Artur Szalpuk: Ostatnio w Bełchatowie poproszono mnie o zdjęcie z dzieciństwa. Mama przysłała mi takie z Fabianem i Tomkiem Drzyzgą, którzy byli na moich pierwszych urodzinach. Znaliśmy się od małego, wychowywaliśmy się razem, mam jakieś przebłyski wspólnych zabaw z Fabianem u niego na działce. Później spotkań naszych rodzin było mniej. Tata Fabiana komentował mecze, a mój już nie zajmował się i nie zajmuje niczym związanym z siatkówką.
- Handluje papami. Jest dyrektorem handlowym, taki tytuł widnieje na jego wizytówce.
- Ha! To nie jest łatwe pytanie. Na pewno zrobił coś, co jeszcze mi się nie udało, czyli zdobył mistrzostwo Polski. Wywalczył pierwszy medal dla Jastrzębskiego Węgla, ostatni złoty medal dla AZS-u Olsztyn – trochę osiągnął w karierze klubowej. Ale w reprezentacji za dużo nie pograł. Generalnie wydaje mi się, że był dobrym siatkarzem.
- Też. Zabierał mnie na treningi, zaszczepił mi siatkówkę. Mam nie tyle wspomnienia, co przebłyski z dzieciństwa, jak chodziłem z nim na siatkarską Legię. Od zawsze się kręciłem przy siatkówce. Kojarzę z tamtych czasów Mariusza Szyszkę, który teraz jest rzecznikiem naszej kadry, Mariusza Sordyla, i wielu innych znajomych taty.
- O! Jest okazja, żeby powiedzieć, że to nieprawda. Jeśli tata tak mówi, to coś wymyśla. Nieprawda. Przynajmniej z tego, co pamiętam.
- Tak, miałem bardzo wielu wujków, tak się do niektórych z kolegów taty zwracałem. Poza tymi których już wymieniłem, od dziecka znałem też na przykład Roberta Prygla i Jakuba Bednaruka. W końcu ci siatkarze, z którymi miałem styczność gdy już trenowałem, mówili mi, żebym nie mówił do nich „wujek”, bo głupio to wyglądało przy kolegach. Ale „panie trenerze” też mi nie kazali do siebie mówić. Po prostu mówiłem do nich po imieniu.
- Nie, nic z tych rzeczy. Tata chyba zna się z Danielem z boisk, ale on się w moim dzieciństwie nie przewijał. Poznałem go dopiero kiedy razem graliśmy w Radomiu.
- Tak.
- Miło. Ale raczej nie spodziewałem się, żeby Daniel powiedział o mnie coś złego. Zagraliśmy razem bardzo fajny rok w Radomiu, bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Jest to fantastyczny siatkarz, fantastyczny człowiek. Szkoda, że już przestał grać, szkoda, że graliśmy razem tylko jeden sezon. Może kiedyś zaprosi mnie na plażę, jeszcze bym sobie z nim pograł.
- Nie przywiązuję wielkiej wagi do takich słów. Każdy ma prawo do swojej opinii. Szczególnie Daniel ma takie prawo. Ale nie skupiam się na tym. Na przykład podczas Ligi Narodów udało mi się zrobić coś, co sobie założyłem. W ogóle nie czytałem, co o nas piszą media. Teraz na niedawnym zgrupowaniu w Zakopanem wróciłem do sprawdzania. Nie wiem dlaczego. Najlepiej jest się od tego wszystkiego odciąć. Jeżeli Daniel ma takie zdanie o mnie, to jest mi bardzo miło, ale jest to jego prywatna opinia i ona mnie do niczego nie zobowiązuje. Sam mam w stosunku do siebie wymagania, żeby grać dobrze.
- Nie, bo nie uważam, żeby to w czymkolwiek pomagało.
- Nie wiem, naprawdę. Pewnie się złamię. Mam nadzieję, że nie, ale myślę, że jednak się złamię.
- Tak, z USA w Final Six Ligi Narodów. Nie było to najlepsze spotkanie, nie byłem z niego zadowolony. Ale zawsze staram się patrzeć, jak grała drużyna. Najważniejsze są jej zwycięstwa, a nie indywidualne osiągnięcia. Jeżeli moja dobra gra jest w stanie pomóc drużynie, to to jest najlepsze uczucie.
- Na pewno w siatkówce pomoże ci wideo. Pomogą uwagi od trenera, od kolegów. To wszystko sumujesz. Ale koniec końców musisz to wyrzucić, wyjść na kolejny mecz i zagrać lepiej. To nie jest wielka filozofia. Musi być szybka analiza, później wyrzucenie z głowy tego, co było, tylko z zapamiętaniem, co trzeba poprawić.
- Nie, bo nie lubię oglądać swoich meczów. Powiedziałem o tym wideo, ale ja często po meczu od razu wiem, co zrobiłem źle i nie przepadam za oglądaniem tego.
- Wtedy miałem 11 lat, rzeczywiście już trenowałem. Pamiętam mecz Polska – Rosja o wejście do strefy medalowej. Nie poszedłem na szkoły na pierwsze, poranne zajęcia. Rodzice mi wyjątkowo pozwolili. Niestety, przy 2:0 dla Rosji odpuściłem, poszedłem na lekcje. Później ktoś mi na przerwie powiedział, że Polska wygrała. Bardzo żałowałem, że to przegapiłem.
- Raul to żaden tyran, Andrea też. Może w kadrze zaprowadzali swoje porządki, ale ja ich poznałem jako bardzo sympatycznych ludzi, którzy wcale nas nie zajeżdżali. Była ciężka praca, ale taka bez przesady. Trafiłem bardzo, bardzo dobrze.
