Memoriał Wagnera. Polska - Francja 3:2. Pięć rzeczy po pięciu setach: Nie ma Kurka, jest wygrana, nie powinno być szampana

Polska pokonała Francję 3:2 (30:28, 21:25, 22:25, 25:21, 15:13) w swoim drugim meczu XVI Memoriału Wagnera w Krakowie. Nasi siatkarze ładnie walczyli, ale na dwa i pół tygodnia przed startem mistrzostw świata są jeszcze daleko od ładnego grania. W niedzielę o godz. 17.30 spotkanie Polska - Rosja. Relacja na żywo w Sport.pl

1. Francja pokonana, ale nie otwierajmy szampana

Dobrze grany set otwarcia dał Polsce prowadzenie 21:17 i nagle nasz zespół ogarnęła niewytłumaczalna niemoc. Proste błędy Bartosza Kurka, niechlujne dogrania Grzegorza Łomacza, złe wybory w ataku, apatia w obronie, ogromna nerwowość – to wszystko sprawiło, że set ciągnął się na przewagi aż do stanu 30:28. Na szczęście 30:28 dla nas. A poza szczęściem bardzo pomogli nam Francuzi.

Generalnie było widać, że rywale też nie są jeszcze w formie, jaką chcieliby mieć na ruszających 9 września mistrzostwach świata. Ale kiedy tylko spokojnie grali swoje i potrafili się skoncentrować, to sprawiali naszej drużynie wielkie problemy. W drugim i trzecim secie bardzo łatwo wychodzili na wysokie prowadzenie (w obu 15:9), które później w miarę spokojnie dowozili do końca. W trzecim nie przeszkodził im nawet fakt, że grali już praktycznie wyłącznie zawodnikami rezerwowymi.

Dla naszych siatkarzy oklaski za to, że nie przestali walczyć. Nawet w tak beznadziejnej wydawałoby się sytuacji jak w secie numer dwa potrafili zbliżyć się do przeciwnika. Ale sposób, w jaki później zmarnowali własny wysiłek był zatrważający. Przy stanie 20:22 powinniśmy wyprowadzić kontrę, która dałaby nam 21. punkt. Niestety, do przebitej dołem piłki przez Earvina Ngapetha Paweł Zatorski wystartował jak junior, a nie jak doświadczony libero, i odbił ją tak, że ta przeszła na stronę Francuzów, dając im za chwilę atak na 23:20.

Tego typu błędów w całym meczu podopieczni Vitala Heynena popełnili zdecydowanie za dużo.

2. „Tak nie może grać atakujący”

Jeśli nieobliczalny Heynen nie ukrywa jakiegoś chytrego planu, to Kurek będzie naszym podstawowym atakującym na mistrzostwach świata. I to jest powód do niepokoju. Żeby było jasne – nie widać zawodnika, który byłby na tej pozycji wyraźnie lepszy. Ale może lepiej byłoby pozwolić zdobywać doświadczenie komuś młodszemu niż wierzyć, że były przyjmujący wreszcie odpali?

W piątek z Kanadą Kurek skończył pięć z 17 ataków. I choć duża w tym wina źle dogrywającego mu Łomacza, to obecny w Krakowie Giba nie miał wątpliwości, jak należy ocenić Kurka. „Tak nie może grać atakujący” – krótko stwierdził Brazylijczyk.

W sobotnim starciu z Francją Heynen trzymał Kurka na boisku do połowy trzeciego seta. Zdjął go po serii czterech nieskończonych akcji, z bilansem 7/16.

W tym sezonie reprezentacyjnym Kurek zagrał jeden dobry mecz. A nawet świetny, gdy w Final Six Ligi Narodów w Lille skończył 22 z 32 ataków w starciu z Rosją. Niestety, w innych meczach nie notował nawet 50-procentowej skuteczności. Regularny był ostatnio w 2015 roku, czyli zaraz po zmianie pozycji, na co namówił go Stephane Antiga.

3. Zatorski jak Wojtaszek

Było już o Zatorskim, ale było za mało. Kilka lat temu – a już na pewno w 2014 roku, gdy zdobywaliśmy mistrzostwo świata - ten facet był jednym z najlepszych libero globu. Śmiało można było go stawiać przy grającym dla Francji Grebennikowie. A teraz? W sobotę trudno było zauważyć, że gra on, a nie o wiele przecież mniej doświadczony i ceniony Damian Wojtaszek. Oczywiście Zatorski nie jest w pełni sił, miał (a może nadal ma) problemy z plecami. Ale tym nie można tłumaczyć wszystkiego. Heynen zdjął Zatorskiego z boiska przy stanie 3:6 w trzecim secie. I trudno było za nim tęsknić. A przecież to powinien być jeden z tych zawodników, których nie da się zastąpić.

4. Środek daje trochę spokoju

Brak takiego zawodnika, który w trudnym momencie wyrąbałby drużynie drogę do zwycięstwa – to jeden z większych problemów naszej reprezentacji. Rozgrywający nie ma na skrzydłach silnego zawodnika, na którym mógłby polegać w krytycznych chwilach. Dobrze, że może chociaż liczyć na środkowych. Z Kanadą błyszczał Jakub Kochanowski, kończąc osiem z 11 ataków. Ubiegłoroczny mistrz świata juniorów do seniorskiej kadry bardzo dobrze wprowadził się już w trakcie Ligi Narodów, gdzie obok Michała Kubiaka był naszym najlepszym, najrówniejszym zawodnikiem.

W sobotę z Francją popisywał się Mateusz Bieniek. Jeden as serwisowy to jeszcze niewiele jak na jego możliwości. Na pewno kibice pamiętają, jak w czerwcowym meczu z Francuzami w Łodzi Bieniek wygrał nam drugiego seta, idąc na zagrywkę przy stanie 14:17, a schodząc dopiero gdy Polska prowadziła 22:17. Ale w ataku Mateusz zagrał bardzo podobnie jak wtedy. Wówczas miał zapis 7/7, teraz 13/15. Do tego dorzucił dwa punktowe bloki.

A Kochanowski aż osiem razy zatrzymał rywali blokiem (16 razy cały zespół, Francuzi mieli 11 bloków). Wobec tego łatwiej wybaczyć mu kompletnie nieudany występ w ataku (9/26).

5. Jest ktoś, kto się nie boi

Może nieco zaskakiwać, że to Aleksander Śliwka, a nie Artur Szalpuk wyszedł w podstawowej „szóstce” i w piątek, i w sobotę. Ale może właśnie o to chodzi, żeby zaskakiwać? A może powód jest taki, że zawodnik Skry ma problemy z barkiem. W każdym razie w sobotę nie po raz pierwszy Szalpuk pokazał, ile może znaczyć dla reprezentacji. Oczywiście nie przyjmował tak często jak Kubiak i Śliwka, ale błędu nie popełnił. A co najważniejsze, był najlepszy ze skrzydłowych w ofensywie, gdzie skończył aż 11 z 15 ataków. Dwa z nich były na wagę wygranych setów. W pierwszym zaryzykował, bijąc na siłę po bardzo złym, sytuacyjnym rozegraniu. A tie-breaka i mecz skończył, sprytnie wpychając piłkę na stronę Francuzów po ich bloku. Kogoś z dużą pewnością siebie nasza drużyna bardzo potrzebuje.

***

Polska pokonała Francję

Kamil Stoch stracił koszulkę lidera

Rummenigge zszokowany słowami Lewandowskiego