Mistrzostwa świata w siatkówce 2014. "Kibicami możemy się chwalić na całym świecie"

- To było niesamowite przeżycie. Tego nie da się oddać słowami. Kibicami siatkarskimi możemy się chwalić na całym świecie - mówi Marek Magiera, prowadzący sobotni mecz otwarcia mistrzostw świata w siatkówce na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Ponad 62 tys. kibiców na trybunach, ceremonia otwarcia, hymn śpiewany a cappella, a do tego znakomita gra polskiej reprezentacji i łatwe zwycięstwo nad Serbami 3:0. Lepszego początku mistrzostw w naszym kraju wyobrazić sobie nie można. - Nie będę pompował balonika, ale życzę chłopakom, by zagrali ostatnie mecze w Katowicach, by zdobyli medal - mówi Magiera, dziennikarz Polsatu Sport, człowiek, który wspólnie z Grzegorzem Kułagą od lat odpowiada za oprawę meczów siatkarskiej reprezentacji Polski i nie tylko. Obaj panowie wczoraj też dowodzili na Stadionie Narodowym.

Marcin Lew: Łatwo było zasnąć w nocy po meczu otwarcia na Stadionie Narodowym?

Marek Magiera: Właśnie nie. Gdybym policzył godziny snu, to doliczyłbym się najwyżej trzech. Jeszcze o trzeciej w nocy gdzieś się przekręcałem na łóżku, a o szóstej rano musiałem już wyjechać do Wrocławia [tam Polacy zagrają kolejne mecze pierwszej fazy MŚ - przyp. red.]. Ale mówiąc szczerze, to nie pierwszy raz po takim wydarzeniu. Ta adrenalina jest tak duża, że po prostu nie da się zasnąć.

Cały czas słyszałeś ten tłum?

- Dokładnie tak. Jak zamykałem oczy, to widziałem jeszcze raz to wszystko, co się tam działo. Nie mogę się teraz doczekać, kiedy w poniedziałek, na spokojnie, usiądę i oglądnę sobie to wszystko. Jak wyglądało to w telewizji, jaki był przekaz.

To było niesamowite przeżycie, co tu opowiadać. Tego nie odda telewizja, to trzeba było zobaczyć, przeżyć. Słowami to ciężko opisać, to, co we mnie buzowało od samego początku, odkąd wszedłem na stadion, a byłem tam już o siódmej rano.

Którym siatkarzem reprezentacji Polski jesteś? Sprawdź! [PSYCHOTEST]

Ale dla Ciebie przecież taka impreza to nie nowość, taki tłum też...

- To prawda. W strefie kibica na Euro 2012 było więcej kibiców, ponad 150 tys., na Małyszu w Zakopanem ponad 100 tys. Ale umówmy się, siatkówka to moja ukochana dyscyplina, z którą na swój sposób rosłem od jakiś 19 lat, bo tyle pracuję z mikrofonem. To było po prostu kapitalne przeżycie.

Rzadko się zdarza, że na 2,5 godziny przed pierwszym gwizdkiem nie ma wolnego miejsca. Przy ceremonii otwarcia z Grześkiem [Kułagą - przyp. red.] uparliśmy się, by kibice byli taką interaktywną częścią tej ceremonii. By ich też pokazać całemu światu, bo doszliśmy do wniosku, że to nasze święto, a kim jak kim, ale kibicami siatkarskimi to się możemy chwalić na całym świecie. I to, że oni mogli pośpiewać chwilę, pobawić się, to tę ceremonię - moim zdaniem - jeszcze ubarwiło.

Niesamowita była też prezentacja zawodników. Widziałem po minach chłopaków, że to są niespotykane rzeczy. To nie było ich naturalne zachowanie. Jedni próbowali się uśmiechać, drudzy coś zrobić z oczami, żeby zgubić obraz wielkości tego przedsięwzięcia. I jeszcze Karol Kłos, który wybiegając, uderzał pięścią w pierś, w okolice, gdzie była biało-czerwona flaga. To są rzeczy, które będzie się pamiętało do końca życia.

Doping też był kapitalny. Byłem na kilku meczach piłkarskich na Stadionie Narodowym i tak głośno, tak równo i tak fajnie tam jeszcze nigdy nie było.

Co zrobiło na Tobie największe wrażenie?

- Bezapelacyjnie hymn śpiewany przez tyle osób. Mieliśmy obawy, czy to się uda zrobić na tak dużym obiekcie. Bardzo ciężko go nagłośnić tak, żeby dźwięk, który idzie z kolumn rozkładał się równomiernie. Ja się bałem, że kibice mogą nierówno zacząć to śpiewanie i zrobi się tumult. A wyszła prawdziwa perełka, coś mega, mega i jeszcze raz mega.

Przestraszyliście Serbów tak, że nie mogli się pozbierać do końca meczu.

- Nie wiem, czy ich przestraszyliśmy, ale chyba trzeba by było być w ich skórze. Często zawodnicy podkreślają, że to, co się dzieje poza boiskiem, nie ma wielkiego znaczenia, a wczoraj okazało się, że ma. Było widać, że są w lekkim szoku. Nie dość, że trafili na dobrze dysponowanych Polaków, to jeszcze z trybun niosło, jak ja to mówię, "petardę". Oni sobie z tym nie poradzili, ale podejrzewam, że z kim byśmy wczoraj nie grali, to mógłby sobie nie poradzić.

Umówmy się, że Serbowie to nie jest zła drużyna i jeszcze pokażą kawał dobrej siatkówki w tym turnieju i udowodnią, że to nie oni byli tacy słabi, tylko my tacy mocni.

Nie miałeś ochoty zostać na Narodowym na kolejne mecze? By Polska zawsze grała przy tylu kibicach, na takim obiekcie?

- To było jakieś jednorazowe wydarzenie i na dłuższą metę to ja sobie nie wyobrażam, żeby reprezentacja Polski miała tam grać. Umówmy się, to jest stadion. Jeśli chodzi o otwarcie mistrzostw świata, to wyszło fajnie, chcieliśmy pokazać miejsce siatkówki w naszym kraju, że jest to dyscyplina sportu porównywalna z piłką nożną, co się gdzie indziej nie zdarza.

Ja zresztą kiedyś powiedziałem, że jeśli zależałoby to ode mnie, to ja bym wszystkie spotkania reprezentacji Polski organizował w katowickim Spodku. Może przez sentyment, może przez to, że uważany jest za mekkę siatkówki, że tam się wszystko zaczęło po długich latach przerwy. Ale mamy też piękne hale w Gdańsku, Krakowie. Myślę, że miejsce dla siatkówki jest w halach sportowych. Stadion Narodowy spisał się dzielnie, natomiast gdyby obok niego była hala, powiedzmy na 30 tys. ludzi, to też by było super.

To teraz czas na matematykę. Te ponad 60 tys. trzeba podzielić przez dziesięć i w takim składzie pomagać Polakom. Kolejne mecze biało-czerwoni zagrają we Wrocławiu, w dużo mniejszej hali. Kocioł jednak ma być.

- Oczywiście, że tak. To się nie będzie niczym różniło, tylko tą ilością ludzi na trybunach. Halę we Wrocławiu znamy doskonale, wiemy, czego się spodziewać. Jest mała w porównaniu z resztą hal, ale ma swój klimat. Nasza reprezentacja grała tu często i z tego, co pamiętam, zazwyczaj wygrywała. A w tej fazie mistrzostw to jest najważniejsze.

Na którym miejscu widzisz Polaków w tych mistrzostwach?

- Nie będę pompował balonika, bo siedzę w tym dość długo. To jest sport, a siatkówka jest dość wredna, bo tu nie ma remisów. Możesz wygrać albo przegrać. Jeśli w każdym spotkaniu będziemy widzieć naszych chłopaków walczących o każdą piłkę, to nie będziemy mogli mieć do nich pretensji. Ja im życzę z całego serca, by pojechali na koniec do Katowic, by walczyli w półfinale. Chciałbym medalu, tego im życzę jak i wszystkim w Polsce. Tego życzyłbym całej naszej siatkówce.

Zobacz wideo
Czy Polska przejdzie pierwszą rundę grupową bez porażki?
Więcej o: