MŚ siatkówka 2018. Portoryko - Polska 0:3. Trzy rzeczy po trzech setach: Heynen sprawdził całe wojsko, wygraliśmy najwyżej od kilkunastu lat

Polska - Portoryko 3:0 (25:14, 25:12, 25:15) - właściwie na podaniu wyniku drugiego meczu naszych siatkarzy na mistrzostwach świata można by poprzestać. Rezultat pokazuje, jak wielka różnica klas dzieli zespoły, które spotkały się w czwartek w Warnie. Trener Vital Heynen robił to, co lubi, czyli rotował składem, a jego ludzie wypracowali najwyższe zwycięstwo kadry od kilkunastu lat. W piątek Polacy mają dzień wolny, w sobotę zagrają z Finlandią.

1. Portoryko zablokowane jak Torres przez Kubiaka

Wyrównany mecz Polski z Portoryko nie był nawet przez chwilę. A ostatecznie złudzenia nasi rywale stracili już chyba przy stanie 8:13 w pierwszym secie. Wtedy zdobyliśmy trzeci punkt z rzędu. W stylu podkreślającym naszą dominację – Michał Kubiak tak zablokował Maurice’a Torresa, że ten dostał piłką w głowę. Polacy podkręcili tempo i zaczęli bić mocniej, bo zdenerwowało ich kilka spornych sytuacji i dziwnych ocen sędziowskich. Chwilę przed tą akcją odgwizdano nam dotknięcie siatki w bloku. „Dotknąłeś?” – takie pytanie kapitan wykrzyczał do Jakuba Kochanowskiego. Ale wiedział, że odpowiedź brzmi „nie”, bo nie czekając na odpowiedź już prosił trenera, by ten wystąpił o wideoweryfikację. Cóż, Polakom szybko nadepnięto na odcisk, do tego momentu trener Vital Heynen już dwa razy zdążył się pokłócić z arbitrami. Po efektownym ataku Jakuba Kochanowskiego i dwóch asach serwisowych Grzegorza Łomacza mistrzowie świata na drugą przerwę techniczną zeszli, wygrywając 16:8.

W tej partii zaliczyliśmy pięć asów serwisowych, a rywale żadnego. Jednego z tych asów zaserwował Aleksander Śliwka, debiutujący w wielkiej imprezie. Jednego zaliczył też debiutujący w bułgarsko-włoskim turnieju Mateusz Bieniek. Właśnie on zdobył znamienny punkt na 22:11. Środkowy bezlitośnie skończył akcję, za którą Portorykańczycy zebrali burzę braw od dwóch tysięcy polskich kibiców. Oklaski się należały, bo Torres z kocią zwinnością przeleciał nad bandami reklamowymi, równocześnie broniąc straconej wydawałoby się piłki. Ale kiedy tylko ta pojawiła się nad siatką, Bieniek huknął z miną killera, pokazując rywalom, że czego by nie zrobili, i tak nie mają szans.

Ta zasada obowiązywała już do końca.

W środę po dwóch bardzo dobrych setach z Kubą naszej drużynie przytrafił się słaby trzeci i przez to mecz był dłuższy niż być powinien. W czwartek rywal był z innej półki, ale i nasza koncentracja była inna, więc przerobiliśmy scenariusz idealny.

2. Najwyższe zwycięstwo od kilkunastu lat

Polska 75 – Portoryko 41; tak wygląda punktowy wynik obu drużyn. O tym jak rzadko w siatkówce oglądamy równie wielką przepaść jak ta dzieląca czwartkowych rywali niech świadczy fakt, że Polska nie pokonała wyżej żadnego rywala co najmniej od 2005 roku, czyli od czasu, gdy jej trenerem został Raul Lozano i po latach przywrócił ją do ścisłej światowej czołówki walczącej o medale wielkich imprez. Ostatnie podobnie wysokie zwycięstwo naszej kadry oglądaliśmy 17 maja 2014 roku. Wtedy w drugim oficjalnym meczu za kadencji Stephane’a Antigi wygraliśmy z Macedonią 3:0 (25:13, 25:15, 25:15) w rozgrywanych we Wrocławiu eliminacjach ME 2015. Po tamtym spotkaniu kadra rozegrała grubo ponad 100 oficjalnych meczów i dopiero teraz zbliżyła się do takiego zdeklasowania rywala, a nawet ten wynik przebiła. Naprawdę rzadko się zdarza rozsmarować kogoś po parkiecie aż tak, jak to zobaczyliśmy w czwartek w Warnie. I chociaż to było tylko Portoryko, to na pewno na morale naszej drużyny okazałe zwycięstwo wpłynie bardzo dobrze.

Michał Kubiak w meczu z PortorykoMichał Kubiak w meczu z Portoryko FOT. KUBA ATYS

3. Całe wojsko gotowe

Damian Schulz, Grzegorz Łomacz, Michał Kubiak, Aleksander Śliwka, Jakub Kochanowski, Mateusz Bieniek i Paweł Zatorski – tak wyglądał wyjściowy skład Polski na mecz Portoryko. Z tej siódemki tylko Kubiak, Kochanowski i Zatorski znaleźli się w „podstawie” również na środowe spotkanie z Kubą.

Już w połowie pierwszego seta z Portoryko (przy stanie 18:9) na boisko wszedł Bartosz Kwolek. W tym momencie Dawid Konarski pozostawał naszym jedynym zawodnikiem bez choć chwili gry w mistrzostwach z 14-osobowego składu Polski na ten turniej. Ale i on pojawił się na placu gry jeszcze w pierwszym secie. W sumie wystarczyło więc zaledwie pięć partii, by trener Heynen dał pograć wszystkim swoim ludziom. Dwa zwycięstwa są, komplet sześciu punktów jest, a wojsko zostało sprawdzone w komplecie. Teraz można skorzystać z dnia wolnego i przygotować się na poważniejsze wyzwania, czyli starcia z Finlandią, Iranem i Bułgarią.

Więcej o: