Siatkówka. Rozmowa z Bartoszem Kurkiem: Czarna chmura nad Ankon±

- Gdyby nie to, że potrzebuję kilka dni odpoczynku przed lig±, to już jutro pojawiłbym się na treningu w klubie, żeby jeszcze mocniej trenować. I udowodni, że to, co stało się we Włoszech, było tylko przypadkiem - mówi reprezentant Polski.

Polscy siatkarze w piątek zakończyli występy w mistrzostwach świata. Dzień później wrócili do Polski. Mimo że zostali w nich sklasyfikowani dopiero na miejscach 13-18, a Okęciu witali ich kibice. - Odśpiewali nam "sto lat", co było bardzo miłe. Przynajmniej przez chwileczkę zapomnieliśmy o tym, co stało się Ankonie - opowiadali. O fatalnym występie we Włoszech mówili niechętnie. - Niestety, nie wszyscy moi koledzy poradzili sobie z presją - powiedział "Gazecie" jeden z kadrowiczów, prosząc o zachowanie anonimowości. Wszyscy byli jednak zgodni - Daniel Castellani powinien zostać trenerem reprezentacji.

Na rozmowę z "Gazetą" zgodził się Bartosz Kurek.

Jarosław Bińczyk: Od przegranej z Bułgarią minęły już dwa dni. Miałeś dużo czasu na przemyślenie wydarzeń. Co więc stało się w Ankonie?

Bartosz Kurek: Mimo upływu czasu nie jestem mądrzejszy w tej sprawie, i myślę, że w najbliższych dniach czy miesiącach nikt z nas nie będzie mądrzejszy. To zadanie dla trenera i działaczy, by wspólnie przedyskutować, co nie wypaliło. Ze swej strony wiem, że zawiedliśmy głównie my, zawodnicy, naszą gr±. Bo warunki do pracy, zaplecze czy przygotowania mieliśmy zapewnione na wysokim poziomie. To jest rola trenera, żeby w kolejnej imprezie nie powielić już takich błędów.

Kapitalnie zagraliście przeciwko Niemcom czy Serbom, a dwa dni później nic wam nie wychodziło. Pierwszy raz widziałem, żeby tak dobrze grająca drużyna błyskawicznie straciła formę.

- Ja też się z sytuacją, by w tak krótkim czasie i tak drastycznie obniżyć poziom naszej gry. Nie jestem w stanie powiedzieć, co się stało... Czy nad polską reprezentację nadleciała jakaś ciemna chmura i była w Ankonie przez te dwa nieszczęsne dni. Dla mnie to jest jednak najlepsza motywacja do dalszej pracy. Gdyby nie to, że potrzebuję kilka dni odpoczynku przed lig±, to już jutro pojawiłbym się na treningu w klubie, żeby jeszcze mocniej trenować. I udowodnić, że to, co stało się we Włoszech, było tylko przypadkiem.

Czy w najgorszych przypuszczeniach brałeś pod uwagę, że występ Polski w mistrzostwach świata może się skończyć aż tak źle?

- Porażki czy słabe wyniki są wkalkulowane w sport, ale zarówno ja, jak i cała nasza grupa liczyła na znacznie więcej. Udowodniliśmy zresztą w pierwszej fazie, że potrafimy grać w siatkówkę, że jesteśmy w niezłej dyspozycji i dobrze przygotowani. Ciężko o tym mówić, bo jest bardzo przykre, że to na nas padło.

Kiedy przyszedł kryzys? Przed meczem z Brazylią, czy w jego trakcie?

- Rozmawialiśmy o tym w szatni i najdziwniejsze, że nikt nie czuł żądnego kryzysu. Czasami jest tak, że zaćmienie w grze, jakie nas spotkało w Ankonie, spowodowane jest problemami fizycznymi, narastającym zmęczeniem. To była jednak wczesna faza turnieju, a byliśmy przygotowani na dużo większą liczbę meczów. Fizycznie było więc w porządku, psychicznie też, bo w naszej grupie nie było najmniejszego konfliktu, wszyscy znakomicie współpracowali. Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Po prostu w czwartek i piątek zawiedliśmy siatkarsko.

Pojawiły się głosy, że z boku wyglądało, jakbyście mieli kryzys fizyczny.

- Powtarzam: rozmawialiśmy o tym długo i wszyscy mówili, że czują się bardzo dobrze. Fizycznie byliśmy przygotowani naprawdę dobrze, bo naszym celem był przecież Rzym. A żeby tam dotrzeć, musielibyśmy rozegrać jeszcze przynajmniej trzy mecze na najwyższych obrotach. Jeszcze raz podkreślam, że forma fizyczna nie miał wpływu na naszą grę, podobnie jak morale czy atmosfera w kadrze, która była bardzo dobra.

A może wpływ na waszą postawę miała presja. Nikt w kraju nie wyobrażał sobie, żeby Polska nie wróciła z mistrzostw bez medalu.

- Oczywiście, że presja była. Czuliśmy ją. Ale jesteśmy profesjonalnymi sportowcami i musimy sobie z nią radzić na co dzień. Przecież w klubach też nie gramy bez obciążenia... To jest reprezentacja, gdzie presja jest nawet przed meczem towarzyskim. Poza tym w reprezentacji było wielu doświadczonych zawodników. Ja też byłem na dwóch dużych turniejach i zdawałem sobie sprawę, co będzie na mistrzostwach. To nie jest wytłumaczenie.

A może trzeba było odpuścić mecz z Serbami. Nawet Brazylia zrobiła wszystko, by w sobotę nie wygrać z Bułgarią.

- Nie wiem... To były bardzo dziwne mistrzostwa. Teraz można gdybać, że przecież można było nie wygrywać z Niemcami i iść w drugą stronę drabinki turniejowej. Zagraliśmy w pierwszej fazie sportowo, chcieliśmy wygrać każdy mecz. Liczyliśmy, że kolejnymi zwycięstwami będziemy się podbudowywać. Myśleliśmy, że poradzimy sobie, choć wygrywając trafiliśmy na cięższych przeciwników. Stało się inaczej... I ja, a wiem też, że także reszta chłopaków, nie zmieniłaby swoich decyzji i znów rozegralibyśmy pierwszą fazę w taki sam sposób.

Trener Daniel Castellani wziął całą winę na siebie i zadeklarował, że gotowy jest ustąpić ze stanowiska. Twoim zdaniem powinien zostać?

- To nie ja będę o tym decydować. Ale jeśli miałbym coś do powiedzenia, to uważam, że w tym momencie Daniel jest najlepszym trenerem, by za rok, kiedy spotkamy się na zgrupowaniu, zapanować nad wszystkim, wlać w nas optymizm. Poza tym częste zmiany selekcjonera, bo przecież poprzednia miała miejsce przed rokiem, nie wpływają dobrze na kadrę. Ja się od tego dystansuję, bo dla mnie współpraca z Danielem była czymś najlepszym w karierze. Mam nadzieję, że będziemy mieli szansę ją kontynuować.

Miałem wrażenie, że w spotkaniach z Brazylią i Bułgarią Castellani za często robił zmiany. Po jednym nieudanym zagraniu ty czy Michał Winiarski na długo schodziliście z boiska.

- Nie ma za to pretensji, bo gdy nasza gra wyglądała dobrze, jak w meczach z Kanadą, Niemcami czy Serbią, Daniel Castellani nie robił żadnych nerwowych ruchów. Gdy było źle, liczył, że zmiany przyniosą dobry efekt. Nie do końca tak się stało, ale w takim momencie najgorsza byłaby bezczynność. Spotkania z Brazylią i Bułgarią od początku nie układały się po naszej myśli, więc trener coś musiał zrobić. Nie wyobrażam sobie, żeby przez cały czas bezczynnie siedział na krześle i patrzył, jak nas rozbijają.

Dziwny regulamin faworyzujący Włochów sprawił, że mistrzostwa straciły swoją wyjątkowość. Co ty o tym sądzisz?

- Turniej cały czas ma duża rangę. Ale jeśli wychodzi się na boisko, by przegrać, bo to się bardziej opłaci, to dla mnie katastrofa, zabijanie pięknej dyscypliny. Dzięki temu, że do Włoch przyjechały najlepsze drużyny na świecie, kibice mieli szansę obejrzeć zmagania sportowców na bardzo wysokim poziomie. Skończyło się tym, że turniej rozpocznie się od półfinału. Dopiero wtedy zespoły będą grały wyłącznie o zwycięstwo, a nie kalkulowały, z kim im będzie łatwiej.

Kurek: Zabrakło nam luzu. Zagraliśmy spięci, przygaszeni, bez radości

Analiza: dlaczego siatkarzom odcięło prąd?

Czy Castellani powinien odej¶ć?
Więcej o: