Mistrzostwa Europy. Srećko Lisinac: Trener pokazał nam, że wierzy w każdego gracza

Bezbłędni Serbowie pokonali Polaków w meczu otwarcia mistrzostw Europy 2017 na Stadionie Narodowym w Warszawie. Jednym z bohaterów spotkania był znany z gry w PGE Skrze Bełchatów Srećko Lisinac, który skutecznie radził sobie z biało-czerwonymi na siatce.

- Trzy lata temu również byliśmy pewni siebie, ale nie mieliśmy po swojej stronie aż tak dużego doświadczenia. Teraz je mamy; rozegraliśmy kilka meczów z bardzo silnymi rywalami, co przełożyło się na spotkanie otwarcia. Nie zmienia to faktu, że podchodziliśmy do niego, jak do każdego innego startu turnieju. Nasze przygotowania od samego początku były bardzo wymagające – mówi po pierwszym meczu reprezentacji Serbii w mistrzostwach Europy środkowy zespołu, znany z PGE Skry Bełchatów Srećko Lisinac.

Podopieczni trenera Nikoli Grbicia byli zdecydowanie lepsi od biało-czerwonych. Punkty z pola serwisowego zdobywali seriami, świetnie radzili sobie w bloku, nie mając równych na lewym skrzydle. Tak wymagający obiekt, którym jest Stadion Narodowy w Warszawie, również nie stanowił dla nich większej przeszkody.

- Wiedzieliśmy, że na Stadionie Narodowym będzie bardzo ciężko grać i robiliśmy wszystko, by nie powtórzyć błędów, które popełniliśmy trzy lata temu. Mamy jeden cel – chcemy pokazać nasz pełny potencjał – dodaje Serb. - Było nam ciężko, ponieważ Marko Ivović nie był z nami, choć został bardzo dobrze zastąpiony. To była trudna sytuacja – ktoś przygotowuje się pod dany turniej, układa się pod niego grę, nastawia drużynę na wspólną walkę, a później okazuje się, że na dzień przed ogłoszeniem kadry kontuzja eliminuje go z mistrzostw – podkreśla środkowy. - Trochę stresowaliśmy się tym, że nie było tego przyjmującego z nami i odczuwaliśmy spory żal. Było nam ciężko, bo wiedzieliśmy, że jeden z naszych najlepszych, jak nie najlepszy zawodnik, nie będzie w stanie zagrać tego turnieju razem z nami. To jest jednak sport – przyznaje Lisinac.

Pytany o to, jak Nikola Grbić poradził sobie z kontuzją Ivovica i jak zbudował przekonanie w kadrze, że mimo niej dadzą sobie radę, mówi, że podstawą były ich wzajemne relacje. - Trener pokazał nam, że wierzy w każdego gracza, i że ma plan awaryjny. Zbudował między nami zaufanie – podkreśla 25-latek.

- Nie czułem się faworytem meczu z drużyną, która za sobą miała 60 tysięcy ludzi. Dzięki temu zwycięstwu jesteśmy jeszcze bardziej pewni siebie i cieszymy się, że mogliśmy pokazać na boisku całą naszą pracę z przygotowań – kończy środkowy Skry.