MŚ siatkówka 2018. Polska - Argentyna 2:3. Miało być najłatwiej, było koszmarnie

Pierwszym rywalem Polaków w grupie H mistrzostw świata była Argentyna. Biało-czerwoni niespodziewanie przegrali 2:3 (25:16, 19:25, 23:25, 25:23, 14:16).

Po wygranej 3:2 Serbii z Francją do niemalże wyeliminowania Trójkolorowych z gry o najlepszą szóstkę mistrzostw świata wystarczyło pokonanie Argentyny przez Polskę w trzech lub czterech setach. Ten wynik dawałby biało-czerwonym trzy punkty do tabeli. W takiej sytuacji do zajęcia drugiego miejsca w grupie zespołowi prowadzonemu przez Vitala Heynena wystarczyłby jeden punkt zdobyty w sobotnim meczu z Francją.

Spotkanie z Albicelestes zaczęło się dla biało-czerwonych fantastycznie, bo od prowadzenia 9:3. Wtedy miała miejsce jednak kontrowersyjna sytuacja, w której Facundo Conte w nieprzepisowy sposób oparł piłkę o polski blok. Po długich naradach sędziowie przyznali punkt Polsce i ta wkrótce prowadziła (11:3). Mimo wszystko emocji było sporo i przeniosły się one na grę biało-czerwonych. Stracili koncentrację i chwilę później tablica wyników wskazywała rezultat 13:10. Pomogło uruchomienie środka i „bomba” Jakuba Kochanowskiego w dziewiąty metr (22:13). Set został zakończony blokiem zespołu Vitala Heynena w wykonaniu Aleksandra Śliwki i Mateusza Bieńka (25:16).

8:7 – tym wynikiem dla Polski rozpoczął się drugi set. Wszystko dzięki dwóm skutecznym atakom Śliwki i jego blokowi. Z biegiem partii było jednak coraz gorzej. Spadł procent perfekcyjnego przyjęcia, a Fabian Drzyzga o wiele mniej grał środkiem (14:17). Na boisku pojawił się Bartosz Kwolek za Śliwkę, jednak nic to nie zmieniło (15:21). Dlaczego? Ponieważ okazało się, że sędziowie ignorują przepis o nieprzepychaniu piłki w bok, i że w szeregach biało-czerwonych brakowało lidera, Michała Kubiaka, który z powodów zdrowotnych został w hotelu. Argentyńczycy „dobili” zespół trenera Heynena kilkoma atakami Pablo Crera ze środka i wygrali partię 25:19.

Równie ciężko było na początku kolejnej partii. Nieskuteczni biało-czerwoni zaczęli od 4:7, by później po pojawieniu się na boisku Dawida Konarskiego zacząć odrabiać straty (10:11). Wynik z przechodzącej piłki wyrównał Mateusz Bieniek (11:11), jednak miękkie plasy i zagrywka Polaków znów dały przewagę Argentynie (16:14). Nawet rytmy „Miłości w Zakopanem” granej w bułgarskiej hali nie pomogły Polakom i przegrywali już 19:23. Seta skończyli przy 23:25 mimo odrabiania strat od stanu 20:24 i 75 procent efektywności w przyjęciu.

Ostatnią deską ratunku dla bardzo słabo grających Polaków była poprawa ataku i wzmocnienie zagrywki. Mimo „noża na gardle” w kontekście ułatwienia sobie drogi do awansu do Final Six mistrzostw, nie byli w stanie wiele zrobić. Nie kończyli akcji, popełniali błędy w bloku, a gra Drzyzgi była czytelna. Cały czas gonili wynik (16:17, 17:18), będąc przy tym rażąco nieskutecznymi w ataku (17:20). Trzy kolejne akcje dały jednak biało-czerwonym nadzieję na powrót do meczu – dwa błędy Albicelestes i atak Konarskiego (20:20). Podtrzymali ją Damian Schulz serwisem i Artur Szalpuk atakiem (25:23).

Wojnę nerwów w tie-breaku Polacy przegrywali do połowy partii (4:7, 7:8). Kiedy wydawało się, że Artur Szalpuk przywróci grę biało-czerwonych na właściwe tory, ci znów popełnili błąd (9:10). Kilka challengów dalej wyszli jednak na prowadzenie, choć decyzje sędziów w końcówce były co najmniej krzywdzące dla polskiego zespołu (12:11). Dramat rozegrał się jednak w ostatnich piłkach, kiedy Polacy prowadzili 14:11 i pięć punktów zdobyli rywale (16:14).

MŚ siatkówka 2018. Sytuacja w "polskiej" grupie [TABELA]