Siatkówka. Andrzej Grzyb: Może dzięki współpracy z rządem państwowi sponsorzy nie będą uciekali od siatkówki skażonej politycznie?

- Skłaniałbym się ku grupie trenerów, połączeniu w jednym sztabie Piotra Gruszki, Andrzeja Kowala czy Sebastiana Pawlika, który wychowywał złotych medalistów mistrzostw świata juniorów z tego roku - mówi w rozmowie ze Sport.pl manager siatkarski i trener Andrzej Grzyb.

Sprawa wyboru nowego trenera reprezentacji Polski jest coraz głośniejsza nie tylko w polskich, ale i zagranicznych mediach. W gronie kandydatów wymienianych jest siedmiu szkoleniowców: Jakub Bednaruk, Michał Mieszko Gogol, Piotr Gruszka, Vital Heynen, Andrzej Kowal, Robert Prygiel oraz Mariusz Sordyl. Jak się okazuje, Polski Związek Piłki Siatkowej może się skontaktować również z Marcelo Mendezem.

 O komentarz i opinię poprosiliśmy Andrzeja Grzyba, dzisiaj managera.

Rozmowa z siatkarskim menadżerem o wyborze trenera reprezentacji i działalności Wydziału i Pionu Szkolenia PZPS musi budzić przypuszczenia, że chce pan zrealizować jakieś swoje interesy. Dlatego umówmy się, że te interesy zostawiamy z boku.


Andrzej Grzyb: - Jestem świadomy, że pojawią się takie zarzuty. Ja chcę jednak rozmawiać mając na uwadze dobro polskiej siatkówki, a nie swoje. Poza tym w swoim życiu pracowałem nie tylko jako menadżer.

Z wykształcenia jestem trenerem, obroniłem pracę doktorską w katedrze piłki siatkowej. Byłem też dyrektorem SMS PZPS, trenerem-wykładowcą FIVB, prezesem OZPS i siatkówki w Resovii. I z tej pozycji zamierzam mówić.

Zbliża się wybór trenera reprezentacji. Jakie są pana wątpliwości wobec władz PZPS w związku z wyborem nowego selekcjonera?

- Uważam, że wydział szkolenia nie funkcjonuje jak należy. Pojawiają się nowe tematy, nowe sprawy do załatwienia, a działają w nim ci sami ludzie, którzy do tej pory nic nie robili i którzy zawalili przy wyborze poprzedniego trenera reprezentacji. Teraz, o zgrozo, mają decydować o wyborze kolejnego. Są w Polsce osoby, które mogłyby właściwie tym wydziałem pokierować, jednak rządzący nim obecnie nie podchodzą do swoich obowiązków profesjonalnie. Mam tu na myśli zarówno szefa Wydziału Szkolenia (Paweł Papke) jak i Pionu Sportu i Szkolenia (Włodzimierz Sadalski). Oni są po prostu bierni.

W czym to się przejawia?

- Przede wszystkim to brak szkoleń dla trenerów. Odbywają się one tylko poprzez Akademię Siatkówki, raz do roku, ale tego nie organizuje PZPS. Proponowałem związkowi zorganizowanie konferencję, którą prowadziłaby szóstka złotych medalistów olimpijskich - Doug Beal, Marvin Dunphy, Zoran Gajić, Bernardo Rezende, Hugh McCutcheon i Władimir Alekno. Chcieli przyjechać do Polski, nie oczekiwali wynagrodzenia. Wiązałoby się to jedynie z kosztami transportu i zakwaterowania. Konferencja byłaby otwarta dla wszystkich polskich trenerów. Zainteresowała się tym trochę Akademia, ale po wizycie Alojzego Świderka u Papkego temat upadł.

