MŚ siatkówka. Ferdinando De Giorgi: Przede wszystkim trzymam kciuki za Włochy

- Bartosz Kurek mentalnie jest lepszym atakującym niż przyjmującym - mówi w rozmowie ze Sport.pl były selekcjoner polskiej kadry, Ferdinando De Giorgi.

Ferdinando De Giorgi prowadził polską kadrę w 2017 roku. Nieudane mistrzostwa Europy spowodowały, że Polski Związek Piłki Siatkowej zrezygnował z jego usług zaledwie po kilku miesiącach współpracy. Włoski szkoleniowiec został jednak w kraju i trenuje Jastrzębski Węgiel, z którym w poprzednim sezonie zajął 5. miejsce w PlusLidze.

Jeśli miałby pan postawić 1000 dolarów i wybrać zwycięzcę mistrzostw świata, to kto według pana by to był?

Ferdinando De Giorgi: - Przed meczem Brazylii z Rosją powiedziałbym, że USA i Rosja, mając nadzieję, że w gronie medalowym znaleźliby się również Włosi. Po pierwszym spotkaniu trzeciej rundy muszę jednak stwierdzić, że w tym momencie zakładanie się o zwycięstwo Sbornej byłoby zbyt dużym ryzykiem.

Pierwszym spotkaniem, które Polska zagra w tej rundzie jest mecz z Serbią. Jest to także ostatni rywal biało-czerwonych, z którym wygrali w niedzielę 3:0. Myślał pan, że to wszystko tak się potoczy i Polska zostanie w turnieju po porażkach poniesionych z Argentyną i Francją?

- Myślę, że takie porażki, jak wspomniane z Francją i Argentyną, to coś normalnego w tak długim turnieju. Dla Serbii to starcie nie było tak istotne, jednak to nie oznaczało, że ten zespół chciał je przegrać. Było widać, że wasi rywale nie włożyli całej energii w mecz, ale było to naturalne, ponieważ włożyli jej wiele w pierwszą fazę turnieju i w spotkanie z Francją, które wygrali 3:2. Nie zmienia to faktu, że mecz Polska - Serbia pokazał, jak ważna w siatkówce jest motywacja do gry o każdy punkt i set. Dla Serbii istotna była wygrana, jednak nie na tyle, by za nią umrzeć.

Ale się nie martwcie – w kolejnym spotkaniu Serbowie na pewno będą mieli niesamowitą motywację,  by walczyć o wszystko. W środę mierzą się z Włochami i na pewno siatkarzom z Italii będzie bardzo trudno ich pokonać.

Kto jest najjaśniejszym punktem Serbii według pana?

- Aleksandar Atanasijević jest największą serbską gwiazdą, to prawda, jednak cała ta drużyna naprawdę wie, jak grać w siatkówkę. Jedyne niedociągnięcie widzę w przyjęciu. Bardzo dobrze pokazał to mecz z Polską – wystarczyło kilka mocniejszych piłek na asy i słabsze, ale wciąż skuteczne floaty i drużyna prowadzona przez Nikolę Grbicia nie istniała w przyjęciu.

Włoscy działacze ingerowali według pana w losowanie trzeciej rundy mistrzostw?

- No nie wiem, haha. Mam nadzieję, że do czegoś takiego nie doszło, ale nie jestem pewien, bo wiadomo, co może się dziać, kiedy jest się gospodarzem... Nie sądzę jednak, by była możliwość, by doszło do ustawienia losowania.

Jak dużą różnicę widzi pan w polskim zespole grającym teraz, a grającym za pana kadencji?

- To dwie zupełnie inne sytuacje. Jedno jest pewne – nie widzę zbyt dużej różnicy w składzie. Mimo to Polska gra coraz lepiej z biegiem mistrzostw świata. Udało wam się zbudować pewność siebie. To bardzo duży plus.

Jednym z największych zarzutów wobec pana było to, że nie wprowadził pan zbyt wielu złotych juniorów do gry. Obecnie na stałe na parkiecie pojawia się wyłącznie Jakub Kochanowski. Bartosz Kwolek nie dostaje wielu szans.

- Tak, a w kadrze za moich czasów był także Artur Szalpuk. Macie wielu młodych graczy, ale Kochanowski i 23-letni przyjmujący są naprawdę wyjątkowi. Myślę, że niezwykle istotne będzie dla nich to doświadczenie, które teraz jest ich udziałem.

Bartosz Kurek to lepszy atakujący czy przyjmujący?

- Bartosz Kurek to szczególny zawodnik dla polskiej kadry. Czasami gra świetnie, jak w meczu z Serbią. Wydaje mi się, że mentalnie jest lepszym atakującym niż przyjmującym. Rzecz jasna może grać na przyjęciu. Trudno mu jednak mierzyć się z tym, że nie zawsze na tej pozycji zawodnik dostaje wiele piłek do ataku. To nie jest dla niego dobre. Buduje swoją pewność siebie przez to, jak dużo atakuje.

Dawid Konarski nie dostaje wielu szans na grę na mistrzostwach. To także pana problem, ponieważ zawodnik ten grać będzie w klubie, który pan obecnie prowadzi – Jastrzębskim Węglu.

- To prawda, nie gra wiele, ale mam nadzieję, że wasz trener jeszcze mnie zaskoczy w tym aspekcie, haha. Mimo to zdaję sobie sprawę z tego, że podstawowym atakującym polskiej kadry jest Bartosz Kurek i jestem pewien, że Dawid będzie gotowy zarówno na każde wezwanie selekcjonera, jak i klubu.

Kibicuje pan Polsce?

- Przede wszystkim trzymam kciuki za Włochy. Mam dobrych przyjaciół w Serbii, jednak wolałabym, by to Italia i Polska dostały się do półfinałów. Trzy lata pracuję w Polsce, to mój drugi dom.