Siatkówka. Paweł Zatorski: W Ferdinando De Giorgim niewiele się zmieniło. Nikt z nas nie zwątpił ani przez chwilę.

Polska reprezentacja siatkarzy obecnie przygotowuje się w Spale do nadchodzących mistrzostw Europy. - Jako kadra w tej chwili może jesteśmy trochę niżej, niż poziom światowy, ale aspirujemy do czołówki i robimy wszystko, by dorównać mocnym i najlepszym drużynom globu. Zasady panujące u trenera i forma przygotowań niewiele różnią się od tego, co znam z klubu, a kwestia akceptacji pracy całej drużyny jest taka sama, jak w ZAKSIE - powiedział Sport.pl libero kadry i zawodnik ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, Paweł Zatorski.

Polscy siatkarze pod wodzą Ferdinando De Giorgiego obecnie trenują w Spale w ramach obozu przygotowawczego przed rozpoczynającymi się pod koniec miesiąca mistrzostwami Europy. Poza kilkoma meczami sparingowymi zespół w dniach 11-13 sierpnia rozegra turniej towarzyski – Memoriał Huberta Jerzego Wagnera w Krakowie – który ma być pierwszym oficjalnym sprawdzianem formy reprezentantów po meczach Ligi Światowej.

 To właśnie czerwcowe zmagania postawiły kilka znaków zapytania odnośnie do formy drużyny narodowej. Siatkarze dobre mecze przeplatali słabymi, ostatecznie nie otrzymując awansu do Final Six imprezy.

 Na jakim etapie przygotowań jest obecnie polska kadra?

Paweł Zatorski: - Jesteśmy już w piątym tygodniu przygotowań, więc mogę powiedzieć, że pierwszy, ciężki czas mamy za sobą. To wszystko przez to, że po krótkiej przerwie musieliśmy wejść z formą fizyczną znów na wysokie obroty, przez co wszystkie poprzednie tygodnie wyglądały stosunkowo podobnie. Ponoć ten ma się nieco różnić przez sparingi, ale nie było w nim wielu zmian.

Czy wykonywaliście już jakieś przygotowania stricte pod mistrzostwa Europy, czy to jeszcze wciąż przed wami?

- Jeszcze nie. Nie koncentrowaliśmy się ani na rywalach, ani na samej imprezie. Trener pracuje w tym momencie wyłącznie nad naszą grą i na tym się aktualnie skupiamy.

Polska publiczność nie oglądała was od Ligi Światowej, a kolejną na to szansę będzie miała z okazji Memoriału Wagnera. Czym dla was jest ta impreza – sprawdzianem przed ME, kolejnym etapem przygotowań czy też regularnym turniejem towarzyskim?

- Niezależnie od tego, że jest to turniej towarzyski, to na pewno przez trenera będziemy nastawieni do niego tak samo, jak do wszystkich pozostałych meczów. Nie ma dla nas różnicy czy jest to impreza towarzyska, czy też o punkty rankingowe. Wiemy, że musimy grać maksymalnie skoncentrowani i na takim poziomie, na jakim umiemy. Wiadomo, że nasza forma nie jest jeszcze optymalna i dopiero za jakiś czas zaczniemy schodzić z obciążeń, ale mimo to musimy walczyć i starać się poprawiać wszystko najszybciej, jak tylko potrafimy.

Zwycięstwa budują drużynę, nawet mistrzów świata.

- Tak, ponieważ fajnie jest wygrywać i dużo łatwiej buduje się wtedy atmosferę w drużynie. Chcemy zwyciężać jak najwięcej i mogę zapewnić, że w Spale trenujemy naprawdę bardzo ciężko. Każdy daje z siebie sto procent i mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości przyniesie to dużo dobrych rzeczy.

Jak bardzo potrzebujecie budowania atmosfery?

- Wydaje mi się, że każda drużyna potrzebuje budowania dobrej atmosfery do tego, żeby grać poprawnie. Nie jesteśmy w tym wyjątkiem. Liczę na to, że koniec końców będzie ona wyglądała zadowalająco.

Ile zmienił w was, jako drużynie, fakt, że niezgodnie z planem odpadliście przed Final Six Ligi Światowej?

- Przerwa, która zwyczajowo następuje po Lidze Światowej, wystąpiła wcześniej. A na poważnie, przez to wszystko wcześniej zaczęliśmy trenować. To oczywiste, że każdy z nas chciał walczyć o najwyższe trofea Ligi Światowej. Jest to prestiżowy turniej, ale dzięki temu, co się stało, mamy teraz więcej czasu w Spale na przygotowania się do kolejnej części sezonu. Mogę zapewnić, że dotychczas zdążyliśmy wykonać naprawdę dużo pracy.

Mówiono, że po tym, jak odpadliście z Ligi Światowej pojawiło się trochę wątpliwości i znaków zapytania, ponieważ forma nie była taka, jakiej sobie życzyliście. To prawda?

- Nie będę się rozwodził - nie interesuje mnie to, co mówili inni. Jeśli chodzi o to, jak pracowaliśmy po Lidze Światowej, to powiem, że wszyscy wyszliśmy na boisko żądni tego, by wykonać jak najlepszą pracę i w stopniu perfekcyjnym przygotować się do mistrzostw Europy. Myślę, że każdy z nas jest na tyle profesjonalistą, że porażki wyłącznie go mobilizują.

Czyli nie było momentu, w którym pojawiła się jakakolwiek wątpliwość w rozpoczynający się wspólny projekt z Ferdinando De Giorgim?

- Myślę, że nikt z nas nie zwątpił ani przez chwilę. Wiemy, jak ciężko pracujemy i wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że tylko w ten sposób możemy osiągnąć wyznaczone cele.

W ZAKSIE Fefe był trenerem natychmiastowego sukcesu, w kadrze rozpoczął z lekkim poślizgiem. To go zmieniło?

- Bardzo doceniam to, że w Ferdinando De Giorgim niewiele się zmieniło. W ZAKSIE stworzyliśmy drużynę, która znajdowała się w ścisłej czołówce ligi. W żadnym z sezonów nie byliśmy jednak murowanym faworytem, ale ciężką pracą wywalczyliśmy sobie to, że w ciągu dwóch lat na krajowych parkietach zdobyliśmy praktycznie wszystko.

Jako kadra w tej chwili może jesteśmy trochę niżej, niż poziom światowy, ale aspirujemy do czołówki i robimy wszystko, by dorównać mocnym i najlepszym drużynom globu. Zasady panujące u trenera i forma przygotowań niewiele różnią się od tego, co znam z klubu, a kwestia akceptacji pracy całej drużyny jest taka sama, jak w ZAKSIE.

Mistrzostwa Europy to impreza-klucz sezonu, czas, w którym drużyna będzie poddana pierwszemu testowi, czy też element drogi do mistrzostw świata?

- Staramy się nie myśleć o mistrzostwach świata i obronie tytułu. Na razie skupiamy się na mistrzostwach Europy. To jest po prostu walka o medal; cel, który jest dla nas niezwykle istotny – tak samo, jak każdy mecz w barwach narodowych. Szukanie w tym głębszego sensu na pewno na nam nie pomoże.

Po Lidze Światowej presja wyniku urosła?

- Ona zawsze jest gdzieś z tyłu głowy. Grając na tym poziomie nieustannie trzeba się z nią liczyć. Myślę, że trener w bardzo dobry sposób nas do niej przygotowuje, ponieważ w czasie treningów sam ją na nas wywołuje.