Siatkówka. "Zamknij oczy i myśl o Tokio" sposobem na kadrę?

Niepowodzenie kadry na mistrzostwach Europy dla wielu jest podstawą do natychmiastowej wymiany trenera i zmian w samym zespole. Może jednak warto się zastanowić, co do tej pory było większym sprzymierzeńcem siatkówki - pośpiech czy czas?

Kiedy kilka miesięcy temu ZAKSA broniła tytułu mistrzowskiego PlusLigi, większość ekspertów nie mogła się doczekać pracy Ferdinando De Giorgiego z kadrą. Mówiono o jego surowym podejściu – podporządkowaniu się pracy, regułom panującym w zespole i o całkowitym zaufaniu w relacji zawodnik-trener. Wielokrotnie zaznaczano, że w zespole nie było wcześniej dyscypliny koniecznej do sukcesu. Gdy się pojawiła, gracze chórem stwierdzili, że jest ona najwłaściwszym kierunkiem, który mogli obrać.

Argument przemawiający za zatrudnieniem Włocha stał się ostatnio podstawą do jego zwolnienia, bo według niektórych polscy siatkarze byli przetrenowani. Statystyczny czas pracy szkoleniowca klubowego przed sezonem wynosi 2,5 miesiąca, czyli 10 tygodni. Ferdinando De Giorgi na spokojny trening dostał z tego nieco ponad połowę. W innych warunkach – to prawda, ale nie zapominajmy, że dodatkowo zawodnicy uczyli się jego i on poznawał swoich siatkarzy (a trudności się zdarzają nawet u medalistów – kadra Niemiec najpierw przegrała awans do MŚ, by później zdobyć srebro ME).

Na sukcesach się nie uczy – na błędach owszem

Czy można sięgnąć dwa razy po mistrzostwo Polski, a w drugim sezonie dodatkowo wywalczyć krajowy Puchar niemalże tym samym zespołem? Można, trener De Giorgi bez większych problemów zrobił to w ZAKSIE. Zwycięski skład się zmienia? Nie. Dotychczas Włoch był szkoleniowcem klubowym, o czym wiedziano kiedy go zatrudniano. W reprezentacji znaleźli się Paweł Zatorski, Rafał Buszek, Mateusz Bieniek, Łukasz Wiśniewski i Dawid Konarski. Czy mogło dziwić wybieranie tego, co znane i sprawdzone przez dwa lata? Z perspektywy pracy selekcjonera pewnie i tak, ale z perspektywy człowieka już trochę mniej.

Popełniono błędy. Dawid Konarski ewidentnie nie trafił z formą na mistrzostwa Europy, a dwa tygodnie wcześniej podczas Memoriału Huberta Jerzego Wagnera potrafił punktować na prawym skrzydle z 70 procentową skutecznością, podkreślając niemrawość przyjmujących w ofensywie.

Kolejny mankament – brak bloku. Do dziś nie wiadomo, dlaczego w kadrze nie znaleźli się jedni z najlepszych blokujących PlusLigi – Mateusz Sacharewicz, Krzysztof Rejno, Grzegorz Kosok czy doświadczony Marcin Możdżonek. Czy blok 211 cm i 217 cm nie dawałby szans na lepszą grę na siatce?

Pytano, dlaczego nie De Giorgi nie powołał Aleksandra Śliwki (zagrał raz dobrze na stracie Ligi Światowej, a później było dużo gorzej, choć miał świetny moment w towarzyskim meczu z Rosją). Zarzuty można mnożyć, ale i potencjalnych tłumaczeń jest kilka. Fefe zaryzykował na jednej pozycji – na ataku, na którym niespodziewanie odpalił mu Łukasz Kaczmarek. Na zmiennika Konarskiego szykowany był Maciej Muzaj, ale to Kaczmarek świetnie zagrał w ostatnim meczu Memoriału. Śliwka po pierwszym spotkaniu Polska – Brazylia nie dostawał wielu szans, a nawet jeśli je otrzymywał, to ich nie wykorzystywał do czasu lepszej postawy w walce ze Sborną. Czy przekonał w stu procentach? Nie.

