Siatkówka. Polki złote, a czy już złotka? Magdalena Śliwa: Prawdziwym sprawdzianem będą mistrzostwa Europy

W niedzielę reprezentacja Polski kobiet w finale World Grand Prix II dywizji pokonała Koreanki. Podopieczne Jacka Nawrockiego wygrały 3:0, zdobywając pierwszy medal od igrzysk europejskich w 2015 roku. Niektórzy mówią, że narodziło się pokolenie nowych złotek. Czy ten sukces może być początkiem czegoś większego?

Gra polskiej reprezentacji kobiet w II dywizji World Grand Prix była dla wielu dowodem na kryzys krajowej żeńskiej siatkówki. Mimo upływu lat kibice i eksperci pamiętający zwycięstwa kadry w mistrzostwach Europy w 2003 i 2005 roku apetyt na sukces nadal mają taki sam, nie zawsze pamiętając, że tamto pokolenie w większości przeszło już na sportową emeryturę.

W ostatnim czasie w narodowej drużynie kobiet zwycięstw i medali było mniej. Co bardziej uważni  wspominają 3. miejsce mistrzostw Europy sprzed ośmiu lat, odwołując się do nazwisk, których w zespole dawno już nie ma. Ostatnim krążkiem zdobytym przez polskie siatkarki był srebrny medal igrzysk europejskich w 2015 roku. Przez ostatnie miesiące mimo zmiany pokoleniowej krytyka zespołu nie milkła, szczególnie wtedy, kiedy drużyna prowadzona przez trenera Jacka Nawrockiego drugi raz z rzędu pożegnała się z możliwością gry na mistrzostwach świata.

W fazie grupowej problemem tylko Koreanki

Do zmagań World Grand Prix II dywizji Polki przystąpiły po udanym turnieju w Montreux. Imprezę rozpoczęły bardzo dobrze – pokonały Chorwatki, Kanadyjki i Argentynki, następnie wygrywając również z Peru. Problem pojawił się w pierwszym meczu z Koreankami, w którym uległy rywalkom 1:3. 

W 3. kolejce WGP pewnie zwyciężyły Kolumbię i Kazachstan, jednak w drugim meczu z Koreą ponownie musiały uznać wyższość Azjatek. Mimo dwóch porażek awansowały z 3. miejsca do Final Four, które w miniony weekend odbyło się w Czechach.

Final Four złote

Na pierwszy ogień biało-czerwonym przyszło się mierzyć z Czeszkami. Pojedynek nie był równy – w inaugurującym secie ich rywalki pokonały je na przewagi, lecz w kolejnych Polki mimo początkowych kłopotów wygrywały. Awans do finału dodał im pewności siebie, a zwycięstwo w czterech partiach lekką przewagę – choć w ostatnim meczu miały się spotkać z Koreankami, to te w półfinale rozegrały wymagający pojedynek z Niemkami, w którym wygrały dopiero w tie-breaku.

W niedzielę zespół Jacka Nawrockiego był o klasę lepszy od przeciwniczek. Choć nie zawsze początki setów rozgrywane były na jego korzyść i gra była wyrównana, to dwie pierwsze partie bez większych problemów biało-czerwone zapisały na swoim koncie. Kłopoty pojawiły się w ostatnim secie, kiedy ich rywalki zdobyły kilkupunktową przewagę i nie zamierzały jej stracić. Roszady Jacka Nawrockiego poskutkowały jednak zmianą rytmu gry, wybiciem Koreanek z uderzenia i ostatecznie wygraną Polski 3:0. Zespół sięgnął po swój pierwszy medal od dwóch lat.

- W niedawno zakończonym turnieju dziewczyny nie miały przeciwniczek z wysokiej półki oprócz wspomnianej Korei, która jako jedyna zmusiła je do wspięcia się na wyżyny swoich możliwości. Za niedzielne spotkanie Polki zasłużyły na wielkie brawa, ponieważ był to chyba najlepszy pojedynek w ich wykonaniu w trakcie całej imprezy. Było w nim trochę dramaturgii, szczególnie w trzecim secie, ale siatkarki opanowały emocje, wygrywając 3:0. Wyciągnęły wnioski po wcześniejszych porażkach, a liczba meczów pomogła im w tym, by zaczęły „czuć” grę. Miejmy nadzieję, że dzięki temu uwierzą, że są w stanie wygrywać z mocniejszymi drużynami – ocenia siatkarka pokolenia złotek, a obecnie trener, Magdalena Śliwa. 

Czym jest sukces Polek?

- Jestem bardzo szczęśliwa, ponieważ w finale Polki pokonały zdecydowanie najpoważniejszego przeciwnika w II dywizji. Najważniejsze teraz jest, by dać spokój dziewczynom i trenerowi. Niech uczciwie i dokładnie pracują, a to na pewno przyniesie bardzo dobry efekt. Jestem przekonana, że w tej chwili w kadrze nie ma siatkarek, które  nie chcą dać z siebie wszystkiego, by osiągać kolejne sukcesy – komentuje brązowa medalistka mistrzostw Europy z 2009 roku, Eleonora Dziękiewicz.

- Wiem, że zespół prowadzony przez Jacka Nawrockiego bardzo ciężko pracuje. Szkoleniowiec kadry naprawdę solidnie ćwiczy z dziewczynami i wyniki tej pracy są widoczne. Nasze siatkarki po prostu prezentują się lepiej. Będzie z nich duża pociecha – dodaje były trener kadry i klubowej żeńskiej siatkówki, Wiktor Krebok.

Sukces w World Grand Prix wystarczył, by wielu komentowało złoty medal kadry jako początek nowej drużyny polskich złotek. Czy jednak nie jest zbyt wcześnie, by nie tylko porównywać oba zespoły, ale przede wszystkim nakładać ciężar i presję na wciąż młody skład obecnej reprezentacji? - Jest zdecydowanie za wcześnie. Teraz dziewczyny wygrały II dywizję, ale o poziom wyżej nie da się skoczyć z dnia na dzień. Pamiętajmy o tym, że choćby Malwina Smarzek to bardzo młoda siatkarka i potrzebuje czasu, by osiągnąć szczyt swoich możliwości – mówi trener Krebok.

Podobnego zdania jest Magdalena Śliwa. - W kadrze jest dużo młodych dziewczyn. Mówię tu przede wszystkim o Malwinie Smarzek, która przeżyła swój pierwszy sezon w kadrze jako podstawowy wybór trenera. Martyna Grajber i Agnieszka Kąkolewska już od kilku lat występują w reprezentacji, ale dopiero obecnie rozwinęły skrzydła. Poza tym należy podkreślić wejście do zespołu Moniki Bociek. Fajnie, że „odpaliły” już teraz, ale za wcześnie, by nazywać je nowymi złotkami. Porównując II dywizję WGP z zespołami, które tworzą czołówkę europejską, widać bardzo dużą różnicę w grze. Nie wiadomo, jak wypadłyby Polki na tle najlepszych drużyn. Potrzeba czasu, by wszystko funkcjonowało tak, jak należy. Prawdziwym sprawdzianem dla zespołu będą mistrzostwa Starego Kontynentu. Dziewczyny zrobią wszystko, co w ich mocy, by wypaść na nich jak najlepiej, a my będziemy trzymać za nie kciuki – kończy była rozgrywająca polskiej kadry.

Siatkówka. Wilfredo Leon zagra w reprezentacji Polski? Kadrowicze: "Nie mamy nic przeciwko"

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.