Siatkówka. Aleksander Śliwka: Emocje związane z reprezentacją już dawno minęły. Tylko ode mnie zależy gdzie znajdę się za parę lat

- Z pewnością miło byłoby zagrać jeszcze obok Artura w biało czerwonej koszulce, jednak wcześniej musimy włożyć dużo serca i zaangażowania w dążeniu do bycia jak najlepszym - mówi w rozmowie ze Sport.pl przyjmujący reprezentacji Polski i Asseco Resovii Rzeszów, Aleksander Śliwka.

Bardzo szybko po debiucie w kadrze (pierwsze spotkanie Ligi Światowej z Brazylią) Aleksander Śliwka był kreowany na nową gwiazdę polskiego zespołu. Po tamtym meczu nie dostawał jednak wielu szans na grę, a nawet jeśli pokazywał się na parkiecie, to tylko na chwilę. Ostatecznie nie dostał powołania na mistrzostwa Europy. Pojechali na nie Rafał Buszek, Michał Kubiak, Bartosz Kurek oraz Artur Szalpuk.

Po sezonie ligowym spędzonym w Olsztynie, gdzie młody przyjmujący miał szansę się odbudować, wrócił do Asseco Resovii Rzeszów, która wciąż była właścicielem jego kontraktu. Jego powrót do klubu z Podkarpacia był niewiadomą, ale Śliwka na razie świetnie sobie radzi. Jest liderem przyjęcia (odbierał piłkę 130 razy – najwięcej ze swojego zespołu) i niejednokrotnie potrafił przejmować na siebie ciężar lewego ataku.

Sara Kalisz: Choć miał pan różne myśli odnośnie do powrotu do Resovii, to chyba warto było wejść do tej samej rzeki?

Aleksander Śliwka: - Obecnie jestem zadowolony z rozwoju sytuacji, ciężko pracujemy na treningach, wypracowujemy swoją boiskową tożsamość. Atmosfera w klubie jest świetna, jednak na ostateczną ocenę przyjdzie czas po sezonie.

Jaki odchodził pan z Resovii do AZS-u, a jaki czuje się pan w niej teraz?

- Na pewno wiele rzeczy zrozumiałem od tego czasu i podchodzę do nich inaczej. Mam więcej cierpliwości do samego siebie, chociaż zdaję sobie sprawę, że jeszcze długa droga przede mną. Aby wejść na wyższy poziom nie ma innej ścieżki, jak praca nad sobą.

Spodziewał się pan, że mimo wszystko Resovii będzie trudno na początku sezonu? Wymęczone zwycięstwo z Jastrzębskim Węglem, porażki ze Skrą i ZAKSĄ, a także przeciętny mecz z BBTS-em - tak gracie na starcie PlusLigi.

- Tak, jak wcześniej wspomniałem nasza gra dopiero się zazębia, uczymy się współpracować i realizować założenia taktyczne, aby lepiej funkcjonować jako zespół. Większość drużyn mocno faluje na początku ligi i my na pewno nie panikujemy. Trener ma plan, którego się trzymamy i wraz z biegiem sezonu będziemy wyglądać coraz mocniej.

Nie grał pan w Resovii w zeszłym sezonie, ale przeciwko niej. Tamten zespół określany był jako kadrowa niewiadoma - nigdy nie można było przewidzieć, kto wystąpi na parkiecie. Widzi pan oś spójności pod tym względem u Roberto Serniottiego? Macie podział na pierwszy i drugi zespół, czy nadal rządzi czternastka?

-  W dotychczasowych spotkaniach na boisko wychodziła bardzo podobna szóstka, co nie znaczy jednak, że trener nie dokona paru zmian w nadchodzących meczach. Mamy wyrównany zespół, każdy może wejść na parkiet i pomóc drużynie w zwycięstwie. Na papierze skład jest słabszy niż w poprzednich latach, ale może to będzie naszym atutem?

Roberto Serniotti poprowadził swój poprzedni zespół do Final Four Ligi Mistrzów, co oznacza, że linia tworzenia przez niego drużyny musi być wyjątkowa. Co według pana ją najbardziej charakteryzuje?

-  Roberto jest świetnym strategiem i z pewnością ma pomysł na naszą drużynę. Ufamy mu, gdyż wiemy, jakie sukcesy odnosił wcześniej i ile wnosi jego ogromne doświadczenie. Wyzwaniem było dla niego poznanie nas wszystkich, a także specyfiki rozgrywek w Polsce. Myślę, że znaleźliśmy już wspólny język i wszyscy idziemy w jednym kierunku.

