MŚ siatkówka 2018. Daniel Pliński dla Sport.pl #14: Żal, że to koniec. Dalej włączałbym telewizor i patrzył na grę Bartka Kurka

- Żal mi, że mistrzostwa się skończyły, bo z ogromną przyjemnością w kolejne dni włączałbym telewizor i patrzył na grę Bartka Kurka - mówi Daniel Pliński, ekspert nc+. W trakcie mundialu w Bułgarii i we Włoszech wicemistrz świata i mistrz Europy był ekspertem Sport.pl. - Powstała piękna historia, a za nią powinny pójść następne - stwierdza Pliński, podsumowując turniej, w którym Polska zdobyła złoty medal.

Łukasz Jachimiak: Przeczuwałeś, że po wygranej wojnie z USA w półfinale finał z Brazylią będzie dla nas spokojniejszy. Ale sądziłeś, że Polska będzie miała aż taka kontrolę nad meczem? Były w ogóle takie momenty, w których się denerwowałeś?

Daniel Pliński: Zagraliśmy piękny mecz, rzeczywiście byliśmy zdecydowanie lepsi. Ale trochę się bałem, że Brazylijczycy ukradną nam pierwszego seta. Doszli nas z 17:21, bo strasznie kopali zagrywką i jeszcze trafiali a to między Szalpuka i Kubiaka, a to między Kubiaka i Zatorskiego. Końcówka trzeciego seta też zrobiła się nerwowa. Na szczęście wszystko wytrzymali nasi przyjmujący. A Paweł Zatorski imponował szczególnie. Brał największe bomby i z USA, i z Brazylią i znakomicie amortyzował piłkę. No i oczywiście znów niesamowity był Bartek Kurek. Wszystko potoczyło się w taki sposób, jakiego nie przewidział nikt. I to nie mówię, że nie przewidział przed mistrzostwami. Po siedmiu meczach, czyli po pierwszej fazie i po porażkach z Argentyną oraz Francją w drugiej rundzie, nikt nie spodziewał się, że Polska zostanie mistrzem świata.

Nikt poza Vitalem Heynenem i może jego zawodnikami albo częścią zawodników, czy kompletnie nikt, włączając sztab i siatkarzy?

- Moim zdaniem nikt, absolutnie nikt. Kurek MVP? Po tych siedmiu meczach? Wymarzyłbyś sobie, że on zagra raz, dwa, trzy cztery, pięć, no aż pięć rewelacyjnych meczów z rzędu? On przez połowę mistrzostw atakował średnio, często liczył na szczęście. A nagle zmienił się w człowieka, który bije jak chce i gdzie chce. Od pierwszego meczu z Serbią on decydował w każdej sytuacji, co się stanie. Wybierał, co chciał – uderzał po prostej, po skosie, nad blokiem, przez blok, czasem puszczał plasika. Mówimy teraz, że Bartek Kurek wrócił na poziom, jaki prezentował kilka lat temu. Nieprawda, on kiedyś wygrywał mecz, był świetny, ale nigdy nie grał aż tak znakomicie, jak w tej chwili. Żal mi, że mistrzostwa się skończyły, bo z ogromną przyjemnością w kolejne dni włączałbym telewizor i patrzył na grę Bartka. I powiem jeszcze jedno – cztery lata temu Kurka nie było w drużynie, która zdobyła mistrzostwo świata. Nie chcę wchodzić w szczegóły, nie chcę wymieniać nazwisk, ale cieszę się, że teraz Bartek utarł nosa niektórym ludziom z tamtego sztabu.

Kurek MVP, Michał Kubiak najlepszym przyjmujący, Piotr Nowakowski najlepszym środkowym, Paweł Zatorski najlepszym libero – Polacy dominują w składzie drużyny marzeń mistrzostw. Też byś wyróżnił właśnie tę czwórkę?

- Tak i zwracam uwagę na to, że nie licząc Pawła każdy z naszych nagrodzonych siatkarzy ma trójkę z przodu. To świadczy o tym, że doświadczeni zawodnicy są kluczowi, potrafią dać najwięcej.

Ta trójka z przodu to żaden problem, bo 31-latkowie nie zestarzeją się do igrzysk olimpijskich, które za dwa lata odbędą się w Tokio, prawda?

- Pewnie, że nie. Nie chodzi o to, żeby się czymś martwić. Mówię o wielu tylko dlatego, żeby podkreślić, że klasy nabiera się z czasem. Polska gra świetnie, a w kluczowych momentach ma ludzi, którzy już dużo przeszli, dużo wygrali, i wiedzą, co zrobić, żeby wygrywać następne turnieje.

Doświadczenie przydaje się też w takich sytuacjach jak ta z końcówki meczu, gdy Brazylijczycy gonili, a Michał Kubiak zgłosił kontuzję, pewnie trochę wybijając rywali z rytmu?

- Nie, nie, takich rzeczy się nie robi. To siatkówka, tu się nie symuluje, tu nie ma na przykład Neymara. W tamtej sytuacji na boisku musiała być jakaś morka plama, Michał się na niej poślizgnął i potrzebował chwili, żeby móc wrócić do gry. On ma na tyle doświadczenia, żeby wiedzieć, że symulowanie mogłoby się na nas odbić. Wyobraź sobie, jakie by były komentarze, gdybyśmy przegrali seta. Na pewno znaleźliby się tacy, którzy twierdziliby, że to wina Kubiaka, że niepotrzebnie kombinował.

Kubiak, Kurek, Nowakowski, Zatorski – tym razem po mistrzostwie świata wszyscy zostają w drużynie, a nawet zostanie ona wzmocniona przez Wilfredo Leona. Jesteśmy w zupełnie innej sytuacji niż cztery lata temu, gdy po złocie z kadrą pożegnali się Mariusz Wlazły, Paweł Zagumny, Michał Winiarski i Krzysztof Ignaczak.

- Jesteśmy w świetnej sytuacji. Cztery lata temu było jasne, że chociaż mówimy o Polsce, że to drużyna mistrzów świata, to tych mistrzów została w niej już tylko część. Jakość nam wtedy spadła. Wspaniale, że znaleźliśmy nowe twarze, że Vital wydobył potencjał z tych, których wielu już skreślało. Powstała piękna historia i teraz za nią powinny pójść następne.

Po udanych imprezach kadry z Twoim udziałem najlepiej pamiętasz powitanie na lotnisku po srebrze mistrzostw świata w 2006 roku?

- Tak, wtedy było szaleństwo, ludzie się bardzo cieszyli z pierwszego medalu naszej męskiej kadry od wielu lat. Ale w 2009 roku też było rewelacyjnie, gdy wróciliśmy ze złotymi medalami z mistrzostw Europy. Pięknie się jechało przez Warszawę odkrytym autobusem. Ludzie wychodzili z samochodów, żeby nam pomachać, wchodzili na dachy budynków, żeby nas jak najlepiej widzieć. Życzę chłopakom, żeby swoje powitanie też zapamiętali na całe życie. Zapracowali na to. Znakomicie, że kadra znów ma mnóstwo wdzięcznych kibiców.

>>> Jak głupi Polacy zachwycili się Kurkiem, Kubiakiem i Heynenem

>>> Siatkówka. Będzie nowy system kwalifikacji do igrzysk olimpijskich. Polacy mogą zapewnić sobie awans już w pierwszym turnieju

>>> Giba pod wrażeniem gry Polaków. Heynen, Kurek i Kubiak chwaleni przez legendę brazylijskiej siatkówki

>>> Bartosz Kurek mógł być kim chce i nie był nim przez całe lata. Teraz jest mistrzem świata!