Słowa równie głośne, jak czyny

O ile przy dobrej woli można zrozumieć sam wynik na mistrzostwach i jego przyczyny (brak Karola Kłosa, Mateusza Miki, Piotra Nowakowskiego, sezon poolimpijski, wprowadzenie młodych Lemańskiego, Kochanowskiego, Kaczmarka), to tłumaczenie brzmiące: „nie wiem, czyja to wina i nie wiem, gdzie jest błąd” jest strzałem w stopę.

Kibic przychodzący na mecz chce emocji, nie poczucia zmarnowanego czasu. Jeśli z meczu wychodzi obejrzawszy porażkę w słabym stylu, to czy należy prosić go po raz kolejny, by wyciągnął rękę? On już raz to zrobił. Jeśli przyjdzie na kolejne spotkanie, to chwała mu za to, bo zachował wiarę, ale nie każdy uczestnik sportowego widowiska tak postąpi.

Co prędzej przekona go do ponownego wstąpienia do hali – brak winnych, czy przyznanie: tak, popełniliśmy błędy w tych konkretnych miejscach, mamy na to plan, bierzemy odpowiedzialność za osiągnięty wynik i za drużynę - nasz apel kierujemy przede wszystkim do siebie samych, bo wiemy, co zrobić, by rezultat się nie powtórzył. W innym przypadku linia ofensywny oparta na niewiedzy zawsze staje się niesmaczną defensywą.

„Zamknąć oczy i myśleć o Tokio”?

Po odpadnięciu z igrzysk olimpijskich w Rio każdy chciał zmiany. Zapowiadano (odważnie, po raz pierwszy od długiego czasu) powrót przyszłościowego myślenia opartego na celu czteroletnim. (dobrą jego realizacją w ostatnim czasie jest kadra Francji, która ze średniaka od 2012 roku pod okiem Laurenta Tillie pięła się w górę mimo że przez pierwsze lata współpracy nie przywiozła medalu). Minął maj, czerwiec, lipiec i sierpień i to tym już zapomniano. Znów patrzy się biało-czarno: jest lub nie ma sukcesu.

Ten sezon jako jedyny zachowuje bufor bezpieczeństwa dla sztabu szkoleniowego. Za rok polska kadra będzie bronić złota na mistrzostwach świata i, o ile nic się nie stanie, to przyjęcie będzie miała mocniejsze (Kurek pogra na nim dłużej niż trzy miesiące, a Mika będzie zdrowy), złoci juniorzy okrzepną w lidze, nie będzie można popełnić tych samych błędów tłumacząc się roszadami i odpadnie argument wzajemnej nieznajomości (personalno-środowiskowej, w końcu ktoś zatrudnił trenera bez reprezentacyjnego doświadczenia). Rok później dodatkowo pojawi się Wilfredo Leon.

Straciliśmy szansę na medal mistrzostw Europy i to boli, ale może warto już teraz zacząć myśleć o Tokio jako o docelowej imprezie? W ostatnich 10 latach trenerów zwalniano po jednej imprezie rangi mistrzowskiej bez sukcesu. Mimo wysokiego miejsca w rankingu FIVB potentatem od jakiegoś czasu nie jesteśmy. Czy z dzisiejszej perspektywy o Lozano, Castellanim czy Anastasim można powiedzieć, że są słabymi szkoleniowcami? Ba, niektórzy byli ponownie brani pod uwagę jako kandydaci na selekcjonerów w naszym kraju. Jeśli jednak znów pośpiech będzie najlepszym doradcą, to za kilka lat ławka fachowców dla Polski zniknie, bo wszyscy dobrowolnie będą przyglądać się poczynaniom Związku z ławki rezerwowych.

Więcej o: