Siatkówka. Historyczny sukces Politechniki

AZS Politechnika Warszawska w historycznym meczu 3-2 pokonała białoruski Metallurg Zhlobin i awansowała do kolejnej rundy rozgrywek Challenge Cup! - Nie było to łatwe spotkanie. Nieważny jednak jest styl. Ważna jest wygrana - skomentował libero Damian Wojtaszek. - Teraz czas na Chorwatów - zapowiedział.

- Białorusini postawili twarde warunki. Poprawnie przyjmowali naszą zagrywkę, dobrze radzili sobie w bloku. Musieliśmy sporo się natrudzić, aby ich pokonać - dodał Wojtaszek. - Klub bardzo udanie zadebiutował w międzypaństwowych rozgrywkach. Mamy nadzieję, że zapiszemy się na kartach historii - uśmiechnął się szeroko. - O następnym rywalu jeszcze nic nie wiemy. Z pewnością jednak zdobędziemy materiały na jego temat. Dziś powiedzieć możemy tylko, że w styczniu, dzięki wyjazdowi do Chorwacji, unikniemy kilku dni polskiej zimy - żartował sympatyczny libero.

Mecz pełen był napięcia. Zawodnicy obu drużyn grali nerwowo. Doskonale zdawali sobie sprawę, że kwestia awansu do następnej rundy, mimo wygranej Politechniki na Białorusi, nie jest jeszcze rozstrzygnięta. - Jeżeli przegralibyśmy mecz, w złotym secie mogłoby być różnie - przyznawali "Inżynierowie". - Jesteśmy bardzo zawiedzeni. Zabrakło nam naprawdę niewiele. Tie-break okazał się dla nas pechowy - mówili z kolei gracze ze Zhlobina.

Spotkanie od udanego ataku rozpoczął Paweł Mikołajczak. Goście od razu odpowiedzieli. Po bloku Siarheia Tarasa na Mikołajczaku objęli prowadzenie 3:1. Przewagę tę utrzymali do pierwszej przerwy technicznej. Po wznowieniu gry ostro do pracy zabrali się "Inżynierowie". Za poprzednią niewykorzystaną sytuację zrehabilitował się Mikołajczak. Razem z nim ataki i kontry na punkty zamieniali Wojciech Żaliński i Krzysztof Wierzbowski. "Oczko" dorzucił także rozgrywający, Patrick Steuerwald, który zaskoczył rywali perfekcyjnie wykonaną kiwką; 13:12. Na drugą przerwę na kosmetykę parkietu zespoły sprowadził efektowny blok Wierzbowskiego na Mikalaiu Kachmarou; 16:14. Politechnika grała coraz śmielej. Podopieczni Radosława Panasa ryzykowali w polu zagrywki. Steuerwald coraz częściej "uruchamiał" także środkowych - Marcina Nowaka i Ardo Kreeka. Ci nie zawodzili i popisywali się potężnymi zbiciami. W końcu na lewym skrzydle pomylił się jednak Mikołajczak. Po jego ataku w aut na tablicy był remis po 22. Chwilę później ataku nie skończył także Żaliński. Przyjmujący nadział się na blok wprowadzonego na boisko kilkanaście sekund wcześniej Tsimura Akhrary i Metallurg miał piłkę setową. Radosław Panas poprosił o czas. Uspokoił swoich zawodników i wybił z rytmu konkurentów. Po wznowieniu gry punkt z prawego skrzydła zdobył Wierzbowski, a Kachmarou uderzył w aut. Tym razem to stołeczni mieli setballa; 25:24. Obronili go przyjezdni, którzy chwilę później nie poradzili sobie ze szczelnym blokiem Marcina Nowaka. Dwie ostatnie akcje seta należały właśnie do mierzącego 215 cm środkowego Politechniki. Stołeczni zwyciężyli 27:25.

Druga odsłona rozpoczęła się od zaciętej walki: punkt za punkt. Na skuteczne ataki rywalizowali Paweł Mikołajczak i Ramano Ejame. Przy stanie 6:6 coś zacięło się w grze Politechniki. Warszawianie stracili skuteczność, przestali kończyć akcje. Raz za razem mylili się też w polu zagrywki. Wykorzystywali to Białorusini, którzy konsekwentnie budowali przewagę. Kiedy prowadzili już 15:9, trener Panas Mikołajczaka zastąpił Grzegorzem Szymańskim. Doświadczony atakujący wniósł na boisko dużo pozytywnej energii. Za sprawą bardzo mocnych zagrywek Wojciecha Żalińskiego stołeczni odrobili część strat i przegrywali już tylko trzema "oczkami". Autowy atak Szymańskiego ponownie dał jednak pięć punktów przewagi zespołowi ze Zhlobina; 20:15. Warszawianie nie poddawali się. Za sprawą zagrywek Szymańskiego znowu zbliżyli się do rywali; 23:21 dla Metallurga. W dwóch następnych akcjach musieli jednak uznać wyższość Białorusinów. Partię autowym atakiem zakończył Krzysztof Wierzbowski. 25:21 zwyciężył zespół ze Zhlobina.