W poprzednich sezonach Resovia potrafiła przegrywać całe sety zagrywką. Jak w tej chwili nad tym pracujecie, by nie było tak źle?

- Wiele pracujemy nad wszystkimi elementami, a także połączeniem ich w całość w grze. Trener jest otwarty również na nasze sugestie odnośnie do treningu, zawodnicy mogą dodatkowo indywidualnie pracować nad swoimi mankamentami. Po meczu w Bełchatowie poprawiliśmy zagrywkę w kolejnym spotkaniu, co na pewno cieszy.

W które miejsce celuje pana zespół w tym sezonie?

-  Resovia zawsze walczy o najwyższe cele i myślę, że to się nie zmieniło. W każdym spotkaniu wychodzimy po zwycięstwo. Konkretny cel będziemy mogli sobie założyć po jakimś czasie, w tym momencie skupiamy się na kolejnym starciu.

Czuje pan, że stanowicie lepszą Resovię niż 2 lata temu czy nawet rok temu - kiedy grę mógł pan obserwować z boku?

-  Na tego typu porównania przyjdzie czas po zakończeniu rozgrywek, to całkiem nowa drużyna i jest zdecydowanie za wcześnie na oceny. Drugą sprawą jest to, że porównywać będą kibice czy dziennikarze, my skupiamy się na grze i treningach.

Jeszcze kilka miesięcy temu pana sytuacja była inna. Kiedy pytałam Macieja Muzaja o to, co czuł po sezonie reprezentacyjnym przy braku możliwości gry w mistrzostwach Europy, odpowiedział, że był na siebie zły i ma wiele do udowodnienia. W panu też były podobne emocje?

- Emocje związane z reprezentacją już dawno minęły, mam nowe cele do zrealizowania i nie patrzę wstecz. Wiele się nauczyłem przez ten okres i postaram się to wykorzystać w klubie. Wierzę, że ciężka praca da zamierzone efekty.

Rozmawialiśmy po świetnym meczu z Brazylią w Lidze Światowej, po którym od razu okrzyknięto pana gwiazdą. Szans jednak nie dostawał pan po nim wiele. Dlaczego?

- Wszedłem w tym meczu jako zmiennik i z pomocą drużyny skończyłem parę piłek. Czasami zbyt szybko przypina się łatki tak, jak było w tym momencie. Ja starałem się od tego odciąć i robić swoje, pracować. Trener sprawdzał różnych zawodników, próbował ustawień. Cieszę się z debiutu w reprezentacji, było to moim marzeniem.

Przed sezonem Ferdinando De Giorgi mówił, że będzie stawiał na młodość. Na linii mety przygotowań przed mistrzostwami wybrał Rafała Buszka mimo że ten nie grał wielkich zawodów. Bardzo się pan zawiódł, czy wiedział pan, że jeszcze masz czas?

-  Pierwszym celem reprezentacji był jak najlepszy wynik na mistrzostwach Europy. W trakcie całego sezonu kadrowego kilku zawodników zaliczyło debiuty z orzełkiem na piersi. Niektórzy młodsi zawodnicy wskakiwali nawet do pierwszej szóstki. Przed najważniejszym turniejem trener wybrał graczy, którzy według niego byli na ten moment najlepsi. Jedyne co mogłem zrobić to zacisnąć zęby i pracować ciężej.

Gra pan dobrze, Artur Szalpuk świetnie radzi sobie w Gdańsku, a Bartosz Bednorz w Skrze. Czuje pan, że ten sezon może być przełomowy dla polskiego przyjęcia w kontekście kadry?

- Na pewno każdy z nas ma ambicje i dąży do tego, aby znaleźć się w reprezentacji. Trzeba jednak podejść do tego ze spokojem i chłodną głową, sezon dopiero się rozpoczął - dużo przed nami. W Polsce jest wielu przyjmujących na wysokim poziomie i rywalizacja jest spora. Z pewnością miło byłoby zagrać jeszcze obok Artura w biało czerwonej koszulce, jednak wcześniej musimy włożyć dużo serca i zaangażowania w dążeniu do bycia jak najlepszym.

Czuje się pan nadal "młody i perspektywiczny" czy w świetle tego, ile zmieniło się wokół pana w ciągu ostatnich miesięcy autointerpretacja jest trochę inna?

- Nie uważam, że wiele się zmieniło w ciągu ostatnich miesięcy. Jak już wspomniałem, łatki przypinają inni, ja każdego roku wymagam od siebie więcej, abym mógł się rozwijać. Mam 22 lata i jeszcze dużo grania przede mną, lecz tylko ode mnie zależy gdzie znajdę się za parę lat.