- U Andrei zyskałem dużo pewności siebie. Pierwszy raz spotkałem trenera, który aż tyle jej dawał. Raul może też taki był, tylko że on nie mówił po angielsku. Dlatego za dużo z nim nie rozmawiałem. Przez tłumacza nigdy nie porozmawiasz tak, jak byś chciał. Ja nie mówię ani po włosku, ani po hiszpańsku, Raul nie mówi ani po angielsku, ani tym bardziej po polsku, więc nie było zbyt dużej komunikacji. Ale zwracał mi na różne rzeczy uwagę, dawał mi mnóstwo zaufania, czasem nie zdejmował mnie z boiska nawet wtedy, kiedy powinien. A u Andrei tej pewności siebie zyskałem jeszcze więcej. Dużo rozmawialiśmy. Nawet ostatnio sobie dwie rozmowy ucięliśmy w Szczecinie, przy okazji towarzyskich meczów Polski z Belgią. Wcześniej przysłał mi gratulacje po Memoriale Wagnera [Szalpuk zdobył tytuł MVP turnieju]. Śledzi kariery swoich byłych zawodników. Bardzo go lubię jako trenera i jako człowieka.
- Bałem się. I już nawet trenowałem tylko po to, żeby się przygotować do sezonu w innym klubie. Bardzo bym żałował tego odejścia, ale już wszystko było dogadane.
- Byłem umówiony z innym klubem z Polski. Była też oferta zagraniczna, ale chciałem zostać w kraju.
- To było świetne. Na koszulkach mieliśmy nawet nazwiska siatkarzy z innych klubów. Pamiętam, że pomogli między innymi Wojtek Żaliński i Karol Kłos. To było bardzo miłe. Często ludzie do nas podchodzili, szukali swoich nazwisk i pokazywali: „Tu jestem”. Już kilka razy to mówiłem, ale znów powtórzę: dziękujemy wszystkim.
- Andrei jest tam bardzo dobrze, mi też było, ale siatkówka to jest nasza praca i z pewnych względów nie mogłem tam zostać. Gdyby decydowała tylko osoba trenera, no i jeszcze to, które miasto jest lepsze, gdzie się fajniej żyje, to na pewno bym został w Gdańsku. Ale czynników było wiele.
- Finansowo, sportowo. Było wiele innych, lepszych ofert niż Gdańsk.
- Ja też czasami miałem ochotę skręcić Kubie kark.
- Oczywiście mówię to żartobliwie - za jego różne śmieszne teksty, które śmieszne były tylko według niego.
- Już nie pamiętam, serio. Ale tak naprawdę to swoją szyderą, sposobem bycia szybko wybił mi z głowy juniorskie zachowania. Nie opłacało się narażać na śmieszność. Cieszę się, że trafiłem pod jego skrzydła. Wiem, że się na mnie wkurzał, ja na niego też, ale młody byłem. Bardzo mi pomógł wejść do ligi, do dorosłej siatkówki. Pomógł mi się też jako tako zachowywać. Czasem tylko kończyło się na powiedzeniu dziewczynie „Ale ten gość mnie wkurza! Nie chcę już z nim trenować”. A zaraz znów chciałem.
- Tak, przerasta. Kuba jest nietypowy, dużo pisze na Twitterze, lubi kontakt z mediami, ale Vital lubi to chyba co najmniej dwa razy bardziej.
- Oczywiście, że nie! Ha, ha, ha! Jeszcze raz, żeby było jasne – zdarzyło mi się powiedzieć, że Kuba mnie wkurza, ale łączą mnie z nim tylko pozytywne emocje. Musiałem to powiedzieć, żeby podkreślić, jak dużo mi dał. Uwierzył we mnie, dał mi szansę. Jestem mu bardzo wdzięczny. A co do Vitala, to na pewno mówiłem dziewczynie przez telefon, że na tym czy na tamtym treningu mnie wkurzył. Ale z nim jest podobnie jak z Kubą. Tu też następnego dnia twierdzę, że jednak trener miał rację.
- Nie wiem, było ich bardzo wiele. Bardzo nietypowe było to, że uczył nas kiwać lewą ręką. A Olka Śliwkę prawą, bo jest leworęczny. Tylko Olek bardzo dobrze gra prawą ręką, a mi lewa służy wyłącznie do prostych odbić. Na pewno trener by się ucieszył, gdybym wykonał w meczu kiwkę lewą ręką, ale myślę, że to się nigdy nie zdarzy.
- To jest ćwiczenie typowo rozgrzewkowe. I element rywalizacji pomiędzy młodymi i starymi. Nieskromnie powiem, że młodzi srogo wygrywają.
- Tak, żeby poćwiczyć z wózkiem! To jest dobry element rozgrzewkowy, pobudza ciało do większego wysiłku.
- Na pewno nie do komputerowej. Lubię grać na Play Station, ale tu konsoli nie zabrałem.
- W Fifę. Ale „dziewiętnastki” już nie kupię.
- Nie, znudziła mi się.
- Właśnie nie, wygrywałem, ale ostatnio zacząłem przegrywać i za dużo emocji było.
- Realem. Kibicuję mu od czasów kiedy grali w nim Zidane, Roberto Carlos i kilku innych wybitnych piłkarzy.
- Tak?
- Ładne. Ale to koniec? Spodziewałem się jakichś kontrowersyjnych pytań.
- Dlaczego strach? Oczywiście, że ten temat przewija się w drużynie. I wywołuje dużo śmiechu.
***
>> Mistrzostwa świata w siatkówce 2018. Vital Heynen: Na pewno będę się wściekał