Siatkówka. Dawid Konarski: Cieszę się, że w tym momencie nie gramy 'pięknie'

- Zauważmy, że dzięki rotacjom trenera Heynena każdy jest w rytmie meczowym i w równym stopniu może pomóc zespołowi - mówi w Sport.pl Dawid Konarski.

W Krakowie trwa Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, który jest ostatnim turniejowym sprawdzianem reprezentacji Polski przed nadchodzącymi mistrzostwami świata. W piątek biało-czerwoni pokonali Kanadyjczyków 3:0, by w sobotę, nie bez kłopotów, zwyciężyć Francuzów 3:2.

To, co zastanawiało w grze zespołu Vitala Heynena na dwa tygodnie przed startem mundialu, to spore przestoje w przyjęciu, przewidywalność w grze środkiem i chimeryczność ataku. Bartosz Kurek, który w ostatnim czasie wydaje się podstawą na swojej pozycji, skończył 7 na 16 zagrań, nie zapewniając zespołowi stałości, której ten potrzebował szczególnie w drugim i trzecim secie spotkania z Trójkolorowymi. Zastąpił go Dawid Konarski, który za Ferdinando De Giorgiego u sterów kadry był podstawowym atakującym.

- Myślę, że wszyscy jesteśmy „numerami jeden”. Trener bardzo rotuje składem i nie są wykluczone kolejne zmiany. Cała czternastka ma się czuć jak najlepiej, więc nie ma między nami podziałów. Wydaje mi się, że większość zawodników jest na tyle doświadczona, że nikt nie przejmuje się tym zbytnio, czy wejdzie na boisko z kwadratu, czy nie – tłumaczy zawodnik w Sport.pl.

Taki mecz generuje większą złość, ponieważ mogliście nim pokierować inaczej, czy też cieszy, bo mimo olbrzymich kłopotów wygraliście rzutem na taśmę?

Dawid Konarski: - Na pewno daje więcej radości, bo zgodzę się z tym, że mieliśmy spore kłopoty. Rywale mocno odjechali nam w trzecim secie, ale zaczęliśmy odrabiać straty, co przełożyło się na naszą lepszą dyspozycję na początku kolejnej partii. W tie-breaku poszliśmy za ciosem..

W sobotnim spotkaniu można było zauważyć większą liczbę zmian. One na pewno cieszyły, ponieważ każdy, kto wchodził na boisko wnosił trochę pozytywnej energii – w końcu udało nam się odwrócić losy meczu z bardzo wymagającymi przeciwnikami, jakimi są Francuzi.

Jakub Kochanowski pytany o to, czy jest u was lider, który ma za zadanie wzięcie odpowiedzialności za grę w kryzysowych momentach, odpowiedział, że nie, ponieważ liderzy kształtują się w zależności od momentu w grze. Liderem w kadrze się bywa, a nie jest?

- To, co powiedział Kuba jest chyba kluczem do rozumienia charakterystyki naszego zespołu. Zdarzają się momenty, w których jeden z zawodników bierze na siebie ciężar odpowiedzialności w ataku, a drugi w obronie. Obydwaj jednocześnie wyprowadzają drużynę z kryzysu, więc nie można powiedzieć, że za sukces odpowiada tylko jeden gracz.

Granie pod jednego lidera zawsze jest ciężkie. Może zdarzyć się jednak tak, że na mistrzostwach świata jeden z nas będzie na takim „gazie”, że będzie zdobywał punkt za punktem. Wtedy głupotą byłoby nie grać na niego. Jeśli tak się nie stanie, to w każdej sytuacji będziemy starali się znaleźć jak najlepsze rozwiązanie i zespołowo prowadzić grę. Ktoś da świetny wyblok, inny nie zawaha się w ataku, a jeszcze inny popisze się w obronie. Tak wygląda siatkówka, więc nie zamierzamy wykreować jednej osoby, która będzie „superbohaterem”. Gramy całą drużyną.

Gracie sinusoidalnie – potraficie mieć serię świetnych bloków i kiwek, by chwilę później pozwolić sobie na kuriozalne niedociągnięcia w przyjęciu czy rozegraniu. To nie niepokoi pana dwa tygodnie przed obroną tytułu mistrza świata?

- Myślę, że nie. Cieszę się, że w tym momencie nie gramy „pięknie”. W poprzednim Memoriale Wagnera w mojej opinii graliśmy skuteczniej, jednak w żaden sposób nie przełożyło się to na wynik osiągnięty na mistrzostwach Europy.

 Skoro to falowanie w grze występuje, to nie mam nic przeciwko, by pojawiało się jeszcze przed nadchodzący tydzień. Później mam nadzieję, że się ustabilizujemy i ono zniknie. Po turnieju w Krakowie czeka na nas jeszcze tydzień treningów w Spale i dwa sparingi, więc uda nam się co nieco poprawić.

W głowach macie jeszcze luz, czy już w nich szumi, że za dwa tygodnie jedziecie na mundial?

- Jest luz. Trener nie pozwala nam myśleć o pierwszych meczach na mistrzostwach świata. Mamy jeszcze sporo do zrobienia, dzień po dniu realizujemy założenia i myślę, że po raz pierwszy tak naprawdę poczujemy mistrzostwa świata podczas wylotu do Warny.

Presja obrony wyniku bardziej motywuje czy przytłacza, bo wielu oczekuje, że dorównacie składowi sprzed czterech lat?

- Na pewno mobilizuje. Myślę, że możemy wystąpić na tym turnieju z podniesionymi głowami i będziemy starali się grać jak najlepszą siatkówkę. Nie jesteśmy faworytami numer jeden do złota, ale jako obrońcy tytułu damy z siebie wszystko, aby wypaść jak najkorzystniej. Czy zagramy 30 września w finale – tego nie jestem jednak w stanie przewidzieć.

W zeszłym sezonie był pan jedną z największych podpór kadry i Ferdinando De Giorgi na pana stawiał. Teraz też czuje się pan numerem jeden polskiego ataku?

- Myślę, że wszyscy jesteśmy „numerami jeden”. Trener bardzo rotuje składem i nie są wykluczone kolejne zmiany. Cała czternastka ma się czuć jak najlepiej, więc nie ma między nami podziałów. Wydaje mi się, że większość zawodników jest na tyle doświadczona, że nikt nie przejmuje się tym zbytnio, czy wejdzie na boisko z kwadratu, czy nie. Jesteśmy w drużynie po to, by siebie uzupełniać i sobie pomagać, bo tylko nasz wspólny sukces da medale. Przed nami bardzo długi i ciężki turniej, więc na pewno niejedna zmiana będzie potrzebna, by osiągnąć dobry rezultat. Zauważmy, że dzięki rotacjom trenera Heynena każdy jest w rytmie meczowym i w równym stopniu może pomóc zespołowi.

Czy jest w tej chwili zespół, który na tym etapie przygotowań do mistrzostw świata jest w stanie dać wam lepszą lekcję siatkówki niż Rosja?

- Aktualnie nie. Rosjanie przyjechali na Memoriał najmocniejszym składem, grają fenomenalnie, wygrywając rozgrywki Ligi Narodów dość gładko... Zobaczymy, czy utrzymają to do mistrzostw świata. Wtedy przekonamy się, gdzie jesteśmy my, a gdzie oni.

***

Wnioski po meczu Polska - Francja

Jak po grudzie, ale zwycięsko. Polska lepsza od Francji