Polska - Brazylia. Polacy te mistrzostwa już wygrali

W niedzielę mecz o drugie, po 40 latach, mistrzostwo świata dla Polski. Ale Polacy te mistrzostwa już wygrali. Wielki finał Polska - Brazylia o 20.25. Relacja Z Czuba i na żywo na Sport.pl.

Którym siatkarzem reprezentacji Polski jesteś? Sprawdź! [PSYCHOTEST]

Nie musisz patrzeć, nie musisz nasłuchiwać, nie musisz się nawet interesować siatkówką. Wystarczy że jesteś w okolicach Spodka i wiesz. Odliczanie do trzech i radość po punktach dla Polaków słychać z daleka. Podczas meczu z Rosją, tego z Łodzi, w trzeciej fazie, stało tu, w strefie kibica przy katowickiej hali, 12 tysięcy widzów. W sobotę podczas meczu z Niemcami - 15 tysięcy, rekord mistrzostw świata. Kto się zmieścił, stał w strefie, kto nie, ten poza barierkami, na chodnikach, przy pomniku Powstańców Śląskich, wszędzie tam, skąd dało się jeszcze zobaczyć coś na telebimie. Na finał policja ma zamknąć rondo przy Spodku, żeby pomieścić bezpiecznie jeszcze więcej chętnych.

- Tutaj się zaczynała współczesna historia polskiej siatkówki, a teraz mamy tu zagrać o mistrzostwo świata. Gdy Polska ostatni raz była w finale mistrzostw, byłem jeszcze w liceum i się nie goliłem - mówił nam schodząc do szatni Andrzej Wrona. On po ostatniej piłce półfinału przebiegł sprintem, z trybun, przez całe boisko, żeby się cieszyć z całą drużyną. Paweł Zagumny, który grał w 1998 roku w Spodku w pierwszej w Polsce Lidze Światowej (to ją miał na myśli Wrona, mówiąc o początku historii), po półfinale na wolnej połowie boiska odbijał sobie spokojnie piłkę z córką i synem. Z synami przechodzili przez strefę wywiadów Krzysztof Ignaczak i Mariusz Wlazły, ten ostatni obejmował ramieniem przegranego Georga Grozera. Tak się kończył wieczór do wspominania latami.

W hali, w ogłuszającym hałasie, był niemal komplet, ponad 11 tysięcy widzów. Wolne miejsca zostały tylko, jak zawsze, tam gdzie są miejsca z puli sponsorskiej. Ale tym razem dosłownie kilka. Jeszcze w dniu meczu ostatni desperaci przekonywali w kasach, że oni bilety na półfinał Francja-Brazylia mogą oddać nawet za darmo, byle tylko mogli kupić te na Polska-Niemcy. Faza finałowa mistrzostw była wyprzedana od dawna, nie wszyscy wtedy obstawili właściwy półfinał.

Ale na tym pierwszym półfinale hala też była niemal pełna. Na trybunach grupki Brazylijczyków, większe i głośniejsze grupki Francuzów, byli nawet Włosi. Ta sobota była trochę jak benefis, początek pożegnania z mistrzostwami. Znakomitymi mistrzostwami. Tego nie zmienią ani medialne kłótnie, oświadczenia, przerzucanie się winą za kodowanie, ani wspomnienia wszystkich środkowych palców wyciągniętych w trzeciej rundzie grupowej. Kto wyciągał, ten teraz zbiera za swoje, jak Brazylia Bernardo Rezende, wygwizdywana przez publiczność w Spodku przy serwisie. W niedzielę będzie zapewne wygwizdywana jeszcze mocniej. Ale żaden z tych sporów podczas mistrzostw samych mistrzostw nie zepsuł. To były nasze wojny, w świat szło co innego: zdjęcia z zapełnionego Narodowego, artykuły w najważniejszych niemieckich dziennikach o polskim siatkarskim bziku, wzruszenie obcokrajowców, którzy na co dzień muszą znosić to, że ich siatkówka jest sportem niszowym, a zobaczyli kraj, w którym jest na tronie. Rosjanie też się wzruszali.

Pod tym względem Polacy już mistrzostwa wygrali. Wszyscy, od siatkarzy i ich spokojnych francuskich trenerów, przez siatkarski związek, po te setki tysięcy widzów w halach. To było święto sportu, z rekordami frekwencji na trybunach, rekordami łącznej oglądalności, nawet mimo kodowania 101 ze 103 meczów, rekordami zysków pewnie też. PZPS na pewno miał swoje biletowe rekordowe żniwa, co do pakietów Polsatu, to jeszcze nic pewnego nie wiemy, bo firma nie dała zgody dystrybutorom na ujawnianie informacji. Ale już podczas pierwszej fazy słyszałem od niektórych z nich, że zainteresowanie jest duże. Potem musiało tylko rosnąć.

Nie, to nie było drugie Euro 2012. Nigdy nim nie mogło być. Euro, mundial, igrzyska letnie i zimowe to są imprezy, które zatrzymują codzienne życie, to ono się do nich dostosowuje. Inne imprezy nie. Siatkarskie mundiale też nie. Nawet w Polsce. A mimo to wycisnęliśmy z turnieju więcej dobrego sportu i dobrej zabawy, niż ktokolwiek mógł przypuszczać, zwłaszcza od kiedy Polsat ogłosił decyzję o kodowaniu. To były 22 piękne dni. I niech 23. będzie jeszcze piękniejszy.

Zobacz wideo

"Kat". Biografia Huberta Wagnera

Więcej o: