Puchar Polski. Mateusz Mika: Jest szansa na powtórkę z 2015 roku

W półfinale Pucharu Polski Trefl Gdańsk niespodziewanie pokonał obrońców tytułu i liderów PlusLigi, ZAKSĘ. - Finał będzie na pewno nerwowy i wyrównany - zapowiada Mateusz Mika.

W oczach ekspertów ZAKSA Kędzierzyn-Koźle była faworytem do wygrania Pucharu Polski. Mistrzowie kraju mieli obronić tytuł, ponieważ w tej edycji rozgrywek PlusLigi mogli cieszyć się długą passą zwycięstw (17 triumfów przełamanych ostatnią porażką z Resovią).

Na ich drodze w półfinale stanął jednak Trefl Gdańsk. Mimo że zespół Andrei Anastasiego przegrał pierwszą partię, to pozostałe trzy wygrał w końcówkach i zameldował się w finale turnieju. - W inaugurującym secie prezentowaliśmy się dobrze, choć mieliśmy problemy z niektórymi rzeczami, ale lepiej przyjmowaliśmy i mieliśmy poprawniejszą zagrywkę od przeciwników. Mimo to tę partię przegraliśmy – tłumaczy przyjmujący zespołu z Gdańska, Mateusz Mika. - Konsekwentnie  robiliśmy to, co powinniśmy. Taktycznie byliśmy dobrze przygotowani do tego meczu i każdy z nas wykonywał to, co do niego należało. To się opłaciło. Wierzyliśmy, że możemy wygrać i pewnie nie byliśmy stawiani w roli faworyta. Okazało się jednak, że mamy na tyle duży potencjał, żeby wygrać z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle – dodaje zawodnik Trefla. To zwycięstwo było o tyle niespodzianką, że ostatni mecz rozgrywany z mistrzami Polski 23 grudnia 2017 roku gdańszczanie przegrali 0:3.

Nie jest to pierwszy finał Pucharu Polski, w którym wystąpią podopieczni Andrei Anastasiego. W 2015 roku wygrali turniej. - Finał będzie na pewno nerwowy i wyrównany. Jest szansa na powtórkę z 2015 roku – zapowiada Mika. - Jesteśmy innym zespołem niż trzy lata temu. W niedzielę zagramy w finale Pucharu Polski i chcemy ten mecz wygrać – obiecuje przyjmujący Trefla.

W niedzielę o 14.45 zespół Andrei Anastasiego zmierzy się w finale Pucharu Polski z PGE Skrą Bełchatów, która dzień wcześniej pokonała ONICO Warszawę 3:0.

Tagi: Siatkówka, Puchar Polski, , Mateusz Mika, Trefl Gdańsk