MŚ w siatkówce 2014. Polska - Iran 3:2. Polska pokazała charakter! Pokonała Iran i jest blisko trzeciej rundy mistrzostw świata

Po dwóch setach nikt w łódzkiej Atlas Arenie nie spodziewał się, że Polska może mieć wielkie problemy w meczu z Iranem. Sytuacja się jednak odwróciła, ale to my cieszyliśmy się z sukcesu.

Którym siatkarzem reprezentacji Polski jesteś? Sprawdź! [PSYCHOTEST]

Nawet ludzie średnio znający się na siatkówce znają powiedzenie, że gdy prowadząc 2:0, nie wygrywa się kolejnego seta, to przegrywa się 2:3. W Łodzi to się nie potwierdziło, a sukces jest tym cenniejszy, że oprócz silnego rywala musieliśmy walczyć z pechem.

Po świetnym występie zmienników w spotkaniu z Włochami spodziewaliśmy się, że Stephane Antiga dokona zmian w podstawowej szóstce. Francuz pokazał, że jest konsekwentny, po dokonał tylko jednej roszady - za Mateusza Mikę wszedł Michał Kubiak. Choć to rywale zaczęli od prowadzenia 1:0, to dwa kolejne punkty zdobył Mariusz Wlazły. Co ważne, drugi zagrywką, pokazując, że kłopoty z poprzednich meczów ma już za sobą. Później dołożył jeszcze jednego asa, czym natchnął kolegów.

Irańczycy sprawiali wrażenie ogłuszonych dopingiem blisko 13 tys. kibiców. Na pierwszej przerwie technicznej wygrywali 8:7, ale po niej stracili trzy kolejne punkty. Polska grała znakomicie. Wlazły wszystko, czego się dotknął, zmieniał w punkty. W pierwszym secie z sześciu jego ataków pięć zakończyło się sukcesem. Zresztą w naszej drużynie nie było słabych punktów. Michał Winiarski nie chciał być gorszy od swojego przyjaciela i też posyłał w kierunku przeciwników piłki z prędkością ponad 100 km/godz.

Znakomity rozgrywający Marouf był bezradny. Obojętnie do kogo posyłał piłki, ten odbijał się od polskiego bloku. Spróbował więc sam kiwnąć, ale też bez efektu. Zaś Paweł Zagumny dostawał piłki w miejsce, gdzie na nie czekał. Mógł więc oszukiwać Irańczyków. A żeby ich jeszcze upokorzyć, sam też sprytnie kiwnął, zdobywając punkt.

Rewelacja turnieju była zupełnie bezradna. Doszło do tego, że Polakom wystarczało przebić piłkę na drugą stronę, a rywale trzęsącymi się rękami atakowali w siatkę. Chodzili po boisku ze spuszczonymi głowami, czekając na egzekucję. Nie mieli żadnego argumentu, by się przeciwstawić polskim siatkarzom. Udzieliło się to szkoleniowcom, którzy pomylili się przy zmianie. Przede wszystkim goście fatalnie przyjmowali, przez co musieli atakować na podwójnym i potrójnym bloku. Polska po dwóch setach miała dziewięć bloków, przy jednym Irańczyków. W asach było 6:1.

Świetna zagrywka i atak jeszcze poprawiły i tak dobrą obronę polskiej drużyny. Piłka nie chciała wpaść w pomarańczową część boiska, a w kontrach Wlazły, Winiarski czy Kubiak sprytnymi atakami doprowadzali rywali do rozpaczy. Ten pierwszy wziął sobie do serca słowa selekcjonera jeszcze we Wrocławiu, że przed końcem mistrzostw wygra nam jeszcze niejeden mecz. Po dwóch partiach miał na koncie 12 punktów, z czego dziewięć zdobytych atakiem. To akurat nic szczególnego, ale niesamowita była jego skuteczność wynosząca 82 proc. O takiej marzą najlepsi środkowi.

