Siatkówka. Michał Mieszko Gogol: Przyznaję - dzwonił do mnie trener Heynen. Sytuacja, która się z tego wywiązała, jest trochę dziwna

- Z jednej strony Vital Heynen zaznaczył w swoich dokumentach, że widziałby mnie w sztabie, a z drugiej musiałem sam przedstawić swoją wizję reprezentacji Polski - mówi o możliwości współpracy w kadrze trener Espadonu Szczecin i jeden z kandydatów na selekcjonera, Michał Mieszko Gogol.

Wybory na selekcjonera reprezentacji Polski trwają. Oficjalnie o stanowisko ubiega się siedmiu kandydatów – Andrzej Kowal, Robert Prygiel, Vital Heynen, Jakub Bednaruk, Piotr Gruszka, Mariusz Sordyl oraz Michał Mieszko Gogol. Pięciu z nich (Bednaruk, Gogol, Gruszka, Kowal i Prygiel) prowadzi zespoły w PlusLidze.

Jeśli chodzi o Michała Mieszko Gogola, to jest 32-letni trener, który samodzielnie prowadzi zespół siatkarskiej ekstraklasy dopiero od 13 grudnia 2016 roku, kiedy Espadon Szczecin rozstał się z ówczesnym szkoleniowcem, Milanem Simojlovicem. Warsztat byłego statystyka został doceniony i mówi się, że jest jednym z poważniejszych kandydatów do pracy w sztabie reprezentacji Polski. Vital Heynen wymienił go jako swojego potencjalnego współpracownika w dokumentach, które złożył w Polskim Związku Piłki Siatkowej.

Kiedy niecały rok temu Milan Simojlovic odszedł z Espadonu i pan stał się pierwszym trenerem szczecinian, to w jakiej perspektywie zaczął pan patrzeć na siebie jako szkoleniowca polskiej kadry?

Michał Mieszko Gogol: - Szczerze mówiąc, to nawet nie przeszło mi to przez myśl. Wybiegając w przyszłość widziałem się bardziej jako osobę do pomocy w reprezentacji, statystyka, asystenta, ponieważ większość mojego zawodowego życia spędziłem właśnie w tej roli. Jeżeli którykolwiek selekcjoner poprosiłby mnie o pomoc na przykład przy analizie gry, to traktowałbym to jako nobilitację i zaszczyt, bo tak powinna być postrzegana praca w polskiej reprezentacji.

Z trenerem Andreą Anastasim spędziłem trzy lata w drużynie narodowej, współpracowałem również z zespołami młodzieżowymi i zapleczem kadry A, więc znam specyfikę tego rodzaju działania. Widziałem się kiedyś ponownie na tym szczeblu, ale na pewno nie w roli pierwszego szkoleniowca. Nawet przez moment nie pomyślałem o tym, że moje nazwisko może pojawić się w gronie kandydatów.

Postawienie pana w gronie kandydatów na selekcjonera było szokiem czy raczej kolejną niespodzianką, z którą przyszło się panu zmierzyć? Mówiło się, że Vital Heynen widzi pana w sztabie, PZPS poprosił pana o przedstawienie swojej wizji na drużynę narodową. W tym drugim przypadku nie wiadomo jednak do końca, w jakiej roli.

- Dostałem kilka telefonów od osób związanych ze środowiskiem siatkarskim, ale podszedłem do tego bardzo spokojnie. Trafił do mnie e-mail od Związku z zaproszeniem do udziału w konkursie na selekcjonera. Przyszedł on nieco później niż do pozostałych kandydatów i był sporym zaskoczeniem.

Przygotowałem się na tyle, na ile mogłem. Odpowiedziałem na zaproszenie PZPS-u za namową kilku ludzi, których bardzo szanuję, i z których opinią się liczę. Dokumenty złożyłem, ale jestem do tego wszystkiego nastawiony bardzo spokojnie, ponieważ wiem, gdzie jestem, ile muszę wymagać sam od siebie i się nauczyć, by mieć prawo marzyć o czymś takim, jak reprezentacja Polski.

W międzyczasie odezwał się Vital Heynen, który widzi pana w swoim sztabie szkoleniowym jako asystenta, bo według niego Espadon Szczecin to rewelacja Plusligi.

- Jeśli chodzi o Espadon Szczecin i moją pracę, to według mnie wszystko jest jeszcze w fazie budowania i trudno to ocenić. Jestem wdzięczny zawodnikom za to ile dali z siebie, bo to dzięki nim w ogóle dzisiaj rozmawiamy na taki temat. Jestem otwarty na współpracę z trenerem Heynenem. Z resztą, kiedy dostałem zaproszenie od Związku, od razu zaznaczyłem, że jestem gotów pomóc w sztabie szkoleniowym każdemu z kandydatów. Byłaby to dla mnie bardzo duża nobilitacja.

Przyznaję – dzwonił do mnie trener Heynen. Sytuacja, która się z tego wywiązała, jest trochę dziwna. Z jednej strony zaznaczył w swoich dokumentach, że widziałby mnie w sztabie, a z drugiej musiałem sam przedstawić swoją wizję reprezentacji Polski.

Dlatego właśnie na razie koncentruję się na pracy w klubie. Nic nie jest jeszcze jasne, trzeba cierpliwości.

Hipotetycznie – złożył pan swój plan w PZPS-ie, zostaje pan wybrany na selekcjonera reprezentacji Polski. Czuje się pan na to w tej chwili gotowy?

- Znam swoje miejsce w szeregu i na razie nie chcę się afiszować. Pierwszym trenerem nie jestem nawet rok. Gdyby nasza kadra była w nieco innym miejscu historii lub miała odmienny potencjał niż ma – uważam, że ma bardzo duży – to w moim kontekście sytuacja mogłaby być bardziej sprzyjająca. Historia pokazała nam wiele różnych przypadków jak choćby 35-letni Hubert Jerzy Wagner wygrywa MŚ jako trener, a po wielu latach dokonuje tego praktycznie w debiucie Stephane Antiga. Czy jestem gotowy? Pracując jako trener w klubie czuje się świetnie i każdego dnia spełniam się w stu procentach. Reprezentacja to jednak dużo wyższe progi i większe wyzwania.

Musiał pan ocenić reprezentację w złożonych w PZPS-ie dokumentach. Według pana jest ona gotowa na całkowitą rewolucję – postawienie na nowość?

- W mojej ocenie rewolucja jest podstawą. Nie ma bez niej przyszłości i tylko ona może dać nam krok do przodu. Bardzo ważny jest w niej jednak spokój i cierpliwość, bo według mnie nie wszystko przyjedzie od razu.

Młodość w stu procentach?

- Odpowiednio zbilansowana młodość owszem. Na pewno musi mieć jednak ona poparcie w postaci starszych zawodników. Według mnie dobrze byłoby się zastanowić również nad kilkoma nazwiskami, których dawno w kadrze nie było – Piotr Nowakowski, Mateusz Mika. Od powrotu tych siatkarzy do drużyny narodowej wbrew pozorom zależy bardzo dużo, szczególnie dla takich graczy, jak Bartosz Bednorz, Aleksander Śliwka, Kuba Kochanowski, Tomasz Fornal czy Artur Szalpuk. Tylko ze wsparciem starszych, młodszym będzie łatwiej się otworzyć do gry. Może ta zasada byłaby też dobra w przypadku sztabu?