GKS Katowice to wielosekcyjny klub ze stolicy Śląska. W poprzednim sezonie drużyna pod jego szyldem była beniaminkiem PlusLigi, a rozgrywki zakończyła na 10. miejscu. Zespół prowadził Piotr Gruszka – 450-krotny reprezentant Polski, który wcześniej doświadczenie zebrał w ciągu roku pracy z BBTS-em Bielsko-Biała. W rozgrywkach reprezentacyjnych był asystentem Ferdinando De Giorgiego, który zajmował się biało-czerwonymi.
Obecnie GKS zajmuje 6. pozycję w siatkarskiej ekstraklasie, a Piotr Gruszka jest jednym z głównych kandydatów do objęcia posady selekcjonera polskiej kadry siatkarzy.
Na przełomie września i listopada doszło do zmiany na stanowisku prezesa GKS-u – wybrany został Marcin Janicki. Jest stabilnie? Cel się nie zmienił?
Dariusz Łyczko: - Jesteśmy w PlusLidze dopiero drugi rok, więc na razie nie stawiamy sobie ambitnych celów sportowych - taka też była umowa z trenerem. Mamy grać jak najlepiej i starać się osiągnąć jak najwyższy wynik, lecz podstawowym warunkiem jest nasze utrzymanie w siatkarskiej ekstraklasie.
Po pierwszym sezonie okazało się, że wiele rzeczy się układa, bo osiągnęliśmy całkiem dobry wynik (10. miejsce rozgrywek – przyp.red.). Po jego zakończeniu dokonaliśmy niewielkich korekt w składzie, na pozycjach, na których wydawało się, że musimy się wzmocnić. Pozyskaliśmy Emanuela Kohuta, Gonzalo Quirogę, Marcina Komendę oraz doświadczonego i będącego po dobrym sezonie Dominika Witczaka.
Po 10. kolejkach PlusLigi jesteśmy na 6. miejscu w tabeli, a ostatnie dwa spotkania graliśmy z bardzo trudnymi przeciwnikami (PGE Skrą Bełchatów oraz ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle – przyp.red.). Mimo wszystko nasze rezultaty wyglądają obiecująco. Jeśli utrzymamy prezentowany przez nas poziom i uda się wyrwać kilka punktów lepszym zespołom, to w mojej ocenie mamy realne szanse na pierwszą ósemkę. Świetnie byłoby jednak zostać w szóstce, bo to otwiera drogę do Pucharu Polski.
W drugim roku waszej obecności w PlusLidze można już mówić o tym, ile katowicka siatkówka zyskała dzięki przejściu z szyldu TKKF do GKS-u?
- TKKF jest klubem z 50-letnią tradycją, ale nie jest tak rozpoznawalny, jak GKS. Badania robione przed strategią sportu, które wykonała Rada Miasta Katowice ewidentnie pokazały, że w stolicy śląska numerem 1 jeśli chodzi o markę jest GKS. Dążono do tego, by stworzyć wielosekcyjny klub, by grało pod jego szyldem wiele dyscyplin i dziś tak właśnie jest. GKS to nie tylko siatkówka i piłka nożna, ale również hokej, szachy, tenis ziemny.
Ten ruch wiele zmienił, ponieważ zainteresowanie mediów i kibiców znaczenie wzrosło. Widać, że istnieje potrzeba siatkówki w Katowicach, a frekwencja w Spodku jest tego potwierdzeniem.
Wydaje się, że wiele zyskaliście zatrudniając trenera, który nie miał wielkiego doświadczenia, bowiem tylko rok pracy w BBTS-ie, ale za to był dobrze rozpoznawalny w środowisku. Podeszliście do współpracy z nim w dużej mierze marketingowo, wiedząc, że w razie czego świetny warsztat ma też pracujący dla was Andrzej Zahorski, czy też już wtedy wierzyliście w to, że Piotr Gruszka jest dojrzałym szkoleniowcem?
- Szczerze mówiąc, to na pierwszym etapie poszukiwania trenera były brane pod uwagę inne nazwiska.
Które?
- Prowadziliśmy rozmowy z Dariuszem Daszkiewiczem, który w tamtym momencie zajmował się Effectorem Kielce. Kiedy pojawiła się kandydatura Piotra Gruszki, to zaczęliśmy ją poważnie rozważać. Nie chodziło nam wyłącznie o doświadczenie trenerskie, ponieważ zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nie jest ono najlepsze - BBTS skończył sezon na końcu tabeli.
Wiedzieliśmy jednak, że jest to człowiek z bardzo dużym doświadczeniem na boisku. Nie zawsze przekłada się to na warsztat trenerski, ale intuicyjnie czuliśmy, że wszystko będzie w porządku. Wierzyliśmy, że skoro wygrał tyle spotkań i uczył się od tak wielu trenerów, to w końcu się to opłaci. Był on także osobą rozpoznawalną i jego nazwisko przyciągało. Od strony marketingowej był to dla nas dobry ruch, ponieważ wokół siatkarskiej GieKSy zrobiło się wiele szumu medialnego, co dla beniaminka było bardzo cenne. Proszę pamiętać, że siatkówki w Katowicach na tym poziomie nie było od 50 lat.
Danie szansy się opłaciło. Piotr Gruszka bardzo dojrzał.
- Zdecydowanie tak, co widać również przez to, że zaczął współpracę z Ferdinando De Giorgim w kadrze.
Teraz Piotr Gruszka jest samodzielnym kandydatem na selekcjonera reprezentacji Polski. Ostatnim razem Polski Związek Piłki Siatkowej wymagał rozbratu trenera drużyny narodowej z klubem. Nie obawiacie się, że mimo ważnego kontraktu (umowa Piotra Gruszki z GKS-em obowiązuje do 2019 roku – przyp.red.) możecie stracić szkoleniowca?
- Będzie to problem i jeszcze nie rozmawialiśmy z trenerem na ten temat. Nie posiadamy oficjalnej wiedzy, że złożył aplikację na stanowisko selekcjonera reprezentacji – czekamy na to, jak rozwinie się sytuacja. W momencie, kiedy wybór padnie na Piotra Gruszkę, będziemy musieli rozważyć wszystkie opcje. W przepisach nie ma zapisu o tym, że szkoleniowiec nie może być selekcjonerem reprezentacji i jednocześnie prowadzić drużyny narodowej.
Jest to pewnego rodzaju konflikt i problem, ponieważ trener kadry musi spędzić sporo czasu z zawodnikami. Będziemy się zastanawiać, co z tym fantem zrobić. Nie ukrywam, że już o tym myślimy.
Wam jako klubowi przeszkadzałoby to, że ewentualnie stałby się samodzielnym trenerem kadry?
- Musielibyśmy to przemyśleć, ponieważ wszystko opierałoby się na zaangażowaniu. Jeśli znalibyśmy kalendarz i wiedzielibyśmy, jak to wszystko rozłożyć w perspektywie czasowej, to moglibyśmy podjąć rozmowy – byłby trenerem kadry, ale jednocześnie pod swoją nieobecność współpracowałby z drugim szkoleniowcem GKS-u.
Tak było w tym roku, kiedy był asystentem.
- Z przygotowaniami wystartowaliśmy 1 sierpnia, więc nie było go miesiąc z „groszem”. Nie było z tym problemu. W dłuższej perspektywie musielibyśmy jednak wszystko przemyśleć.