Mistrzostwa Europy. Rafał Buszek: Każdy wciąż myśli o tym, by wygrać turniej

- Bardzo ciężko byłoby wyciągać jakiekolwiek pozytywy po spotkaniu, które przegrało się 0:3 - mówi po pierwszym pojedynku reprezentacji Polski na rozpoczętych w czwartek mistrzostwach Europy przyjmujący kadry, Rafał Buszek. Zespół prowadzony przez Ferdinando De Giorgiego przegrał mecz z Serbią 0:3.

Brak zmian przez dwa pierwsze przegrane sety, niewidoczny Łukasz Wiśniewski, który wykonał tylko trzy zagrania przez 2/3 meczu, Bartosz Kurek z kłopotami w przyjęciu i Dawid Konarski nie kończący najważniejszych piłek – obraz gry Polaków w pierwszym meczu mistrzostw Europy nie malował się najlepiej.

Przez podopiecznymi Ferdinando De Giorgiego dwa kolejne spotkania w grupie - w sobotę zmierzą się z Finami, a w poniedziałek z Estonią.

Zawsze na boisku i poza nim był pan oazą spokoju. Wynik meczu z Serbią również sytuuje pana w tej samej pozycji?

Rafał Buszek: - Na pewno nie jestem zadowolony z tego, jak rozpoczęliśmy turniej mistrzostw Europy 2017. Nie wolno jednak zapomnieć, że to było dopiero pierwsze spotkanie polskiej reprezentacji podczas imprezy i przed nią jeszcze bardzo dużo grania. Mam nadzieję, że będziemy walczyć do końca, a pojedynek z Serbami to po prostu jedynie mały falstart.

Mieliście jednak momenty, kiedy prowadziliście trzema punktami, a nagle wasza gra się załamywała. Co to może oznaczać?

- To prawda – trzeba zauważyć, że w czwartek bardzo dobrze rozpoczynaliśmy zarówno pierwszego, jak i drugiego seta. Niestety, już od mniej więcej połowy partii Serbowie zaczynali grać swoją, mocną siatkówkę i wychodzili na prowadzenie. Nie da się ukryć, że zasłużenie wygrali mecz na Stadionie Narodowym w Warszawie. Można powiedzieć, że kontrolowali go w każdej minucie.

Świadomość gry kolejnych spotkań z nie należącymi do europejskiej czołówki zespołami zostawia wam spokojne głowy mimo porażki?

- Na pewno każdy z nas myśli o tym, że musimy wyjść z grupy. Nie wyobrażam sobie nawet innej sytuacji! Mimo porażki patrzę pozytywnie na dalszą część turnieju.

Jakiś element gry napawa pana szczególnym optymizmem?

- Po czwartkowym meczu? Oj, bardzo ciężko byłoby wyciągać jakiekolwiek pozytywy po spotkaniu, które przegrało się 0:3.

Nie za mało było zmian? Dopiero w trzecim secie Łukasz Kaczmarek dostał więcej szans i je wykorzystał – odrobił cztery punkty.

- Trudno stwierdzić, czy było czegoś za mało bądź za dużo. Tak po prostu zgraliśmy. Ten pojedynek kompletnie nam nie wyszedł, nie jesteśmy zadowoleni z jego wyniku i z tego, jak to wszystko wyglądało. Każdy wyobrażał sobie, że wynik będzie odwrócony, a ostatecznie mecz otwarcia przegraliśmy dość gładko.

Stadion Narodowy mógł przytłoczyć tych z was, którzy nie grali na nim trzy lata temu? Została was tylko piątka.

- Myślę, że nie, ponieważ granie na takim obiekcie to fantastyczne przeżycie. Wielka publiczność, szczególne sportowo miejsce powodowały, że każdy chciał w tym miejscu był i pokazać się z jak najlepszej strony.

Po Lidze Światowej mówiło się, że macie wiele do udowodnienia kibicom, ekspertom i sobie samym. Teraz macie jeszcze więcej?

- Gramy u siebie, w każdym meczu będziemy walczyć przed własną publicznością i prawda jest taka, że każdy wciąż myśli o tym, by wygrać trwające mistrzostwa Europy.

Zobacz wideo
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.