Zgłaszałem też, jeszcze wtedy, gdy prezesem związku był Papke, dwutygodniowe szkolenie dla trzydziestu osób na koszt FIVB i MKOl, po którym otrzymuje się tytuł trenera FIVB, który daje pracę na całym świecie. Z tego również nic nie wyszło, choć miałem zapewnienie od McCutcheona, szefa trenerów FIVB, że bezproblemowo można coś takiego w Polsce zorganizować. Proponowałem i proponuję szkolenia trenerów w USA, Brazylii, Rosji, we Włoszech. Kilka osób zgłosiło się do mnie prywatnie i pojechało, PZPS nie zrobił w tym kierunku nic.

 Co mają dać zagraniczne próby?

- Jestem zdania, że trenerzy pojawiający się na polskim rynku, w 80 procentach Włosi, są wyszkoleni na jedno kopyto. To dobre szkolenie, ale wszyscy robią to samo. Brakuje różnorodności. A nasi szkoleniowcy powinni mieć prawo wyboru, z jakich wzorców chcą skorzystać, albo łączyć różne style treningowe. W czasie mistrzostw Europy w Azerbejdżanie rozmawiałem z Jackiem Nawrockim i usłyszałem od niego, że musimy coś zmienić, bo stosując włoską metodę stoimy w miejscu. Musimy wrócić do gór, do zgrupowań, które stworzą silne więzi między zawodnikami. A nie trenować tylko na hali i w siłowni. Trzeba po prostu zastanowić się nad całym systemem szkolenia, a w PZPS-ie nie ma kto tego zrobić.

Po zwolnieniu Ferdinando De Giorgiego prezes Jacek Kasprzyk mówił, że marzy mu się polski trener, tymczasem nie ma obecnie Polaka, którego zatrudnienie nie wiązałoby się ze sporym ryzykiem niepowodzenia.
- Wszyscy kandydaci, których ostatnio wymieniały media, mają małe międzynarodowe doświadczenie. Andrzej Kowal kilkukrotnie był na szkoleniach w USA, za granicą pracował Mariusz Sordyl. Pozostali działali tylko na naszym podwórku, ewentualnie przy włoskich trenerach. To trochę za mało. Dla mnie jedynym Polakiem przygotowanym do prowadzenia reprezentacji jest Jacek Nawrocki, ale on ma zostać przy kadrze kobiet.

W tej sytuacji skłaniałbym się ku grupie trenerów, połączeniu w jednym sztabie Piotra Gruszki, Andrzeja Kowala czy Sebastiana Pawlika, który wychowywał złotych medalistów mistrzostw świata juniorów z tego roku. Zgadzam się tu z opiniami, że niezależnie od tego, kto będzie tym pierwszym, Pawlik powinien być drugim trenerem. Świetnym chłopakiem, robiącym bardzo szybkie postępy, jest Mieszko Gogol. Tomasz Wasilkowski dobrze zna amerykańską szkołę i nadawałby się w takim sztabie do roli stratega, osoby odpowiedzialnej za rozpracowanie rywali.


Takiej ekipie mógłby przewodniczyć, na przykład, Gruszka, którego siatkarze cenią i szanują, ma wśród nich bardzo dobrą opinię. Jest to do zrobienia, tylko ktoś w wydziale szkolenia musiałby narzucić taki kierunek, albo chociaż go przedyskutować. Ani Papke, ani Sadalski, nie mają do tego merytorycznego przygotowania. Poza tym w grupie, która ma selekcjonera wybrać, nie znajduje się ani jeden trener. Brakuje fachowców, a przecież są w związku i w okolicy ludzie, którzy znają się na trenerce.

Spośród trenerów, którzy wysłali swoje aplikacje do PZPS, pan reprezentuje Roberta Prygla. Pana syn współpracuje z kolei z Andreą Gianim, który ostatecznie się nie zgłosił. Włoch nie był zainteresowany?

- Był, dostał od związku pismo zapraszające do zgłoszenia się, ale ze względów rodzinnych, o których poinformował, nie może w najbliższym czasie przyjechać do Polski. Co stoi jednak na przeszkodzie, żeby ktoś z PZPS pojechał do niego? Jeśli już mamy postawić na obcokrajowca, to trzeba się uaktywnić i ruszyć na rozmowy do tych ludzi, których chcemy zatrudnić. Wymieniany jest też Marcelo Mendez, który prowadzi mistrza Brazylii Sadę Cruzeiro. Związek chce z nim, podobno, rozmawiać w czasie Klubowych Mistrzostw Świata, które odbędą się u nas w tym miesiącu. Jednak wtedy Mendez będzie się zajmował swoim klubem, a nie rozmowami o prowadzeniu kadry Polski. Aż się prosi, żeby wsiąść w samolot i polecieć do Brazylii.

Może działacze chcą najpierw dokładnie sprawdzić, czy odpowiadający im kandydat już się do nich nie zgłosił? I dopiero jeśli uznają, że nie, zrobią to, o czym pan mówi.
- Daj Boże. Na szczęście nie wyznaczyli terminu zakończenia procesu wyboru, zostawili sobie furtkę. To akurat popieram, nie ma się z czym spieszyć, bo to poważna decyzja, wybór na trzy lata i musi być bardzo dobrze przemyślany. Dziwię się natomiast, że nie szukamy wśród najlepszych. Dlaczego nikt nie skontaktuje się chociażby z Rezende, który jest wolny? Nie podejmuje się takich prób, nie ma aktywności wydziału szkolenia.

Tu zakładam, że PZPS najpierw chce wyczerpać temat trenera-Polaka, bo wydaje się, że jest dobry klimat dla takiego rozwiązania. Polskiego selekcjonera chciałby prezes Kasprzyk, o "siatkarskim Nawałce" mówił szef sportu w Polsacie Marian Kmita. Pan jest przychylny Polakowi.

- Jestem jak najbardziej za tą opcją. Powtarzam jednak, że ze względu na brak doświadczenia naszych trenerów, trzeba stworzyć team. Jest z kogo go stworzyć. Ale żeby o takim zespole rozmawiać i wytyczyć mu kierunek, z kandydatami muszą rozmawiać fachowcy. Zarówno przedstawiciele szkolenia (Papke i Sadalski) jak i Prezesi PZPS i PLPS, którzy z racji funkcji są przy rozmowach, nie mają merytorycznego przygotowania do takich rozmów.

Ale mogą przecież poprosić specjalistów o doradztwo, o zaopiniowanie kandydatów.
- Odbyłem kilka rozmów z władzami związku i o takiej opcji nie słyszałem. Mam informacje z różnych źródeł i nikt nie wspominał o konsultacjach. Nie mówię jednak, że na pewno ich nie będzie. Dodam, że Hugh McCutcheon chętnie posłuży swoją wiedzą, bo pytałem go o taką możliwość.

Krytykuje pan wydział szkolenia za bierność, ale przecież szkolenie siatkarzy stoi u nas na dobrym poziomie.
- Dobrze szkolimy młodzież, bo dobrze działają Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Nie chcę się chwalić, ale byłem jednym z tych, którzy z trenerem Ireneuszem Mazurem układali pierwszego programy dla SMS-ów. Z tych schematów korzysta się do tej pory. Poza tym pojawiły się Siatkarskie Ośrodki Szkolne, którym szefuje Waldemar Wspaniały. Pracują przy nich świetni trenerzy, a efekty ich działania są widoczne.

Jak to zatem jest, że wychowujemy świetnych siatkarzy, a świetnych trenerów już nie potrafimy wyszkolić?
- Nasi szkoleniowcy sprawdzają się w grupach młodzieżowych, ale dostają za mało szans zaistnienia w dorosłej siatkówce. Ściąga się Włochów nie zdając sobie pytania, dlaczego nie mają oni pracy u siebie? Ja nie widzę sensu ściągania do dziesiątej drużyny w lidze trenera z Włoch, Kanady czy Słowacji. To wyrzucanie pieniędzy w błoto. Mamy zatrzęsienie obcokrajowców, a Polakom szans się nie daje. Szkolenie trenerów zanikło, nie ma go już od piętnastu lat. Powtarzam, że brakuje współpracy z uniwersytetami, akademiami medycznymi. Do czego to podobne, żeby na konferencji trenerskiej nie było biomechanika, biochemika, fizjologa i tak dalej? To jest podstawa.

