Sport.pl

PlusLiga. ZAKSA z kłopotami, porażki Jastrzębskiego Węgla i kontrowersje w meczu olsztynian

11. kolejka PlusLigi dostarczyła nie tylko emocji sportowych, ale również sporo kontrowersji. Jastrzębski Węgiel przegrał z ONICO, olsztynianie z Czarnymi, a ZAKSA dopiero w tie-breaku pokonała Espadon Szczecin. Walka się zaostrza - w tabeli miejsca od 3. do 9. dzielą 3 punkty.

Wciąż niepokonana, ale coraz mniej niedostępna w aspekcie formy wydaje się być ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, która w 11. kolejce wygrała z Espadonem Szczecin dopiero w tie-breaku.

W meczu ze szczecinianami liderzy PlusLigi dodali sobie nerwów w dużej mierze przez niestabilność na lewym skrzydle. 21-letni Kamil Semeniuk nie radził sobie ani w przyjęciu (24 procent dokładności), ani w ataku (kończył średnio 1 na 3 piłki). Od czwartego seta na stałe zastąpił go Rafał Szymura, co przyniosło efekty w postaci łatwo wygranych partii (25:15 i 15:9; Szymura przyjmował z 57 procentową dokładnością i atakował na ponad 50 procentach skuteczności). Warto podkreślić również świetną grę lidera ZAKSY, Sama Deroo, który zdobył 29 punktów kończąc średnio 3 na 4 zagrania.

W drużynie Espadonu dobrze spisali się Bartłomiej Kluth (24 punkty), a także Bartosz Gawryszewski (12 punktów, 69 procent w ataku).

Espadon Szczecin – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 2:3 (21:25, 27:25, 25:21, 14:25, 9:15)

Większych problemów z pokonaniem MKS-u Będzin nie mieli wciąż grający bez Mariusza Wlazłego siatkarze PGE Skry Bełchatów. Niezłe spotkanie rozegrał Szymon Romać, który coraz pewniej czuje się na boisku. Atakujący zdobył 12 punktów przy 77 procentach skuteczności w ataku. MVP spotkania mógł być jednak tylko jeden – Bartosz Bednorz. Przyjmujący był najczęściej punktującym siatkarzem meczu (17 razy) i jednocześnie przyjmował z 56 procentami skuteczności.

Choć MKS kilka tygodni temu sprowadził jako wzmocnienie przyjęcia Jana Klobucara, to wydaje się, że problemem obecnie 12. zespołu PlusLigi nie jest defensywa (w której wygrał z bełchatowianami), ale brak skuteczności ataku. Jak na razie Rafael Araujo nie przypomina siebie z poprzedniego sezonu, kiedy potrafił wygrywać mecze niemalże w pojedynkę (w spotkaniu ze Skrą zdobył 2 punkty), a Marcin Waliński nie gra jeszcze na tyle stabilnie, by w każdym meczu imponować zdobyczą punktową (tym razem zdobył tylko 5 punktów).

MKS Będzin – PGE Skra Bełchatów 0:3 (17:25, 14:25, 21:25)

Kto nie wygrywa 3:0, kiedy prowadzi 2:0, ten przegrywa 2:3 – ta siatkarska dewiza sprawdziła się w przypadku spotkania Cuprum Lubin z Treflem Gdańsk. Zespół gospodarzy może żałować, ponieważ ogrom waleczności pokazywał od samego początku meczu (pierwszy set wygrany 40:38) aż do jego końca (porażka w tie-breaku 14:16).

Zwycięstwo Trefla opierało się w dużej mierze na skuteczniejszym bloku (10:2) i lepszym ataku (59 procent do 46). Cuprum było lepsze w defensywie (43 do 41 procent) oraz zagrywce (10:6). Tradycyjnie ofensywa gospodarzy opierała się na Łukaszu Kaczmarku (27/66 w ataku, 30 punktów), natomiast gdańszczanie mieli dwóch bohaterów – Damiana Schulza (który coraz lepiej gra z TJ-em Sandersem, 36 punktów w meczu) oraz Artura Szalpuka (28 punktów).

Dzięki dwóm dodatkowym punktom w tabeli zespół z Gdańska awansował na 3. miejsce PlusLigi, podczas gdy Cuprum jest na 10. pozycji.

Cuprum Lubin – Trefl Gdańsk 2:3 (40:38, 25:19, 18:25, 18:25, 14:16)

Z jeszcze nie tak dawno połowy stawki do najlepszej czwórki zestawiania awansowała Asseco Resovia Rzeszów, która w 11. kolejce pokonała Łuczniczkę Bydgoszcz 3:1.

Michał Kędzierski czuje się na boisku coraz pewniej, co widać w sposobie rozłożenia ataku Resovii. Jakub Jarosz, Thibault Rossard oraz Aleksander Śliwka punktowali kolejno 16, 14 i 14 razy. Dobre spotkanie rozegrał również Bartłomiej Lemański (9 punktów, 78 procent w ofensywie) 

Taktyka Łuczniczki wyglądała nieco inaczej – w dużej mierze aktywność ofensywna zespołu oparta była na Bartoszu Filipiaku (24/49, 5 punktów z zagrywki, 2 w bloku). 

Bydgoszczanie zajmują obecnie 14. miejsce na 16 zespołów PlusLigi.

Łuczniczka Bydgoszcz – Asseco Resovia Rzeszów 1:3 (23:25, 21:25, 25:22, 17:25)

Sporo kontrowersji wzbudził mecz Czarnych Radom z AZS-em Olsztyn, a to nie tylko za sprawą niespodziewanej wygranej gospodarzy, ale kolejnych problemów przy wideoweryfikacji. Trener Roberto Santilli przy stanie 2:0 i 7:5 dla miejscowych poprosił o challenge. Jak się okazało, arbitrzy sprawdzili nie tę akcję, o którą ich proszono. Szkoleniowiec jeszcze długo nie mógł się uspokoić – nie pomogła mu w tym również żółta karta. Zadziałała dopiero czerwona i utrata punktu przez jego drużynę.

Nie zmienia to faktu, że zespół Roberta Prygla był lepszy od rywali zarówno w przyjęciu (72 procent do 30), ataku (57 do 46 procent), jak i w zagrywce (7:3) i wygrał to spotkanie zasłużenie.

Cerrad Czarni Radom – Indykpol AZS Olsztyn 3:0 (25:17, 25:20, 27:25)

Jak momentami krucha jest forma Jastrzębskiego Węgla w tym sezonie dobitnie pokazał mecz z ONICO Warszawa. Podopieczni Marka Lebedewa przegrali z zespołem prowadzonym przez Stephane'a Antigę 0:3.

W pierwszym, wygranym przez gospodarzy rozdaniu, stołeczny zespół zdecydowanie lepiej radził sobie w przyjęciu (67 do 37 procent) oraz ataku (58 do 37 procent). Dobrze grał Nikola Gjorgiew, a także Jan Nowakowski. Z seta na set coraz bardziej było widać brak skuteczności ataku po jastrzębskiej stronie. Przez dwie partie Maciej Muzaj grał na około 38 procentach skuteczności (7 punktów) i choć zmieniającemu go Patrykowi Strzeżkowi wzrósł współczynnik dokładności zagrań (do 50 procent), to w kluczowych momentach brakowało kończącego uderzenia (czego dowodem są dwa przegrane na przewagi rozdania). 

Zespół z Górnego Śląska może cieszyć powrót Salvadora Hidalgo Olivy do bardzo dobrej dyspozycji – zdobył 15 punktów przy 58 procentowej skuteczności.

ONICO Warszawa – Jastrzębski Węgiel 3:0 (25:16, 27:25, 28:26)

GKS Katowice przegrał z beniaminkiem PlusLigi, Aluron Virtu Wartą Zawiercie 0:3. Zespół Emanuele Zaniniego zagrał bardzo poprawne spotkanie, mając po swojej stronie dwóch zawodników, którzy błyszczeli indywidualnie – Taichiro Kogę (73 procent dokładności przyjęcia) oraz Hugo de Leona (16 punktów, 64 procent w ataku).

- Jesteśmy przybici mentalnie. Mecze z ligowymi tuzami, czyli ZAKSĄ i Skrą, pokazały nam, że to nie jest moment na równą walkę z nimi. Zawiercianom wystarczyły dwa punkty przewagi w pierwszym secie, by zdominować go całkowicie. Poza tym świetnie radzili sobie w zagrywce i przyjęciu – powiedział po spotkaniu trener katowiczan, Piotr Gruszka.

GKS Katowice – Aluron Virtu Warta Zawiercie 0:3 (10:25, 23:25, 21:25)

Spotkanie ligowych outsiderów z Kielc i Bielska-Białej skończyło się tie-breakiem. Co ciekawe, goście z porażki za trzy punkty wybronili się w czwartym secie, wygrywając na przewagi 27:25. Ostatecznie to oni zwyciężyli w meczu.

- Bardzo wielka szkoda tego meczu i moich zawodników, którzy zostawili dzisiaj dużo serca na boisku. Pracowaliśmy ciężko, żeby przygotować się do tego spotkania. Mam nadzieję, że było widać na boisku, że wszyscy walczyli i każdy z nich zostawił cząstkę siebie na parkiecie. Dziękuję im za to, że tak walczyli. Były emocje, iskrzyło pod siatką. Właśnie w takich sytuacjach poznaje się zespół. Ci chłopcy pokazali, że są fajnym zespołem – komentował spotkanie trener kielczan, Wojciech Serafin.

Mimo podziału punktów oba zespoły zamykają tabelę PlusLigi. BBTS jest 15., a kielczanie zajmują 16. pozycję.

Dafi Społem Kielce – BBTS Bielsko-Biała 2:3 (17:25, 25:23, 25:22, 27:29, 10:15)

Więcej o: