Siatkówka. Patryk Strzeżek: Nie podano mi żadnego logicznego argumentu uzasadniającego odwołanie z funkcji kapitana

- Sam szkoleniowiec również nie był skory, by o tym ze mną rozmawiać, a później już na to nie nalegałem. Nie miało to najmniejszego sensu - o odwołaniu z funkcji kapitana mówi w rozmowie ze Sport.pl Patryk Strzeżek.

W Jastrzębskim Węglu doszło do zmian. Z funkcji trenera odwołano twórcę sukcesu klubu (brązowego medalu z poprzedniego sezonu) Marka Lebedew i zatrudniono Ferdinando De Giorgiego. Decyzja ta była pokłosiem słabszej formy zespołu w ostatnim czasie oraz konfliktu, na mocy którego odwołano z funkcji kapitana Patryka Strzeżka.

W ostatnim czasie został pan odwołany z funkcji kapitana Jastrzębskiego Węgla – decyzji tej nie uzasadniono. W odpowiedzi na ten ruch chciał pan rozwiązać kontrakt z klubem, co pozytywnie zaopiniował były szkoleniowiec zespołu, Mark Lebedew. Dlaczego doszło do roszady?

Patryk Strzeżek: - Omawiana sytuacja była dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem – w ogóle się tego nie spodziewałem. Nie było żadnych przesłanek, by zapadła taka decyzja. Nie doszło z mojej strony do złamania naszego wewnętrznego regulaminu, więc nie podano mi żadnego logicznego argumentu uzasadniającego zmiany.

Trener ma prawo do podejmowania podobnych decyzji, co jednak nie znaczy, że muszę się z nimi zgadzać. Całe późniejsze zamieszanie – próba rozwiązania kontraktu, rozmowy z prezesem klubu – były następstwem tamtego zajścia. Zarząd Jastrzębskiego Węgla nie zgodził się na rozwiązanie kontraktu i nalegał, bym został i dokończył sezon. Po rozmowach zobowiązałem się do wypełnienia umowy i grania najlepiej jak potrafię do ostatniego meczu rozgrywek.

Czy miało miejsce jakiekolwiek zdarzenie w pana relacjach z Markiem Lebedew, które dałoby podstawę do rozważenia pana roli w zespole? Czy był to po prostu kaprys?

- Nie mam pojęcia. Gdybym znał odpowiedź na to pytanie, to z pewnością byłoby mi łatwiej to wszystko zrozumieć. Sam szkoleniowiec również nie był skory, by o tym ze mną rozmawiać, a później już na to nie nalegałem. Nie miało to najmniejszego sensu.

Jak ta sytuacja oddziałała na drużynę i na atmosferę?

- Nie jest tak, że nie ma u nas atmosfery – wszystko jest ok. Nie było między nami konfliktu, ja także nie miałem zatargu z trenerem. Przez ostatnie trzy sezony mieliśmy bardzo kumpelskie relacje. Kiedy byłem kapitanem poruszaliśmy nawet najcięższe tematy i czasami się nie zgadzaliśmy, jednak zawsze dochodziliśmy do budujących wniosków. Według mnie tak właśnie powinna wyglądać relacja na linii szkoleniowiec-zawodnik.

Zabolało?

- Na pewno, bo nie była to miła sytuacja. Jestem bardzo zżyty zarówno z drużyną, jak i klubem. Utożsamiam się z tym miejscem, więc na pewno nie było to łatwe do przełknięcia. Sezon jednak toczy się dalej, a my mamy nadal robić swoje.

Widzi pan swoją dalszą przyszłość w Jastrzębskim Węglu?

- Nie wykluczam jej. Bardzo lubię ten klub i jestem do niego przywiązany, więc chcę dotrzymać danego wcześniej słowa i wypełnić kontrakt.

Jak zapatruje się pan na współpracę z Ferdinando De Giorgim?

- Nie znam go jako trenera. Poza tym jako zawodnicy jesteśmy od grania, a nie od dyskutowania na ten temat.

Potrzebujecie takiej zmiany?

- Nie wiem – to była decyzja Zarządu. Cenię Marka jako trenera, dał wiele drużynie i zawsze będę tak uważał. Przeżyliśmy razem bardzo dużo dobrych chwil i zdobyliśmy brązowy medal mistrzostw Polski. To, w jakim miejscu się znajdujemy, jest jego zasługą. Zmiany trenera w siatkówce to jednak żadna niespodzianka – takie rzeczy się dzieją w wielu klubach.

Zobacz wideo