Polska - Brazylia 3:2. Po wielkim meczu Polacy bliżej medali

W 1976 roku drużyna Huberta Wagnera we wspaniałym stylu sięgnęła po olimpijskie złoto, wygrywając większość meczów po pięciu setach. Teraz jej śladem podążą Polska prowadzona przez Stephane Antigę. W pierwszym spotkaniu trzeciej fazy pokonała broniącą tytułu Brazylię i jest o krok od półfinału. W środę Brazylia zagra z Rosją (o 20.25) a w czwartek mecz Polska - Rosja (20.25). Relacje na żywo w Sport.pl.

Którym siatkarzem reprezentacji Polski jesteś? Sprawdź! [PSYCHOTEST]

Zagra czy nie zagra? - to pytanie zadawali sobie chyba wszyscy siatkarscy kibice w Polsce. Bo bez Michała Winiarskiego reprezentacja Polski jest siatkarsko uboższa. To w końcu jeden z najlepszych przyjmujących na świecie i kapitan drużyny. A przypadkowi zawodnicy nie pełnią takiej ważnej funkcji. Winiarski pokazał, że zasłużył na nią jak nikt inny, bo z pewnością nie był w pełni zdrowy. Widać to było po grymasie bólu na jego twarzy przy przyjęciu zagrywki czy atakach. W połowie drugiego seta zszedł z boiska, ale nie powędrował do kwadratu dla rezerwowych, lecz na krzesło. Organizmu, mimo ogromnej ambicji, nie dało się oszukać.

Brazylijczycy nie zamierzali oszczędzać naszego kapitana i serwując celowali w niego. Sami byli pozbawieni swojego przywódcy, bowiem kontuzjowany Murilo Endres nie znalazł się w kadrze meczowej. A to jeden z tych nielicznych, którzy grają jak mistrzowie sprzed kilku lat, przede wszystkim unikając błędów. Poza tym to on jest głównym przyjmującym drużyny. Brak Murilo było widać w pierwszym secie, kiedy faworyci popełnili aż 11 błędów. To dlatego nasza drużyna, choć jej gra daleka była od tego, co pokazała na początku pojedynku z Iranem, to objęła prowadzenie.

Polska miała tylko 43-procentową skuteczność w ataku, a przewagę osiągnęliśmy, gdy sędzia nie pozwolił na zmianę powrotną i przez cztery akcje byliśmy bez rozgrywającego. Mimo to zdobyliśmy trzy punkty i kiedy wreszcie Fabian Drzyzga wrócił na boisko, było już 21:18. A przegrywaliśmy już 9:14! To była Brazylia jak z początku Ligi Światowej, kiedy pokonaliśmy ją dwukrotnie, grając w mocno odmłodzonym składzie.

Dlaczego Polacy serwowali zachowawczo?

Jednak nawet wyjątkowo słabemu potentatowi nie wolno rewanżować się prezentami. Bo choć Ricardo Lucarelli to nie Giba, a Felipe Fonteles nigdy nie będzie grać jak Dante, to Brazylia jest silna, wciąż najsilniejsza na świecie. Do trzeciej rundy jako jedyna awansowała bez porażki, tracąc tylko cztery sety. Zastępujący Winiarskiego Mateusz Mika nie dorówna w ataku Fontelesowi, tym bardziej, gdy ma naprzeciw siebie trójkę blokujących o średniej wzrostu 206 cm. Dlaczego jednak w ważnym momencie kolejny raz wyrzuca za boisko lekką zagrywkę? To albo brak koncentracji, albo niechlujstwo, jakiego tej klasy rywal nie wybacza.

Co gorsze, mocno zdenerwowani Brazylijczycy zaczęli grać bardzo swobodnie. Nawet wyżywający się na kolegach po nieudanych zagraniach Lucas Saatkamp z uśmiechem przyjmował błędy, nawet te najpospolitsze. Luz od razu przełożył się na zagrywkę: Lucas i Fonteles zaczęli serwować bardzo mocno, zaś Lenadro Vissotto gnębił flotem wszystkich polskich przyjmujących. Szalone wystawy Bruna Rezende, które w pierwszej partii kończyły się pustymi przelotami jego atakujących, zaczęły trafiać tam, gdzie chciał.

Polacy nie byli w stanie na to odpowiedzieć, bo nawet skuteczni wcześniej Mariusz Wlazły i Karol Kłos nie potrafili sforsować rąk rywali. Jeśli im się to udawało, w odpowiednim miejscu czekali obrońcy. Nasza drużyna była bezradna, a przebieg seta świetnie oddaje ostatni punkt zdobyty przez przeciwników. Kubiak zlekceważył lekki serwis Sidao, a piłka wpadła w narożnik boiska.

Najważniejszym zadaniem było więc odebrać mistrzom pewność siebie, sprawić, by stracili uśmiechy, znów zaczęli się denerwować, przestali trafiać zagrywką z prędkością blisko 120 km/godz. Bo wtedy nawet Paweł Zatorski stara się jedynie podbić piłkę do góry, nie myśląc zupełnie o dograniu jej nawet w pobliże rozgrywającego. A mierzący 191 cm wzrostu Kubiak musiał mierzyć się z blokiem Lucasa (209 cm) i Vissotta (212).

Polacy wyszarpywali punkty

W czwartej partii to się udało, choć tradycyjnie już Brazylia na początku osiągnęła przewagę. Kilka dobrych zagrywek odebrało jej graczom pewność siebie. Polacy zaś zaczęli wreszcie bronić, a kontry zmieniali na punkty.

Już nie rywale dawali nam prezenty, jak na początku, ale nasi siatkarze wyszarpywali punkty dzięki niesamowitemu charakterowi. Pozbawiony zazwyczaj emocji Mika wyskakiwał w górę po blokach na Fontelesie, a Kubiak forsował gigantyczny blok, chociaż był w drugiej linii. Brazylijczycy byli bezradni jak juniorzy i całkowicie stanęli. Polacy zaś wznieśli się na wyżyny i w trzecim kolejnym spotkaniu doprowadzili do tie-breaka. Czy to nie przypominało igrzysk w Montrealu, kiedy drużyna Huberta Wagnera rozstrzygała pojedynki w pięciu setach?

Żaden kibic w łódzkiej nie siedział, a polscy siatkarze co chwila tańczyli z radości. Bernardo Rezende już po pięciu akcjach poprosił o czas, bo jego drużyna przegrywała 1:4. Wlazły (65 proc. skuteczności w ataku) i Mika zdobywali punkt za punktem, Kłos pojedynczym blokiem zatrzymał Lucasa i było 7:2. Brazylia pokazała jednak, że potrafi się podnieść z kolan. Pomógł jej w tym Kubiak, który miał problem z opanowaniem emocji. Po kolejnych gestach w stronę rywali irański sędzia pokazał mu czerwoną kartkę, co oznacza stratę punktu, w tym przypadku ósmego, dającego remis 8:8.

Napięcie sięgnęło zenitu, ale Polacy nie poddali się. Mika zablokował Lucasa, a Lucarelli zaserwował w aut i Polska miała meczbol. Za chwilę wszystko się odwróciło, nie ostatni zresztą raz. Ale ostatnie słowo należało do Polski, a konkretnie do Kłosa. Pomógł nam challange, bo sędziowie nie zauważyli bloku.

W środę Brazylia zmierzy się z Rosją, relacja na żywo w Sport.pl.

Siatkarskie mistrzostwa świata potrwają do 21 września. W III rundzie grupowymi rywalami Polaków będą jeszcze Rosjanie (18.09). W drugiej grupie gra Francja, Iran i Niemcy. Do półfinału przejdą po dwie najlepsze drużyny z każdej z grup.

"Kat". Biografia Huberta Wagnera

Więcej o: