MŚ siatkówka 2018. Bułgaria - Polska 1:3. Cztery rzeczy po czterech setach: Rządzimy, bawimy się, imponujemy siłą spokoju

Polska pokonała Bułgarię 3:1 (25:14, 23:25, 25:22, 25:23) w swoim ostatnim meczu pierwszej fazy mistrzostw świata. Do drugiej rundy nasz zespół awansował z kompletem 15 punktów, dzięki czemu jest już na autostradzie do gry w "szóstce", która pod koniec września powalczy o medale w Turynie.

1. Potrafimy pokazać, kto rządzi

Polacy znów zaczęli mecz od razu pokazując swoją moc. Wychodziło im jak nie wszystko, to prawie wszystko. Po pierwszym secie do wyrzucenia z pamięci kibic miał pojedyncze akcje, jak ta przy stanie 8:5, gdy Kochanowski zbombardował rywali zagrywką, Bratojew przyjął z takim trudem, że piłka omal nie dotknęła sufitu, ale nasi siatkarze się zagapili i za moment ani nie skoczyli do bloku, ani nie bronili piłki uderzonej ze środka parkietu po stronie bułgarskiej.

Drużynie wymazywać z pamięci takich akcji nie wolno. Ale świetnie, że zaraz po niej nastąpił pokaz mocy i z 8:6 zrobiło się 11:6. Bartosz Kurek kończył prawie wszystko (4/6, do tego as i blok), to samo robił Michał Kubiak (5/8), a najlepszy z naszych w tym turnieju Artur Szalpuk tym razem stawiał „monster” bloki (trzy w pierwszej partii). Partia skończyła się dla Bułgarów laniem do 14.

2. Walczymy zawsze. To cenne

„Serce! Dusza! Bułgaria!”- krzyczał miejscowy spiker, gdy w drugiej partii Bułgarzy wyszli na prowadzenie 10:8. Wtedy w kibicach Penczewa, Uczikowa czy Skrimowa odżyła wiara w zwycięstwo, w tamtym momencie po raz pierwszy było widać i słychać, że jednak oni, a nie Polacy mają liczebną przewagę na trybunach (bułgarskie media pisały we wtorek, że w mogącym pomieścić pięć tysięcy widzów Pałacu Kultury i Sportu będzie aż 3200 Polaków). Przy wyniku – patrząc z naszej perspektywy – 9:12 Vital Heynen poprosił o przerwę, ale rywale utrzymywali dobry rytm i nawet powiększyli przewagę. Prowadzący nasz zespól Belg wściekał się i dostał nawet żółtą kartkę. Prawdopodobnie za reakcję na spięcie pod siatką Kubiaka i Bratojewa (Bułgar miał pokazać Polakowi środkowy palec, a nasz zawodnik miał sugerować rywalom, żeby się popłakali). Podopiecznych Konstantinowa wyraźnie zabolał pierwszy set i teraz chcieli oddać. Zrobiło się tak gorąco, jak nie było chyba nawet w końcówce meczu z Iranem. Seta ostatecznie przegraliśmy, ale bardzo ważne, że nie poddaliśmy się ani przy wyniku 15:20, ani nawet przy 19:23. W tym drugim momencie na zagrywkę poszedł Kochanowski i znów szalał jak dzień wcześniej. Dociągnął nas do 22:23 i wtedy się pomylił. Zabrakło niewiele. Ale kluczowe, że w żadnym momencie nie zabrakło woli walki.

3. Siła spokoju i NBA

Trzeci set zaczął się od 0:3, ale zaraz było 4:3 dla nas. Polacy okiełznali emocje. Właśnie to musieli zrobić, by wykazać swą siatkarską wyższość. Spokój szczególnie potrzebny był w przyjęciu zagrywki. Statystyki prowadzone przez Roberta Kaźmierczaka (czyli statystyka kadry) mówiły, że po dwóch setach mieliśmy zaledwie 3% perfekcyjnego odbioru. Było jasne, że ryzykującym Bułgarom nie może się wszystko udawać przez cały czas. Jasne było też, że nasi specjaliści od radzenia sobie z serwisowymi bombami przeciwników za chwilę się poprawią. Zrobili to bardzo szybko, dzięki czemu stopniowo odbudowywaliśmy się we wszystkich elementach. I już przy wyniku 11:6 było właściwie pewne, że zrealizujemy cel minimum. Ta drużyna takich przewag nie trwoni. Więcej – kiedy ta drużyna złapie swój rytm, to potrafi się bawić. O, na przykład tak, jak to zrobili panowie Drzyzga i Kubiak w poniższej akcji. Czy to się nie kojarzy z popisami legend koszykarskiej ligi NBA?

4. Polska na autostradzie do „szóstki”

Co było celem minimum? Znając naszą drużynę, trudno podejrzewać, że taki w ogóle sobie stawiała. Ale dwa wygrane sety dawały jej punkt. A punkt zdobyty w meczu z Bułgarią dawał wygranie grupy D pierwszej fazy bułgarsko-włoskiego mundialu. Oczywiście prawdziwym celem było piąte zwycięstwo w piątym meczu. Najlepiej za trzy punkty.

Po emocjonującym czwartym secie (z dodatkowymi emocjami zapewnionymi przez serbskiego sędziego Vladimira Simonovicia, który źle widział nawet niektóre powtórki wideo) wygraliśmy 3:1. Dzięki temu na 15 możliwych do zdobycia punktów w pierwszej fazie zdobyliśmy 15. Teraz wszystkie zabieramy ze sobą do drugiej fazy. A to ustawia nas na autostradzie do Turynu, gdzie sześć najlepszych ekip powalczy o medale.

W nowej grupie, która rozegra swoje mecze w Warnie od 21 do 23 września, spotkamy Francję, Argentynę i Serbię. Francuzi mają 11 punktów, Argentyńczycy – sześć. Serbia może wejść z maksymalnie 13, Rosja z maksymalnie 12. Polacy są faworytem do wygrania grupy H. A może być tak, że do Turynu pojedzie i drużyna, która zajmie w niej drugie miejsce (grupy będą teraz cztery, dwie będą grały we Włoszech i dwie w Bułgarii, a awans z drugich pozycji ma uzyskać po jednej ekipie z każdej z tych lokalizacji).