MŚ siatkówka 2018. Iran - Polska 0:3. Trzy rzeczy po trzech setach: Marouf ukarany, to się nazywa męskie granie!

Polska pokonała Iran 3:0 (25:21, 25:20, 25:22) w swoim czwartym meczu na mistrzostwach świata we Włoszech i w Bułgarii. Nasz zespół pokazał i świetną siatkówkę, i wielki charakter. Podopieczni Vitala Heynena z kompletem zwycięstw prowadzą w grupie D. We wtorek, w jej ostatnim spotkaniu, zmierzą się z Bułgarią. Relacja na żywo w Sport.pl od godziny 19.40.

1. Polska jak bokserski mistrz

Zaatakować, zapędzić do narożnika i punktować – jeśli mecz z Iranem miał być przypominać raczej sporty walki niż siatkówkę, to Polacy zamiast „trash talkingu” wybrali strategię pewnego swej wyższości pięściarskiego mistrza. Pewna zagrywka, czujny blok, wykorzystywanie wszystkich opcji w ofensywie – i na pierwszą przerwę techniczną w meczu zeszliśmy wygrywając 8:3. Na dystans trzymaliśmy rywala nawet wtedy, gdy zagrywki typu float przestały nam wychodzić. Cały czas bardzo dobrze rozgrywał Fabian Drzyzga. Kontrolowaliśmy sytuację, na drugiej przerwie było 16:11, partię wygraliśmy do 21. Po secie otwarcia drobne pretensje można było mieć tylko o trzy zepsute zagrywki i proste błędy (co najmniej dwa) Pawła Zatorskiego w przyjęciu serwisu.

Set numer dwa był jeszcze lepszy. Wejście Jakuba Kochanowskiego poprawiło grę naszego bloku (zdobyliśmy nim cztery punkty, a w pierwszym secie dwa), świetnie atakowali Artur Szalpuk i Michał Kubiak, więc problemem nie była nawet nieskuteczność Bartosza Kurka (4/14 po dwóch partiach).

Odgryźć się Irańczycy spróbowali w trzecim secie. Prowadzili nawet 8:4, ale kilka ciosów rywali zamiast zachwiać Polakami – obudziło ich. Od stanu 15:15 wreszcie była wojna. A w niej okazało się, że nie warto grać nieczysto. Po bloku na Kubiaku Iran prowadził 22:19. Wtedy Marouf „pozdrowił” Polaka, ten odpowiedział, obaj dostali żółte kartki. Za chwilę przy wyniku 20:22 na zagrywkę poszedł Kochanowski. I zszedł dopiero pięć piłek później. Czyli po meczu!

2. Jak Vital został nudziarzem

Fabian Drzyzga, Bartosz Kurek, Michał Kubiak, Artur Szalpuk, Piotr Nowakowski, Mateusz Bieniek i Paweł Zatorski na libero – wyjściowy skład Polski pewnie wymieniłby już każdy jej fan obudzony w środku nocy. A przecież jeszcze kilka dni temu powszechne były narzekania, że nie mamy pierwszej „szóstki”, a przez to i stabilizacji.

Oczywiście to dobrze, że Heynenowi wyklarował się zestaw zawodników najlepszych. A jeszcze lepiej, że cały czas w gotowości bojowej są pozostali, którym wcześniej pozwolił pograć naprawdę dużo.

Z Iranem przez prawie półtora seta grał Bieniek i w ataku kończył prawie wszystko (4/5). Kiedy trener zastępował go Jakubem Kochanowskim, można było się zastanawiać czy na pewno warto. Nasz najmłodszy środkowy szybko dał odpowiedź. Już w jednej ze swych pierwszych akcji pojedynczym blokiem zatrzymał znakomitego środkowego rywali, Seyeda. Bieniek akurat w bloku sobie nie radził, nie zdobył w nim punktu. Kochanowski na pewno miał i punktować, i dawać wybloki, dzięki którym mogliśmy mieć jeszcze więcej kontr.

Zastanawiać można się było również nad sensem podwójnej zmiany w końcówkach. Bo o ile Kurek grał w kratkę, to Drzyzga spisywał się świetnie, szkoda więc było zastępować go Grzegorzem Łomaczem. Ale skoro nie odbijało się to na wyniku? Łomacz i Damian Schulz pod parą na pewno mogą się przydać w każdym z meczów, które przed nami.

3. Męskie granie. Ale wcale nie początek

„Początek” – piosenka promująca trasę tegorocznego „Męskiego Grania” towarzyszyła naszym siatkarzom na początku rozgrzewki. Po raz pierwszy na tych mistrzostwach miejscowy DJ zagrał Polakom polski utwór. Kilkadziesiąt minut później „Mazurek Dąbrowskiego” śpiewany przez kibiców i zawodników wybrzmiał zdecydowanie mocniej niż przed meczami z Kubą, Portoryko i Finlandią. Wtedy też nasz zespół miał duże wsparcie z trybun. Ale w poniedziałek naprawdę dało się odczuć, że schody są większe, wdrapać się na nie będzie trudniej, więc i pomoc jest bardziej potrzebna. Od początku spodziewaliśmy się, że meczem z Iranem mundial zacznie się dla nas na dobre. Co się okazało? Że Polacy nie odczuli specjalnej różnicy. Zagrali z podobną pewnością jak w swoich wcześniejszych meczach. Niepokonanym dotąd Irańczykom nie dali szans. „Takie to miłe”!