W Ameryce w takich konferencjach biorą udział specjaliści ze wszystkich dziedzin, z którymi jest związana siatkówka, z dziedzin związanych ze zdrowiem. My nie robimy w tym kierunku nic. Fachowej polskiej publikacji o piłce siatkowej nie widziałem już od dawna. Proszę zapytać fachowców od szkolenia w PZPS – jaką literaturę fachową czytali z obrębu siatkówki? – spodziewam się że w najlepszym wypadku wspomnienia Łukasza Kadziewicza.

 Gdyby PZPS pofatygował się, żeby wysłać grupę trenerów na szkolenie do USA, ci przynajmniej przywieźliby książki, filmy, wykłady. Polscy szkoleniowcy, którzy już tam byli, z chęcią pojadą raz jeszcze. Wkrótce, po raz pierwszy, pojedzie Grzegorz Wagner. Mam nadzieję, że zdobytą wiedzę wykorzysta w SMS-ie Szczyrk, którego jest dyrektorem. Chciałbym, żeby jak najwięcej naszych trenerów jeździło po świecie i zbierało doświadczenia, uczyło się różnych stylów. I żeby ci ludzie z czasem zbudowali polską szkołę, której inni będą chcieli się uczyć. Przecież to my pokazywaliśmy Włochom, jak się robi siatkówkę. A teraz z myślą trenerską jesteśmy daleko za nimi.

Oddzielną sprawą jest brak zainteresowania młodymi siatkarzami ze strony Wydziału Szkolenia – owszem na finale mistrzostw świata był się sfotografować pan Papke, ale po imprezie ani on ani nikt z PZPS nie zadbał o zdrowie mistrzów. Trzech zawodników z Rzeszowa grało z poważnymi urazami – Masłowskiego wyleczył klub, Huber miał zabieg dzięki nam w Rzeszowie, a Ziobrowskiego, którego utrzymywano przez cały czas zastrzykami, musieliśmy dwukrotnie wysłać do Włoch. Pokryliśmy wszystko sami z zawodnikiem, a PZPS (mimo iż zawodnik podlega ich ubezpieczeniu) nie kiwną palcem. Teraz napisali, że nie zwrócą kosztów bo Zarząd PZPS nie podjął decyzji o leczeniu zawodnika zagranicą – paranoja.

Zostając przy szkoleniu młodzieży to zadziwiającym jest też fakt, że kluby poniżej PLPS (w tym SMS-y) grają innymi piłkami, mimo iż międzynarodowe imprezy gra się Mikasami.

 Mówił pan też że popularność siatkówki spada razem ze spadkiem wyników reprezentacji, że widzimy to na salach wszystkich szczebli rozgrywek?

- Zgadza się i jest to problem nie tylko sportowy. Z siatkówki uciekają pieniądze, bo odchodzą spółki Skarbu Państwa. Warto może pomyśleć o zaproszeniu do Zarządu kogoś z Ministerstwa Sportu lub innego prominentnego polityka z Rządu, żeby nasza dyscyplina nie była wyspą wśród innych. Jesteśmy politycznie bardzo źle kojarzeni. Znam dwa przykłady kiedy znani zawodnicy zwrócili się do Ministerstwa Sportu po dotacje dla ich programów szkoleniowych. Zostali zapytani – czy działacie pod własnym szyldem czy pod szyldem PZPS, bo jeżeli pod szyldem PZPS to nie dostaniecie nic.

 - Może dzięki współpracy z rządem państwowi sponsorzy nie będą uciekali od siatkówki skażonej politycznie? To sugestia ale istotna dla siatkówki na kolejne cykle olimpijskie – nie tylko do Tokio.