Zgromadzeni w hali kibice na początku trzeciego seta ponownie oglądali grę punkt za punkt. Dla Politechniki "oczka" zdobywali Grzegorz Szymański i Ardo Kreek, dla Metallurga - Mikalai Kachmarou i Aliaksandr Elistratov; 9:9. Serię przerwał blok Vadzima Mitsko na Szymańskim; 12:10 dla Metallurga. Trener Panas nie czekał i desygnował na boisko Pawła Mikołajczaka. Chwilę później - po ataku z przechodzącej w wykonaniu Mitsko, przy prowadzeniu rywali 14:11 - dokonał kolejnej zmiany. Na boisku za Krzysztofa Wierzbowskiego pojawił się Maciej Krzywiecki. Politechnika od razu zabrała się za odrabianie strat. Po asie serwisowym Marcina Nowaka przegrywała już tylko jednym "oczkiem". Po autowym zbiciu Krzywieckiego znów jednak traciła do rywali trzy punkty. Radosław Panas wziął czas. Kilka chwil później zmuszony był poprosić o drugą przerwę, jego drużyna po bloku Siarheia Tarasa na Partricku Steuerwaldzie przegrywała już bowiem 16:20. Choć Akademicy bardzo się starali, nie potrafili już odwrócić wyniku. Ostatecznie, po zagrywce w siatkę Marcina Nowaka, przegrali 21:25.

Czwartą odsłonę meczu Politechnika rozpoczęła w takim samym składzie, jak w pierwszej partii. Tak samo jak w pierwszej partii też grę od mocnego uderzenia rozpoczął Paweł Mikołajczak. Jego efektowny atak i as serwisowy dały stołecznym prowadzenie 2:0. Po dwóch autowych zbiciach Aliaksandra Elistratova na tablicy było zaś 7:3 dla Akademików. Przy wyniku 10:5 o czas poprosił trener Metallurga - Ihar Zahortsau. Nie udało mu się wybić z rytmu "Inżynierów". Po powrocie zespołów na boisko kibice byli świadkami niesamowitej akcji. Piłkę w świetnym stylu obronił Patrick Steuerwald, kapitalnie wystawił Paweł Mikołajczak, a akcję sprytnie wykończył Wojciech Żaliński, który splasował w sam środek boiska. Zaraz po tym kontrę ze środka wykorzystał Marcin Nowak i stołeczni prowadzili 14:7. Białorusinom udało się zmniejszyć stratę. Po asie serwisowym wprowadzonego na boisko kilka minut wcześniej Mikhaila Kosacha i autowym ataku Mikołajczaka przegrywali tylko trzema "oczkami"; 21:18 dla Politechniki. Sytuację uspokoić próbował trener Panas. Zatrzymał grę przerwą na żądanie, która od razu przyniosła skutek. Kosach bowiem popsuł zagrywkę i stołeczni mogli zrobić przejście; 22:18. Chwilę później, po bloku Ardo Kreeka, mieli piłkę setową. Pierwszą obronili siatkarze ze Zhlobina, ale przy drugiej Wojciech Żaliński nie pomylił się. Z szóstej strefy kiwnął idealnie za blok przeciwników i dał swojej drużynie zwycięstwo 25:20. O losach spotkania miał więc rozstrzygnąć tie-break.

Decydującego seta od skutecznego ataku rozpoczął Aliaksandr Elistratov. W następnych akcjach kapitan gości nie był już tak skuteczny. Najpierw nadział się na blok Patricka Steuerwalda i Marcina Nowaka, a następnie uderzył w siatkę; 4:2 dla Politechniki. Jego błąd powtórzył drugi z białoruskich przyjmujących - Ramano Ejame. Przy prowadzeniu 6:3 "Inżynierów" czas wziął Ihar Zahortsau. Nie udało mu się pomóc podopiecznym. Po asie serwisowym Krzysztofa Wierzbowskiego, przy prowadzeniu Politechniki 8:4, drużyny zmieniły strony. Chwila przerwy wybiła z rytmu stołecznych. Popełnili dwa błędy z rzędu i prowadzili już tylko jednym punktem; 8:7. Szybko wzięli się w garść i przycisnęli przeciwników zza wschodniej granicy do ściany. Blok Wierzbowskiego na Mikalaiu Kachmarou dał im prowadzenie 12:9. Białorusini nie zamierzali się poddawać. Najpierw wykorzystali kontrę, a następnie zatrzymali Pawła Mikołajczaka; remis po 12. Na parkiecie za Marcina Nowaka pojawił się Maciej Zajder. Dwudziestotrzyletni środkowy od razu popisał się efektownym blokiem. W następnej akcji w aut zaatakował Tsimur Akhrary, a mecz zakończył Ardo Kreek. Estończyk powstrzymał atak Mikhaila Kachmarou i dał Politechnice historyczny awans do kolejnej rundy rozgrywek Challenge Cup.

AZS Politechnika Warszawska - Metallurg Zhlobin 3-2 (27:25, 21:25, 21:25, 25:20, 15:12)

Skład Politechniki: Patrick Steuerwald, Paweł Mikołajczak, Wojciech Żaliński, Krzysztof

Wierzbowski, Marcin Nowak, Ardo Kreek, Damian Wojtaszek (libero) oraz Grzegorz Szymański,

Maciej Krzywiecki, Maciej Zajder, Maciej Gorzkiewicz;

Skład Metallurga: Dmytro Derevianchenko, Ramano Ejame, Aliaksandr Elistratov, Mikalai

Kachmarou, Siarhei Taras, Vadzim Mitsko, Raman Sidziuk (libero) oraz Siarhei Taras, Evgeny

Rusak, Viachaslau Charapovich, Mikhail Kosach.

Więcej o: