Siatkówka. Kolejne wzmocnienie GKS-u Katowice. Klub sięgnął po mistrza Polski

34-letni atakujący Dominik Witczak zmienia klub. W sezonie 2017/2018 grać będzie w GKS-ie Katowice. Siatkarz podpisał kontrakt na dwa lata.
Dominik Witczak jeszcze w barwach ZAKSy
GRZEGORZ CELEJEWSKI

Dominik Witczak od wielu lat był określany jako solidny ligowy zawodnik, który nie zawsze miał okazję do tego, by pokazać swoje umiejętności. Większość szkoleniowców widziała w nim dobrego zmiennika podstawowych graczy.

Przechodząc do GKS-u Katowice Witczak na pewno szukać będzie większych okazji do gry niż w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle. To może być jednak trudne, ponieważ miejsce pierwszego atakującego w ostatnich latach przypadało Karolowi Butrynowi, który dobrze wywiązywał się z obowiązków ofensywnego lidera drużyny.

- Dominik świetnie wpisuje się w model naszej drużyny. Z jednej strony stawiamy na młodość i na pozycji atakującego mamy Karola Butryna. Z drugiej ważne jest doświadczenie, więc Dominik jest idealnym siatkarzem. Przez ostatni sezon Karol trzymał równą, wysoką formę i oby tak było dalej. Musimy mieć jednak dwóch dobrych graczy na tej pozycji. Przed nami ciężki sezon, bo dwie ostatnie drużyny spadną z PlusLigi, a jedna będzie zagrożona barażem. Myślę, że Dominik jest zawodnikiem, który bardzo pomoże nam utrzymać stabilny poziom przez całe rozgrywki - powiedział menedżer sekcji siatkówki GKS-u Katowice, Dariusz Łyczko.

Przez większość kariery Dominik Witczak związany był z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. W sezonie 2015/2016 został wypożyczony do Asseco Resovii Rzeszów. Dotychczas zdobył trzy złote medale mistrzostw Polski, tyle samo srebrnych i jeden brązowy. Trzykrotnie sięgnął po Puchar Polski; na swoim koncie ma również brąz Ligi Mistrzów z 2008 roku oraz srebro Pucharu CEV.

Jest to trzeci zawodnik, który oficjalnie dołączył do GKS-u Katowice przed sezonem 2017/2018. Wcześniej zrobili to Marcin Komenda (Effector Kielce) oraz Emanuel Kohut (Cerrad Czarni Radom). Z klubu odeszli Marco Falaschi (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Gert Van Walle oraz Michał Błoński.

Zobacz wideo
Więcej o: