ME siatkarzy 2017. Estonia - Serbia 2:3. Sensacja w polskiej grupie była blisko

W światowym rankingu zajmują 32. miejsce, zaraz za Kamerunem. A Michał Kubiak lubi mawiać, że jak nie będziemy grać swojej siatkówki, to właśnie nawet z Kamerunem możemy mieć problemy. W sobotę w Gdańsku swojej siatkówki nie zagrali Serbowie. A że trafili na Estonię, która zagrała świetnie, to męczyli się okropnie i w drugiej kolejce grupy A polskich ME wygrali tylko 3:2 (25:23, 16:25, 21:25, 25:20, 15:12)

W czwartek Serbia gładko pokonała Polskę 3:0 na Stadionie Narodowym w Warszawie, a Estonia przegrała w Gdańsku z Finlandią 2:3. Już tamten wynik dla rankingowo najsłabszej drużyny grupy A był niezły. Teraz zawodnicy Gheorghego Cretu przez prawie trzy godziny pięknie walczyli z rywalem typowanym do złota.

Już pierwsza partia meczu pokazała, że wspierani przez około pięć tysięcy swoich fantastycznych fanów „Eeesti” mają wielkie serca do gry. Serbowie wygrali do 23, dzięki lepszej końcówce. Zawodził lider estońskiego ataku. Oliver Venno zdobył tylko jeden punkt, miał słabiutką, 17-procentową skuteczność (1/6).

Doświadczony Cretu szybko postanowił sprawdzić, jak poradzi sobie Renee Teppan. I to był świetny ruch – 23-latek, który w nowym sezonie zagra we włoskim Trentino, w partii drugiej i trzeciej zdobył w sumie osiem punktów (na 17 ataków), w całym meczu miał 17 punktowych zbić (na 33, 52 proc. skuteczności), był jedną z dwóch armat zespołu, obok Roberta Tahta. Przyjmujący Cuprumu Lubin, jak przystało na lidera zespołu, poziom trzymał od początku do końca – zdobył w meczu 14 punktów atakiem, przy bardzo dobrzej, 58-procentowej skuteczności (14/24), do tego dołożył asa serwisowego i cztery punktowe bloki.

Właśnie blokiem Estończycy grali świetnie – już w pierwszym secie wygrali w tym elemencie 3:2, a w kolejnych partiach zdeklasowali Serbów, wygrywając 6:0, 3:0 i 3:0. Dopiero w tie-breaku ich ściana się rozpadła, a serbska wreszcie wyrosła (0:3).

Długo efektowne „czapy” na Aleksandarze Atanasijeviciu czy Drażenie Luburiciu fantastycznie przyjmowali estońscy kibice – pohukując i wymachując złączonymi rękami, jakby oni również zatrzymywali atak przeciwnika.

W Ergo Arenie Estończycy każdy punkt swojej ekipy fetowali tak, jakby już dawał co najmniej wygranie seta. Szkoda, że po tie-breaku gorąco dziękowali swej drużynie tylko za znakomitą postawę, a nie za zwycięstwo. Takie byłoby chyba największym sukcesem w historii estońskiej siatkówki. Jeszcze dwa miesiące temu kadra Cretu grała w trzeciej dywizji Ligi Światowej. Wygrywając ją, zapewniła sobie 25. miejsce w rozgrywkach. Serbia skończyła je na piątej pozycji, w rankingu FIVB plasuje się o 21 miejsc wyżej – na pozycji 11. Na pewno w sobotę zespół Grbicia był trochę zbyt pewny siebie, ale też z pewnością nie można uznać, że tylko dlatego mecz trwał tak długo. Estończycy walczą pięknie, są zjednoczeni i teraz na pewno mają jeszcze więcej wiary, że stać ich na niespodziankę. Dlaczego nie we wtorkowym spotkaniu z Polską?