Siatkówka. Michał Mieszko Gogol: O sztabie mówmy dopiero wtedy, gdy poznamy selekcjonera. Jeśli decyzja zapadnie w lutym, to czasu zostanie niewiele

- Nie do mnie należy ocena tych kandydatów, bo to oni powinni oceniać mnie. Przecież to ja będę dobrany do tych ludzi, a nie oni do mnie - mówi w rozmowie ze Sport.pl asystent niewybranego jeszcze selekcjonera polskiej kadry, Michał Mieszko Gogol.

7 lutego Polski Związek Piłki Siatkowej ma podjąć ostateczną decyzję odnośnie do tego, kto zostanie selekcjonerem kadry siatkarzy. W rywalizacji pozostało trzech kandydatów – Vital Heynen, Piotr Gruszka oraz Andrzej Kowal.

Co ciekawe, zanim poznaliśmy nazwisko szkoleniowca, który obejmie stanowisko po Ferdinando De Giorgim, PZPS podał, że w sztabie znajdzie się Michał Mieszko Gogol, który na prośbę Związku również złożył swój pomysł na projekt kadry narodowej.

 Na Puchar Polski przyjechał pan jako asystent selekcjonera polskiej kadry, czy na razie temat reprezentacji jest dla pana zamknięty?

Michał Mieszko Gogol: - Na razie czekam na wybór pierwszego trenera reprezentacji. Dziwnie mi funkcjonować jako „asystent selekcjonera”, ponieważ nadal nie znamy jego nazwiska. Jeśli rzeczywiście cała trójka z kandydatów na stanowisko widziałaby mnie w sztabie, to ogromnie bym się z tego cieszył, bo wiem, jakie za tym pójdzie doświadczenie. Nie jestem jednak pewien czy do tego dojdzie.

Nie jest pan pewien?

- Ale wszystko na to wskazuje! Wydaje mi się, że władze zdecydowały się wcześniej ujawnić złożoną mi propozycję, ponieważ wszyscy szkoleniowcy pozostający w rywalizacji o posadę wymienili moje nazwisko w kontekście przyszłej współpracy. Należałoby jednak o to spytać samych kandydatów. Ostateczne rozstrzygnięcia wkrótce zapadną i w mojej opinii dopiero wtedy będziemy mogli mówić o jakimkolwiek sztabie. Nie zmienia to faktu, że cieszę się, że moja praca została doceniona zarówno przez trenerów, jak i Związek.

Więcej jest w panu niecierpliwości czy też „niezręczności” odnośnie do tego, że Związek ogłosił sztab zamiast selekcjonera?

- Na razie nie podchodzę do tej sytuacji niecierpliwie, ponieważ pracuję w klubie. Razem z Espadonem przeżyliśmy ostatnio trudniejszy moment spowodowany kilkoma porażkami i straciliśmy punkty, więc koncentruję się na tym, by polepszyć sytuację moich zawodników.

O szczegółach współpracy z kadrą będziemy mogli rozmawiać dopiero wtedy, kiedy zostanie wybrany trener. Sam w tej chwili nie wiem wiele. Dostałem parę smsów z gratulacjami, a władze PZPS powiedziały, że są bardzo zadowolone z projektu, który na ich prośbę wykonałem. Zaznaczyły jednak, że mam mało doświadczenia, dodając, że cała trójka pozostałych kandydatów widziałaby mnie w sztabie. Zapytano, czy chciałbym pracować na zasadzie wsparcia, a ja od razu wyraziłem taką chęć.

Pamiętam naszą ostatnią rozmowę, kiedy po złożeniu projektu w PZPS-ie nie wiedział pan czy startuje w rywalizacji o posadę selekcjonerską czy też o pracę w sztabie jako asystent. Od razu powiedział pan, że ta druga opcja wydaje się dla pana najodpowiedniejsza.

- Nic się od tego czasu nie zmieniło. Zgodziłem się, bo wiem, że jest to najrozsądniejsza rzecz, którą mogę zrobić. Będzie to dla mnie spora lekcja, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, ile przede mną pracy, by stać się jak najlepszym trenerem.

Swój debiut w sztabie kadry już pan miał. Jak inny, i jak dojrzalszy będzie ten, który najprawdopodobniej nastąpi w tym roku?

- Wiem, jak pracuje reprezentacja, ponieważ jako statystyk spędziłem w niej trzy lata. W ostatnim sezonie – w 2013 roku – Andrea Anastasi zaprosił mnie nawet na ławkę trenerską, więc stałem się łącznikiem pomiędzy myślą statystyczną a szkoleniową. Jeśli teraz faktycznie dojdzie do sytuacji, w której stanę się asystentem selekcjonera, będzie to o wiele bardziej odpowiedzialna rola. Wymagania będą wyższe, a ja sam będę musiał dać od siebie jeszcze więcej.

Piotr Gruszka to pański „rywal” z PlusLigi. Z Andrzejem Kowalem pracował pan lata i doskonale poznał jego warsztat. Vital Heynen wydaje się być dla pana największą niewiadomą. Nie zapytam o faworyta, a o to za co pan ceni każdego z tych kandydatów.

- Najmniej znam trenera Heynena. Z tego, co dowiedziałem się z rozmów z zawodnikami i ekspertami, jest to szkoleniowiec nieszablonowy, który bardzo kreatywnie podchodzi do siatkówki. Ma wyjątkową zdolność do wychowywania w graczach kultury siatkarskiej nie tylko na boisku, ale również poza nim. Każdą drużynę, którą się zajmował, potrafił uregulować i stworzyć z niej prawdziwy zespół, a kiedy zawodnikowi czegoś brakowało do stania się „topowym”, to mu to dawał. Jest świetnym fachowcem.

Jeśli chodzi o Andrzeja, to bardzo cenię jego warsztat i uważam, że jest świetnie przygotowany do pracy. Przez 5 wspólnie spędzonych lat dobrze poznałem jego metody, świetnie się rozumiemy, co mogłoby być bardzo dużym atutem naszej współpracy. Co do Piotra Gruszki, to bardzo podoba mi się jego podejście mentalne do zawodu. Kilka razy rozmawialiśmy, a w maju w Spale poprowadził wykład. Rzeczy, które mówił były bardzo trafne.

Nie zmienia to faktu, że nie do mnie należy ocena tych kandydatów, bo to oni powinni oceniać mnie. Przecież to ja będę dobrany do tych ludzi, a nie oni do mnie.

Sztab zostanie wybrany w lutym. Mistrzostwa odbędą się we wrześniu. To dużo czy mało czasu na obserwację zawodników i ich późniejsze przygotowanie?

- I tak, i nie. Wydaje mi się, że każdy z kandydatów już obserwuje potencjalnych kadrowiczów. Mimo wszystko jeśli decyzja zapadnie w lutym, to czasu zostanie niewiele, ponieważ w maju należy rozpocząć przygotowania do kolejnych imprez.

Zobacz wideo
Więcej o: