Memoriał Wagnera 2018. Polska - Kanada 3:0. Trzy rzeczy po trzech setach: Wystarczyło ograniczyć błędy. Ale na Francję i Rosję to nie wystarczy

Polska pokonała Kanadę 3:0 (29:27, 25:17, 25:19) w meczu otwierającym 16. Memoriał Wagnera. Ale w Krakowie nie zobaczyliśmy naprawdę dobrej gry naszej kadry. A taka będzie potrzebna już w sobotę i niedzielę, by nawiązać walkę z Francją oraz Rosją, czyli wicemistrzem i mistrzem tegorocznej Ligi Narodów. W sobotę mecz Polska - Francja, relacja na żywo w Sport.pl o godz. 14.00

1. Nie było łatwo, szybko i przyjemnie

Sześć zepsutych zagrywek, 10 błędów własnych, Bartosz Kurek kończący w ataku tylko jedną z siedmiu piłek – to wszystko bilans pierwszego seta meczu z Kanadą. Drużyna Stephane’a Antigi grała z Polską zdziesiątkowana kontuzjami, a jeszcze przy stanie 8:7 dla nas w pierwszym secie urazu (najpewniej mięśni brzucha) nabawił się rozgrywający Tyler Sanders i na boisko już nie wrócił. Mimo to męczyliśmy się z Kanadyjczykami okrutnie i wygraliśmy dopiero na przewagi, do 27.

Drugi i trzeci set były już w naszym wykonaniu lepsze. Podstawową różnicę było widać w polu serwisowym - skończyliśmy z siedmioma asami i 14 pomyłkami. Dużo w tym elemencie wniósł Aleksander Śliwka (cztery asy). W ataku też był dobry (6/9), pomógł Kubiakowi (13/20) i Jakubowi Kochanowskiemu (8/11), Ale zwycięstwa do 17 i 19 mimo wszystko zakłamują obraz gry (np. bez większego echa może przejść słaba gra Kurka, który skończył tylko 5 z 17 ataków i niemal brak naszego bloku, bo tu zdobyliśmy tylko dwa punkty, a rywale sześć). Na słabą Kanadę po prostu wystarczyła poprawność sprowadzająca się głównie do ograniczenia liczby własnych pomyłek (po 10 w pierwszym secie w dwóch kolejnych popełniliśmy ich w sumie 11). Ponad tę poprawność nasz zespół raczej się nie wznosił.

2. Na Francję i Rosję tyle nie wystarczy

Oczywiście na dwa i pół tygodnia przed pierwszym meczem mistrzostw świata nie możemy być w najwyższej formie. Drużyna jeszcze czuje trudy zakopiańskiego obozu, jeszcze brakuje jej świeżości, jeszcze normalne są nawet takie akcje jak powtarzające się wystawy Grzegorza Łomacza do Bartosza Kurka o jakości, która tak naprawdę nakazywałaby atakującemu oddawać piłkę rywalom za darmo, a nie zbijać z nadzieją, że i z tak niedobrej piłki może udać się coś zrobić.

Ale jest i druga strona medalu. W sobotę podopieczni Vitala Heynena zmierzą się z Francją (o godz. 14), w niedzielę czeka ich mecz z Rosją (17.30). Bardzo możliwe, że w tej chwili to dwa najmocniejsze zespoły na świecie. Jasne, że one też jeszcze nie są w optymalnej formie, bo również szykują taką dopiero na rozpoczynający się 9 września mundial. Ale po tym co Polacy pokazali przeciw osłabionej Kanadzie trzeba się obawiać, jak wypadną w kolejnych meczach. Z psychologicznego punktu widzenia będzie bardzo ważne, by z Francuzami i Rosjanami powalczyć. A o to może być trudno.

3. Szóstki chyba ciągle nie ma

Na środku Piotr Nowakowski i Jakub Kochanowski, na ataku Bartosz Kurek, na rozegraniu Grzegorz Łomacz, na przyjęciu Michał Kubiak i Aleksander Śliwka, a jako libero Damian Wojtaszek, bo Paweł Zatorski wciąż jeszcze leczy kontuzjowane plecy – to podstawowy skład Polski z meczu z Kanadą. Czy trener Heynen taki szykuje również na mecze mistrzostw świata? To wątpliwe. Eksperci oczekują od Belga, że tuż przed najważniejszym turniejem sezonu wskaże swoich pewniaków i będzie dawał im czas, by się zgrali. Ale znając Heynena trudno się spodziewać, że w sobotę i niedzielę nie sprawdzi w akcji Artura Szalpuka, Damiana Schulza, w większym zakresie Dawida Konarskiego czy Mateusza Bieńka. Wszystko wskazuje na to, że nasz szkoleniowiec nie zmieni swojej filozofii budowania szerokiego zespołu na MŚ.

STUDIO SPORT.PL. Ekstraklasa. Pogoń Szczecin i Wisła Płock rozczarowują. Co się dzieje z rewelacjami wiosny? [W POLU K]