Krzysztof Ignaczak: Cieszy mnie dobra postawa chłopaków, widzę, że zespół się rozkręca, ewidentnie staje na wysokości zadania, pokazuje klasę. Australia bardzo próbowała podjąć walkę, kiedy już się otrząsnęła z tremy spowodowanej dopingiem naszych świetnych kibiców. Nie dała rady, bo my zrealizowaliśmy wszystkie założenia taktyczne. Wiemy, że kiedy to robimy, jesteśmy w stanie wygrać z każdym.
- Tam mieliśmy świetne widowisko i dla kibiców na trybunach, i dla telewidzów. Dlatego w kuluarach mówi się, że na Narodowy wrócimy. Za to w hali nie zawiewa, a na stadionie bywały momenty, w których piłka zachowywała się dziwnie. W Hali Stulecia otoczkę też mieliśmy świetną, więc i mecz z Australią oglądało się bardzo dobrze.
- Trener mówi, że będzie rotował składem, ja na to liczę, bo jak każdy z tej "14", którą trener wybrał, mam marzenie, żeby na tych polskich mistrzostwach świata zagrać. Ale czy dokona roszad? Okaże się, na pewno najważniejsze jest, żeby zespół dobrze funkcjonował, wygrywał bez straty punktów w pierwszej fazie i w drugiej powiększał przewagę nad rywalami. Może być tak, że na razie trener nie będzie zmieniał składu. Wiemy, jaka jest sytuacja, widzimy, że w grupie D, z której najlepszymi zespołami się spotkamy, wszyscy tracą punkty. Dlatego musimy się mocno skoncentrować na swoim podwórku i przypilnować, żeby nie uciekła nam ta gąska, z którą już się witamy. Jak to zrobimy, to w drugiej fazie będziemy startować z większą liczbą punktów od innych ekip. I ci inni jeszcze bardziej będą się nas bać.
- Paweł i ja tak samo marzymy o tym, żeby trener wystawiał nas do "12". A trener podejmuje autorytarne decyzje, które my musimy zaakceptować. Skoro wybiera Pawła, to ja idę na trybuny, pomagać oklaskami. Rozumiem to tak, że swoje zrobiłem. Przecież harowałem na treningach, pomogłem Pawłowi wypracować formę, tak jak on mi pomagał. Co mam zrobić? Obrazić się? Czuję się częścią drużyny i skoro nie gram, to czekam, aż będę mógł pomóc chociaż przez dwie czy trzy minuty w którymś meczu. A jeśli i tego nie dostanę, to będę pomagał swoim doświadczeniem, humorem, wszystkim, co mam. Szanuję wybory trenera, nie widzę żadnego problemu. I przypominam, że nasza drużyna to nie jest 12 ludzi, nie jest to też "14" powołana na mistrzostwa. Przygotowania do nich zaczęliśmy w 22-osobowym składzie i każdy z tej ekipy dołożył nawet nie cegiełkę, tylko cegłę do tego, jak teraz funkcjonuje zespół. My jesteśmy właśnie zespołem, kolektywem, chyba żaden z nas nie kieruje się jakimiś egoistycznymi myślami.
- Prezes Przedpełski słynie z megaoptymistycznych wypowiedzi. Czasem one są na wyrost. Dla nas nie jest ważne, czy stracimy seta. Ważne, żebyśmy w żadnym meczu nie stracili dwóch punktów, bo żal byłoby zgubić chociaż jeden punkt w starciu z faktycznie niżej notowanymi przeciwnikami. Z drugiej strony to nie frazes, że siatkówka na świecie się wyrównała. Musimy się mieć na baczności, musimy wychodzić tak skoncentrowani jak na Serbię i Australię, wtedy nie powinniśmy mieć problemów.
- Pamiętam, to już też człowiek wiekowy. Nie wiem, jak teraz gra, nie śledzę na co dzień Wenezueli. Ale na pewno się dowiem, bo nasz sztab ma już rywala rozpracowanego, we wtorek i w środę dostaniemy potrzebną wiedzę.
- Jasne, że biorę. Wtedy drużyna dała mi odczuć, że ten medal jest też mój, że tak samo na niego zapracowałem. Teraz z Pawłem nawzajem motywujemy siebie do ciężkiej pracy i nasza rywalizacja podnosi poziom sportowy i jego, i mój. Nie ma co, chętnie biorę złoto na koniec mojej kariery w reprezentacji.
- Nie, Rio to w tym momencie abstrakcja.
- Nie czuję się na siłach ciągnąć tego przez dwa kolejne lata. Chciałbym zdobyć medal na mistrzostwach świata i odejść w glorii oraz chwale.
- To forma sprawdzenia się. Chcę się przekonać, czy umiem napisać coś, co ludzie chętnie przeczytają. Serwis Igłą szyte już wszyscy znają. Od lat pokazuję nas od kuchni, ujawniam nasze lepsze i gorsze momenty, przybliżam nas ludziom. Ale nie myślę o pracy w dziennikarstwie, po prostu przekonuję się, co umiem, lubię próbować nowych rzeczy.