propozycji współpracy.

Wyraził pan zainteresowanie współpracą z polskimi trenerami. Czy podtrzymuje pan tę deklarację?

- Tak, bo chcę, by siatkówka dojrzewała. Nie sądzę, abym miał wszystkie odpowiedzi, ale jeśli ktoś chce się uczyć, to na pewno mu w tym pomogę. Współpracują z nami szkoleniowcy z całego świata. Dyscyplina, którą się zajmujemy, hojnie nas obdarowała, więc naszym obowiązkiem jest jej się odwdzięczyć.

Jak wygląda standardowy kurs?

- Trenerzy przyjeżdżają, by obejrzeć prowadzone przez nas treningi. Rozmawiamy o zasadach, metodach i staramy się mówić o tym, jak zarządzać drużyną i z jakim podejściem ją szkolić. Zestawiamy ze sobą różne systemy, pokazujemy, jak wypracować poszczególne umiejętności. Podstawową zasadą jest jednak to, że pozwalamy szkoleniowcom pytać. W głowie każdego trenera rodzi się mnóstwo pytań, a zazwyczaj nie ma się osoby, do której można by się zwrócić o radę. Niesamowicie ważne jest to, by udostępnić im wiedzę, którą inni posiadają.

Wcześniej polscy trenerzy przyjeżdżali do nas, jednak tylko po to, by podpatrzeć grę. Nie było to żadne oficjalne szkolenie, a głównie rozmowy.

Którzy to byli trenerzy?

- Zbigniew Krzyżanowski, Darek Parkitny, Andrzej Kowal, Marcin Widera, Tomasz Wasilkowski, Wiesław Popik, Grzegorz Wagner, Bartłomiej Piekarczyk i Roch Kołodziej.

A jaki jest cel pana wizyty w Polsce?

- Mamy z Andrzejem Grzybem wspólną ideę – żeby zawodniczki łączyły wzrost sportowych umiejętności z nauką. Przyleciałem więc poobserwować w pracy zawodniczki, które Andrzej rekomendował jako zdolne i inteligentne.

Więcej o:
Skomentuj:
Siatkówka. Hugh McCutcheon z wizytą w Polsce. "Nie otrzymałem żadnej propozycji współpracy od polskiej federacji"
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX