MŚ siatkówka 2018. Włochy - Polska. Czy może nastąpić kataklizm?

Wygrany set w meczu z Italią da polskim siatkarzom pewny awans do półfinału mistrzostw świata z pierwszego miejsca w grupie J. Prawdopodobnie nawet porażka 0:3 pozwoli ekipie Vitala Heynena zagrać w strefie medalowej. Żeby Polaków w niej zabrakło, musieliby ponieść klęskę, jaka zdarza im się średnio raz na 30 spotkań.

Za Heynena dwa z 34, za De Giorgiego - jeden z 15, za Antigi - dwa ze 100. Co to za wyliczenia? Prawdopodobnie zupełnie niepotrzebne zestawienie meczów z ostatnich czterech lat przegranych Przez Polskę tak wysoko, jak wysoko musiałaby ona przegrać w piątek w Turynie z Włochami, by nie awansować do półfinału mistrzostw świata.

W grupie J rozegrano dwa z trzech spotkań. W środę Serbia pokonała Italię 3:0, w setach 25:15, 25:20 i 25:18. W czwartek Polska wygrała z Serbią 3:0, w setach 28:26, 28:26, 25:22. Przed starciem Włochy - Polska tabela wygląda tak:

1. Serbia 3 punkty, bilans małych punktów +15

2. Polska 3 punkty, bilans małych punktów +7

3. Włochy 0 punktów, bilans małych punktów - 22

Stany nas biły

Italia wyeliminuje Polskę tylko pod warunkiem, że pokona ją 3:0 i zdobędzie o 15 małych punktów więcej. Przykładowy wynik 3:0, 25:20, 25:20 i 25:21 da już awans drużynie Heynena. Bo w takim przypadku Polska miałaby trzy punkty, bilans setów 3:3 i bilans małych punktów minus siedem, a Włosi mieliby również trzy punkty, również bilans setów 3:3, a bilans małych punktów: minus osiem.

Pod wodzą Heynena z 34 rozegranych meczów Polska przegrała 10, a w stosunku 0:3 - cztery. Dwa razy nasz zespół był w małych punktach gorszy od rywala o co najmniej 15 tych punktów. Oba przypadki miały miejsce w starciach z USA w Lidze Narodów. Najpierw w fazie interkontynentalnej w Hoffman Estates było 0:3, 20:25, 19:25 i 19:25 (w małych punktach 58:75), następnie w Final Six w Lille było 0:3, 26:28, 17:25, 18:25 (w małych punktach 61:78).

Nie było Kubiaka, było tournee, była inna Polska

Wniosek? Dotkliwa porażka może się zdarzyć, ale jest mało prawdopodobna. Mecze ze Stanami przyszły w trudnym dla naszej kadry czasie. Wtedy Heynen jeszcze nie grał sprawdzoną „szóstką”, nie miał do dyspozycji Michała Kubiaka, a w pierwszym przypadku nasz zespół był bardzo zmęczony tournee po świecie.

Aż takich lań, jakie musielibyśmy dostać od Italii, żeby odpaść, niemal nie dostawaliśmy nawet podczas nieudanej kadencji Ferdinando De Giorgiego. Pod wodzą Włocha w ubiegłym roku Polska rozegrała 15 meczów, przegrała aż osiem. Najmocniej rozbiła nas Rosja, wygrywając w Katowicach w Lidze Światowej 3:0 (25:22, 25:17, 25:21), czyli w małych punktach 75:60.

Jeszcze rzadziej takie porażki notowała kadra pod wodzą Stephane’a Antigi. Z Francuzem za sterami w sposób, który w piątek oznaczałby katastrofę, przegraliśmy zaledwie dwa ze stu spotkań – w 2014 roku w Bydgoszczy w Lidze Światowej z Brazylią 0:3 (21:25, 16:25, 17:25) i w 2016 roku w Nancy w Lidze Światowej znów z Brazylią 0:3 (28:30, 21:25, 16:25).

W sumie przez ponad cztery lata nasza reprezentacja rozegrała 149 oficjalnych meczów. Pięć z nich przegrała tak wysoko, jak nie może przegrać w piątek w Turynie. Średnio tak słaby mecz Polakom trafia się raz na 30.

Trudno nie uznać, że Włosi stoją przed arcytrudnym zadaniem. Zwłaszcza że Polska gra bardzo dobrze, a oni mają ze swoją grą duże kłopoty.

>>> Trener Brazylijczyków opuści mecz z USA

>>> "Heynen drażni naszych siatkarzy. Ale to najlepszy trener od 4 dekad"

>>> Włosi chcieli "wylosować" Serbię i Polskę, i "wylosowali". Teraz została im matematyka