Na trybunach trwała zabawa, na boisku też. Bawił się jednak tylko jeden zespół. Bawił się siatkówką. Polakom udawało się wszystko. Zagumny niczym profesor dzielił piłki między swoimi kolegami. Gdy sytuacja była trudniejsza, Wlazły i Winiarski obijali ręce Irańczykom, doprowadzając ich do rozpaczy. Byli bezradni. Gdy ustawiali blok przeciwko Wlazłemu, Zagumny posyłał piłkę na środek drugiej linii albo do Kubiaka, który w swoim stylu sprytnymi zagraniami nie dość, że zdobywał punkty, to jeszcze irytował przeciwników. To były najlepsze dwa sety Polski w ostatnich kilku latach!

Na wyrównany mecz trzeba było czekać do trzeciego seta. Nic nie wskazywało jednak, że sytuacja się odwróci. Wtedy potężnymi bombami serwisowymi zaczął ostrzeliwać nas Amir Ghafour, zmniejszając straty z sześciu (13:7) do dwóch punktów. To nie był koniec, bo po drugiej przerwie Piotr Nowakowski zepsuł zagrywkę, a Iran wykorzystał kontrę i było tylko 16:15.

Potwierdziła się teoria, że nie da się przez cały mecz trudno zagrywać na najwyższym poziomie. Za to mistrz Azji bardzo wzmocnił serwy, utrudniając, a chwilami nawet uniemożliwiając Polakom ataki. Pojawiły się błędy, co kosztowało nas stratę prowadzenia (19:20). Jakby tego było mało, kontuzji pleców doznał Winiarski. Polacy się nie załamali i po bloku Dawida Konarskiego odzyskaliśmy minimalną przewagę. Od czego jest jednak w polskiej drużynie Wlazły. Mimo wysokiego bloku zdobył dwa punkty, dając dwie szanse na zwycięstwo. Niestety, nie wykorzystaliśmy ich, a Irańczycy nie zaprzepaścili okazji.

I nie zamierzali poprzestać. To po ich serwach piłka latała z szybkością ponad 100 km/godz. Teraz to my z trudem zdobywaliśmy punkty. Polacy musieli atakować z tzw. wysokiej piłki, w czym najlepszym specjalistą był Winiarski. Pod jego nieobecność spadła skuteczność w kontratakach, dlatego traciliśmy okazje na odrobienie strat. W końcówce czwartego seta szczęście przeniosło się na irańską stronę boiska. Teraz wszystkie nieczysto uderzone piłki dawały punkty rywalom.

Doszło do tie-breaka, którego Polska powinna wygrać. Wtedy w niedzielnym spotkaniu z Francją możemy pozwolić sobie nawet na porażkę 2:3. W przeciwnym razie do awansu potrzebne będą trzy punkty i lepszy bilans małych punktów. Irańczycy nie zwalniali jednak ręki w zagrywce i - co najgorsze - trafiali. Fabian Drzyzga, który zastąpił Zagumnego, biegał za piłką po całym boisku. Mika grał lepiej niż w poprzednim meczach w Łodzi, lecz brakowało zagrywek Winiarskiego.

Zaciął się Wlazły, zmagający się z wysokim blokiem, ale po jego ataku był remis 7:7. Niestety, Iran znów odskoczył na dwa punkty, a Polakom przytrafiały się proste pomyłki, jak przełożenie ręki na stronę przeciwnika czy dotknięcie siatki. Widać było, że nasi siatkarze dają z siebie wszystko, walcząc nie tylko z Irańczykami, ale i z własnymi słabościami. Nadzieję dał nam Karol Kłos, blokując Sayeda. Co z tego, gdy Mika zaatakował w siatkę i to rywale wyszli na prowadzenie 13:12. Polska pokazała jednak charakter, broniąc meczbola, a następnie wykorzystując pierwszego swojego. Dokonał tego Marcin Możdżonek, blokując atak ze środka.

W niedzielę o godz. 20.15 Polska zagra z Francją.

Siatkarskie mistrzostwa świata potrwają do 21 września. W II rundzie rywalami Polaków będą jeszcze Francuzi (14.09).

"Kat". Biografia Huberta Wagnera

Czy Polacy zdobędą medal na MŚ?
Więcej o: