Siatkówka. Jakub Kochanowski: W monolicie nie ma miejsca na jednego lidera

- Jesteśmy monolitem i nie mamy chęci rozbijania się na pojedyncze jednostki - tłumaczy w Sport.pl środkowy reprezentacji Polski, Jakub Kochanowski.

Dwie wygrane jak na razie na swoim koncie mają polscy siatkarze w Memoriale Huberta Jerzego Wagnera. Podopieczni Vitala Heynena w piątek pokonali Kanadę 3:0, a dzień później zwyciężyli Francuzów po tie-breaku.

Jedną z wiodących postaci w biało-czerwonym zespole był Jakub Kochanowski. Wydaje się, że 21-letni środkowy na stałe wpisał się w podstawową koncepcję drużyny prowadzonej przez belgijskiego szkoleniowca i w pierwszym secie spotkania z Trójkolorowymi zdobył 8 punktów.

Emocjonalne rollercoastery, czyli świetny start w pierwszym secie, który później przerodził się w przeciąganie liny z Francją do samego końca tie-breaka to rozbudzenie emocji, którego potrzeba przed mistrzostwami świata?

Jakub Kochanowski: - Nie powiedziałbym, że którakolwiek chwila sobotniego spotkania była spokojna. Od początku mecz był bardzo ciężki i nie było momentu, w którym jednoznacznie można by stwierdzić, że dominowaliśmy nad przeciwnikami. Jeśli chodzi stricte o przygotowania do mistrzostw świata, to dla mnie każde starcie jest bardzo cennym doświadczeniem i z każdego z nich będę czerpać jak najwięcej.

 Mimo młodego wieku czuje się pan jednym z filarów zespołu? Dużo od pana zależało. W pierwszym secie, który wygraliście, zdobył pan 8 punktów, a w kolejnym, przegranym 21:25, już tylko 1. To pokazuje, że ma pan znaczący wpływ na drużynę.

- To nie ma dla mnie większego znaczenia, bo jesteśmy monolitem i nie mamy chęci rozbijania się na pojedyncze jednostki. Układ ataku w drugim secie był, jaki był, i zdaję sobie sprawę z tego, że gdyby udało mi się skończyć kilka akcji więcej, to możliwe, że tę partię byśmy wygrali, aczkolwiek taki jest sport i liczy się to, że ostatecznie zwyciężyliśmy w pięciu setach.

W monolicie jest miejsce na lidera?

- W monolicie nie ma miejsca na jednego lidera. Mecz z Francją dobitnie pokazał, że w różnych momentach seta różni ludzie biorą na siebie odpowiedzialność za grę zespołu. To będzie naszą największą siłą.

Więc model budowania zespołu rotacyjnego zaproponowany przez Vitala Heynena według pana się sprawdza.

- W mojej opinii pracujemy bardzo dobrze. Forma treningów jest świetnie dobrana, a jeśli chodzi o samego szkoleniowca, to według mnie jest to niezwykły fachowiec i myślę, że każdy z zawodników będzie za nim szedł.

Sam zdradzał, że niejednokrotnie to wy go uspokajacie, jak przy zmianie godziny sparingu z Kamerunem, która go poddenerwowała.

- Ha ha, jakiś balans w drużynie musi być!